Pyrzowice - Parafia

Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Wiara i patriotyzm

Katecheza trzynasta:

Pytania o przyszłość

Przez 12 miesięcy celebrowaliśmy 100-lecie odzyskania niepodległości, idąc drogą „wiary i patriotyzmu”. Ta ostatnia katecheza zaprasza, abyśmy wzbogaceni dziedzictwem przodków i ufając Bożym obietnicom, spojrzeli w przyszłość. Jeśli zdecydujemy się uznać prawdziwość przywołanych miesiąc temu przepowiedni, to należy przyjąć także ich konsekwencje. Pierwsza – fałszywa i bezrefleksyjna mogłaby brzmieć: Polska „Mesjaszem narodów” – skoro Bóg nas wybrał, to obroni nas przed wszelkim niebezpieczeństwem. Druga właściwa i świadoma powinna wyrastać z dalszego ciągu przywołanych proroctw. Były to słowa:

- w 1608 r. – „ponieważ osobliwą miłością do Mnie pałają jej synowie”;

- w 1850 r. – „jeśli naród polski się poprawi”;

- w 1923 r. – Polska powinna stać się wzorem dla innych narodów”;

- w „Dzienniczku” św. Faustyny – „jeśli posłuszna będzie woli mojej”.

Oto właściwa i świadoma konsekwencja proroctw. Ukryta w biblijnym: „komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie”. Możemy liczyć na pomoc Bożą, ale sami musimy Bogu być wierni. W tych słowach znajduje się również rozwiązanie trudności związanych z tragicznymi historycznymi doświadczeniami Ojczyzny. Łatwo przecież zapytać: skoro byliśmy wybrani, to dlaczego były zabory?

W 1683 r. pod Wiedniem nasi husarze z ryngrafami Maryi i krzyżami na skrzydlatych zbrojach ocalili Europę. Ale później szlachta skoncentrowała się na wygodnym życiu, zgodnie z przysłowiem z tamtych czasów; „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Sasi – królowie elekcyjni pochodzący z Saksonii rządzili Polską przez ponad 50 lat. Myślenie przez taki okres w granicach przywołanych słów zniszczyło poczucie odpowiedzialności za kraj. Zamknęło na upomnienie Boże i sprawiło, że prywata przekreśliła poczucie wartości Polski jako dobra wspólnego. Kosmopolityczna kultura koncentrowała się na tzw. Europie, a kazała zapomnieć o domu ojczystym. Wrogowie chętnie popierali takie postawy. Potem przyszła ich naturalna konsekwencja: rozbiory Polski. Opamiętanie i próby ratunku przyszły zbyt późno. Zbyt wielu było też takich, którzy identyfikowali się z innymi kulturami i narodami. Jeśli jest się zaślepionym konsumpcją, traci się wszystko i to na własne życzenie.

Przywołajmy więc jeszcze raz słowa: „Polskę szczególnie umiłowałem… Wywyższę ją w potędze i świętości… Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostatnie przyjście moje”. Według ks. Pelanowskiego ta „iskra” to „apokaliptyczna misja”. Polega ona na byciu „znakiem sprzeciwu” wobec tzw. „świata”, który przez oficjalnie stanowione prawa i działania ludzi oraz kulturę masową staje się coraz bardziej własnością „księcia ciemności”. To zadanie wymaga  wiary i patriotyzmu tak, aby Polska mogła oddziaływać w chrześcijańskim duchu na polityczną i społeczną rzeczywistości świata.

Aby tę misję zrealizować potrzeba:

Po 1) promować obecność religii w życiu narodowym. Ojciec profesor Bocheński wskazywał: „religia jako cnota i jej przejawy są składnikiem kultury narodowej; jako takie są objęte patriotyzmem… są częścią składową kultury polskiej i pielęgnować je należy, nie tylko jako przejawy religii, ale także jako składniki naszej Ojczyzny”. Jeden z teologów tak to określił: „Chodzi tu o dziedzictwo wiary, jakim żyje naród”, Będzie o możliwe, jeśli nasze polskie kościoły wciąż będą „w miarę” pełne w Dzień Pański. Jeśli będzie miał kto śpiewać pieśni na procesjach i jeśli wciąż będzie dla kogo i przez kogo odprawiać nabożeństwa. A w tych przypadkach każdy z nas musi sobie  zrobić solidny rachunek sumienia. Czy jesteśmy? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki – kultura naszej Ojczyzny będzie przenikała duchem wiary. A jeśli nas nie ma? Nasza kultura utraci ducha. Krok po kroku upodobnimy się do zlaicyzowanych społeczeństw Zachodu bezbronnych wobec neopogaństwa i islamu.

Po 2) patriotyzm nie może stać się chwilowym odreagowaniem po czasie jego poniżania w życiu społecznym i medialnym. Mówił o tym jeden z weteranów Powstania Warszawskiego: „Oby patriotyzm nie był tylko modą” – moglibyśmy dodać: „która się zmienia”. Aby tego uniknąć, potrzeba – jak zauważył ojciec Bocheński – „obowiązku świadomej i celowej pracy nad utrzymaniem w sobie charakteru narodowego”. I znów moglibyśmy dodać: „ która jest stała i konkretna”. A to już od nas  zależy. Czy Polska i to, co polskie, będzie dla nas ważne? To my decydujemy. Najpierw w sercu, a później w rzeczywistości społecznej. Te nasze decyzje, a także –trzeba podkreślić- ucieczka od nich w świat wygodnych narzekań na rządzących będzie wpływać na przyszłość naszą, Polski, Kościoła i świata. Z tej odpowiedzialności nie powinniśmy rezygnować. Ona świadczy o tym , że jesteśmy wolni, tzn. zdolni do kształtowania swoich losów.

Jeśli tę misję podejmiemy, napotkamy przeszkody. Warto je rozpoznać. Są i będą to:

Po 1) utrata wiary w Boga, który działa w naszym życiu indywidualnym i zbiorowym. Trzeba więc nieustannie wołać: „Panie przymnóż nam wiary”.

Po 2) Ideologiczne dążenie elit europejskich do zbudowania „superpaństwa” bez narodów i ojczyzn oraz tradycji chrześcijańskiej, bez odniesienia do Boga i Jego prawa. Ostatnie stwierdzenie pani kanclerz Niemiec nie pozostawia tutaj złudzeń: „Państwa narodowe muszą być gotowe do przekazania UE swej suwerenności”. Temu celowi służą: stanowione prawo, np. tzw. Karta Praw Podstawowych, usuwanie internetowych wypowiedzi o chrześcijańskiej wymowie, transfer środków finansowych – przywołajmy choćby zdanie prezydenta Francji: „Wy macie zasady, my – pieniądze” czy animowanie różnego rodzaju grup o zabarwieniu antynarodowym i antyreligijnym nazywanych „obywatelskimi”. Jedna z tzw. „proeuropejskich” gazet w Polsce ujęła to ostatnio w sformułowaniu: „społeczeństwo w Polsce nie potrzebuje Kościoła”. Społeczeństwo –cytując poetę – „Bez serc, bez ducha to szkieletów ludy” może nie, ale naród – tak. Naród potrzebuje duszy, a tę daje wiara, której depozytariuszem jest Kościół. Nie możemy więc dziwić się, że staje się on dziś głównym przedmiotem ataków ze strony laickich środowisk. Partie bowiem przemijają, tożsamość i kultura trwają, a w Polsce wciąż jeszcze ich fundamentem są wartości chrześcijańskie. Dlatego Kościół to główny cel ataków teraz i w przyszłości.

Po 3) Instrumentalne wykorzystywanie prawa w podporządkowywaniu państw i narodów przez grupę mającą władzę. Ostatnie doświadczenia Polski z Trybunałem Sprawiedliwości Unii w tym względzie tego dowodzą. Prawo daje możliwość sterowania niejako na odległość gospodarką i życiem społecznym. Dlatego tak ważne jest, abyśmy jako Polacy i katolicy /nie tylko z nazwy/ mieli wpływ na proces jego stanowienia i interpretacji. Ta zależy przecież od prawników, tzn. ludzi ulegającym grupom nacisku, mającym swoje poglądy i grzechy, które chcą usprawiedliwić, nazywając zło dobrem, a dobro złem. Zarówno w rzeczywistości społecznej jak i gospodarczej.

Po 4) Związane z obroną naszych interesów i godności inwektywy mające w ramach tzw. „pedagogiki wstydu” zniszczyć nasz patriotyzm i poczucie dumy, zastraszyć i odebrać chęć do budowy rzeczywistości prawnej i społecznej zgodnie z duchem Ewangelii i miłością do Polski. Są to określenia: homofob, ciemnogród, katol, faszysta, antysemita, mowa nienawiści, ciemne średniowiecze mohereowe berety. A przecież skoro jesteśmy wolnymi ludźmi tworzącymi wolny naród mamy prawo grzech nazywać grzechem, cenić Kościół i polską tradycję. Jako wierzący i Polacy bronić swojego dobrego imienia i interesów.

Po 5) Grzech, któremu ulegamy jako jednostki i wspólnota. Zło niszczy i sprawia, że usprawiedliwiając siebie i rezygnując z nawrócenia, odrzucamy wartości wyższe: duchowe i narodowe. Nie dziwmy się więc, że zaborcy, okupanci oraz współcześni wrogowie Kościoła i Polski promowali i promują niemoralność, deprawują dzieci („tęczowe piątki” to początek), rozwody, brak odpowiedzialności w życiu małżeńskim i rodzinnym. To wszystko sprzedaje się w reklamowym opakowaniu tzw. „europejskich wartości”. To wszystko ma zniszczyć chrześcijaństwo i rozbić naszą narodową wspólnotę, atomizując naród i czyniąc z niego zbiór egoistycznych jednostek podatnych na socjotechniczne bodźce.

Oto niektóre przeszkody. Powinny nas mobilizować, by być wiernymi Bogu i Polsce, by iść dalej drogą „wiary i patriotyzmu”.

Czego nas może uczyć ta katecheza?

1) Przypomina o potrzebie wierności Bogu i naszemu powołaniu. Mamy być „iskrą”. Nie musi nas być bardzo wielu. Chodzi o to, byśmy byli na tyle liczni, aby – ewangelicznie – być „solą”, „światłem” i „zaczynem”. Jeśli nas nie będzie na to stać, to – także ewangelicznie – na nic się nie przydamy, tylko „na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”. Warto przytoczyć tutaj przypisywane szesnastowiecznemu papieżowi Urbanowi VIII słowa: „Polacy tak długo będą wolni, jak długo będą wierni wierze”.

2) Uświadamia, że znajdujemy się w punkcie zwrotnym historii, która wpłynie na przyszłość. Niemiecki kardynał Mueller ujął to następująco: „A więc Polska została podzielona, nastąpiły rozbiory, ale nie zaatakowano duszy Polskiej. Dzisiejszy atak na Polskę jest gorszy, bo wtedy rozerwano tylko ciało. Dzisiaj chodzi o śmiertelny cios, który ma być zadany polskiej duszy. Wewnętrzne współrzędne chrześcijańskiej Polski mają być zmienione… Tak jak kiedyś magnaci z pomocą pieniędzy pruskich i rosyjskich zdradzili Polskę, tak teraz są Polacy, którzy chcą zniszczyć wewnętrzna tożsamość Polaków… Nie słuchajcie ich. Bądźcie wierni swojej tożsamości”.

3) Stawia wymagania aktywnego i konsekwentnego zaangażowania w życie Ojczyzny i Kościoła. Jako katolicy i Polacy mamy prawo do decydowania o sobie i obowiązku budowania Europy na fundamencie chrześcijaństwa, które ją stworzyło. W naszym narodowym przypadku ta konsekwencja to szczególne wyzwanie, ale musimy mu podołać. Przedstawicielka Polonii Amerykańskiej zwracała uwagę na jej znaczenie w kontekście sporów ze środowiskami żydowskimi: „My musimy wykonać pewien intelektualny wysiłek… całe pokolenia historyków polskich, które podniosą polskie punkty widzenia do takiej rangi i takiego poziomu, którym będziemy mogli zmierzyć się z przeciwnikami na arenie międzynarodowej… musimy, w przeciwnym razie nas nie będzie.” Można powiedzieć jeszcze raz w tej i wielu innych dziedzinach bez konsekwentnej postawy wiary i patriotyzmu, bez konsekwentnych działań „nas nie będzie”. To od nas zależy. I pamiętajmy – jak ujął to jeden z dziennikarzy – „upadek zaczyna się w głowach”. Bardzo wymownie wyjaśnia to wypowiedź negatywnego bohatera z filmu na który oczekiwałem jako młody chłopak. Oto  banda złoczyńców regularnie grabi wioskę, wieśniacy wynajmują ochronę. Razem zaczynają zwyciężać, ale nagle chłopi zdradzają obrońców. Ci zostają schwytani i wtedy herszt bandytów wyjaśnia dlaczego tak się stało. Mówi: „Wasi przyjaciele już was nie lubią. Zmuszacie ich do podejmowania zbyt wielu decyzji. Przy mnie robią to co każę.”… Rzeczywiście rezygnacja z trudu wolnych decyzji ma pewne „plusy”, a upadek zaczyna się w głowach i dodajmy … w sercach. Rzeczywiście wiele od nas zależy w tym zwrotnym punkcie historii. Dlatego kończąc poprośmy o pomoc słowami modlitwy z 1849 r. o błogosławieństwo dla sprawy Polski:

„Zwróć ku nam oblicze Miłosierdzia Twego, Panie i nie odpychaj nas od siebie za odstąpienie od przykazań Twoich, znieważanie Woli Twojej i zapominanie o obowiązkach naszych względem Ciebie, Ojczyzny, Sióstr i Braci.

Udziel nam, Panie, błogosławieństwa Twego w powstaniu z grzechu, w umiłowaniu prawa Twego i poświeceniu się na usługi Matce Twojej – Polsce.

… Nawróć, Panie, uwiedzionych przez wroga braci, oświeć nieprzyjaciół naszych w poznaniu prawa Twego i zniszcz ich zabójcze knowania na okowy matki naszej – Polski. Amen.”

 

Opracował ks. Włodzimierz Machura


Katecheza dwunasta:

Boże dziedzictwo

Kronikarz Polski a zarazem biskup Jan Długosz daje w „Dziejach Polski” zapraszającą do pokory charakterystykę naszego narodu:

„Szlachta polska sławy chciwa, do łupieży skłonna, niebezpieczeństwem i śmiercią gardząca, w obietnicach niesłowna, poddanym i niższym ciężka, w mowie nierozważna, mad możność rozrzutna (…)Gmin miejski skłonny do pijaństwa, kłótni, zelżywości i zabójstwa tak, iż trudno znaleźć naród równie skalany zabojami i domowymi klęskami… Kocha się w zabobonach i gusłach, nowości chciwy, w budowlach niestały, pozostaje na sprzętach podłych, lekkomyślny, umysłu gorącego, nieukrócony... Polacy przybyszów i ludzi cudzych rzadko przypuszczają do rządu i urzędów, a jeśli się to trafi, to nigdy bez zawiści (…) Nie miłują ani cnoty, ani nauki, ale zlecają godności i urzędy tym, którzy większe bogactwa mają lub umysł zuchwały mają…”

Ten opis nie napawa optymizmem, ponieważ to przecież nasz obraz.

Z drugiej zaś strony znajdujemy jednak i taką wypowiedź angielskiego pisarza i dziennikarza Gilberta Chestertona /Dżilberta Czestertona/: ”Moja instynktowna sympatia dla Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej – i rzec mogę – wyrobiła sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół”... „Doszedłem… do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa, Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku obok powyższych wartości namiętną nienawiść do Polski”.

Te słowa przynoszą dumę i budzą poczucie naszej polskiej godności i wartości. Rodzi się pytanie: Jak pogodzić tę sprzeczność? Gdzie tkwi klucz do znalezienia źródeł naszej wielkości mimo wielu powodów do wstydu? A może inne pytanie; Kiedy stajemy się wielcy, choć na co dzień jesteśmy tacy słabi?

Odpowiedzi spróbujmy szukać w świetle wiary. Może jest zawarta w słowach objawienia: „ moc w słabości się doskonali”. Może od naszej wiary zależy nasza przyszłość?

Takie spojrzenie ( na naszą przeszłość i przyszłość) staje się uzasadnione, gdy uświadomimy sobie, że według teologów naród może być obdarowany powołaniem jak każdy człowiek. Powołaniem realizowanym wobec świata i ludzkości. Casus „Narodu Wybranego” jest jednoznaczny. Ks. Augustyn Pelanowski ujmuje to w słowach: „Bóg z perspektywy wieczności przypatruje się narodom, a ściślej Kościołom w narodach. Wybiera te, które Go wybierają”.

Jakie jest więc nasze polskie powołanie? Sięgnijmy do świadectw.

W 1608 roku włoskiemu jezuicie Gullio Mancinellemu, w młodości przyjacielowi Św. Stanisława Kostki ukazała się Matka Boska i wypowiedziała: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Jest to królestwo przeze mnie bardzo umiłowane i wielkie rzeczy dla niego zamierzam”.

W 1850 roku w czasie ciemnego czasu zaborów Mikołaj Sikatka z Lichenia od tej Królowej Polski usłyszał: „Z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości…”

A w 1877r. zostało skierowane do Wandy Malczewskiej niejako dopowiedzenie: „Polska na moją prośbę będzie wskrzeszona i wszystkie jej części będą złączone”.

Z kolei w zupełnie innej rzeczywistości w 1932r., gdy nasza ojczyzna już się odrodziła, wizjonerka zwana „Podlasianką” nakreśliła porywającą wizję przyszłości: „Polska jest wezwana do wielkiej misji”

Te wizję zdawała się potwierdzać s. Łucja z Fatimy, wypowiadając „Naród Polski… odczyta i zrealizuje prawdziwe cele ludzkości. Od niego zależeć będzie przyszłości Europy”.

I wreszcie ta najbardziej znana obietnica dana przez Chrystusa świętej siostrze Faustynie: „Polskę szczególnie umiłowałem… Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostatnie przyjście moje”.

Wielu słysząc te słowa mogłoby wzruszyć ramionami. Popatrzmy jednak na historię Polski i spróbujmy ocenić ich prawdziwość. Kilka przykładów:

1) W czasie potopu szwedzkiego król Polski i biskupi Polski napisali list do papieża z prośbą o pomoc. Aleksander VII odpowiedział: „To Pani Polski… Ją królową ogłoście, przecież sama tego chciała”. W 1656r. po cudownej obronie Jasnej Góry w katedrze lwowskiej Jan Kazimierz dokonał aktu uroczystego ślubowania i oficjalnie nazwał Matkę Bożą Królową. W ciągu kilku lat Szwedzi, którzy zajęli prawie cały kraj, zostali z niego wypędzeni.

2) Po przepowiedniach z czasów zaborów po 123 latach przyszła niepodległość wymodlona przez przodków. Błagali oni – choć brzmi to niemal bluźnierczo – o wielką wojnę między zaborcami. Ta wojna przyszła, ponieważ miara zła się przebrała. Przyniosła wiele grobów, również naszych rodaków, Ale z grobu zmartwychwstała Polska, a powstając ocaliła Europę „cudem nad Wisłą”.

3) Aresztowanie Prymasa Tysiąclecia na 3 lata, które miało zamknąć mu usta. Ten sługa Boży wykorzystał jednak ten czas na przygotowanie programu Wielkiej Nowenny przed 1000 – leciem Chrztu Polski i Ślubów Jasnogórskich oraz peregrynacji kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w naszej Ojczyźnie. A to odrodziło nasz naród.

4) Oazowy Ruch Światło – Życie założony przez sługę Bożego ks. Blachnickiego, który jak się szacuje formował do 2 mln młodych ludzi. Okazało się, że czytanie Biblii, wspólna modlitwa, udział we mszy świętej może zrodzić fundamenty wspólnoty, na której mogła późnej wyrosnąć wolność.

5) Związana z Oazą Krucjata Wyzwolenia Człowieka – ruch trzeźwościowy, który był wypełnieniem proroctw ks. Markiewicza z czasów zaborów: „albo Polska będzie trzeźwa. Albo jej nie będzie wcale”.

6) Realizacja zapowiedzi z Fatimy, Jan Paweł II, ”Solidarność”, strzały na placu św. Piotra, miliony słuchających Ojca Świętego, upadek „bezbożnego komunizmu” i wolność wielu narodów i państw. Także początki naszej polskiej wolności. Do dziś pamiętam, kiedy tę wolność w wymiarze społecznym poczułem, choć jeszcze nie potrafiłem nazwać. Było to w czasie powrotu ze słynnego Apelu Jasnogórskiego, na którym św. Jan Paweł II rozważał „Jestem. Pamiętam, Czuwam”. Przed powracającymi tysiącami młodych ludzi, śpiewających: „Czy wy wiecie, że my mamy Papieża, Papieża w którym mieszka Święty Duch” rozstępowały się kordony milicji. Dało się odczuć, że to zrobienie miejsca dla zajmującej całą ulicę katolickiej, wierzącej, praktykującej młodzieży to coś więcej, niż tylko kwestia porządkowa. I najciekawsze jest to, że w zachowaniu milicjantów dało się rozpoznać, że oni też zaczynali to rozumieć. Ci młodzi katolicy i Polacy nieśli tchnienie wolności wyrastającej na fundamencie wiary.

Te przykłady pokazują zaskakującą zbieżność aktów politycznych i rzeczywistości nadprzyrodzonej. ... Przypadek czy coś więcej? A może rzeczywiście nasza słabość została przemieniona mocą Bożą, której zawierzyliśmy, identyfikując się ze słowami Jana Pawła II: „Totus Tuus” – „Cały Twój”? I te słowa stały się ciałem?!.

Jakie jest więc owo Boże powołanie Polski i polskiego Kościoła?

W przeszłości według teologów było nim przekazanie depozytu wiary na wschód Europy. Dostrzegają to w misji św. Jadwigi wobec Litwy, która przyjęła chrzest, jak również w powstaniu na mocy Unii Brzeskiej w 1596r. Kościoła Unickiego gromadzącego prawosławnych uznających zwierzchność papieża.

Może się oczywiście zrodzić pytanie: Dlaczego zostaliśmy wybrani?

Odpowiedz w świetle wiary jest prosta – ponieważ to my Boga wybraliśmy. Ks. Pelanowski wyjaśnia: „Bóg… wybiera te narody, które Go wybierają, bo powołane są wszystkie, które miały łaskę wiary w Chrystusa”.

Ten nasz wybór dostrzega w tym że:

1) jako Polacy wciąż z drżeniem czcimy Słowo Boże,

2) wciąż się spowiadamy tzn. uznajemy prawdę o Bogu, dającym zbawienie i sobie samych – ludziach grzesznych... a prawda to warunek nawiązania relacji ze Stwórcą.

3) wciąż jeszcze się spieramy o rolę Boga i Jego prawa w życiu jednostek, społeczeństwa i narodu. W innych miejscach świata i Europy nie jest to już ważne, nawet dla nazywających się katolikami.

Czego nas może nauczyć dzisiejsza katecheza?

1) Jest zaproszeniem do patrzenia na siebie, naród i Kościół w Polsce w wymiarze nadprzyrodzonym. Nasze istnienie i to, co robimy ma znaczenie w oczach Bożych.

2) Boże powołanie jest zadaniem wypełnianym w wymiarze indywidualnym i zbiorowym i niesie w sobie zalążek wielkości. Ta wielkość może się stawać, wciąż na nowo, naszym udziałem.

3) Jest pokorną prośbą o wdzięczność wobec Boga, który dał nam tak wiele i o docenianie Jego darów, nawet jeśli wpisany jest w nie krzyż.

I na koniec modlitwa nie prośby, lecz właśnie dziękczynienia za powołanie nasze, Ojczyzny i Kościoła, powołanie, którym byliśmy i jesteśmy obdarowani.

„O Jezu, dobry Pasterzu, przyjmij nasze uwielbienie i naszą pokorną podziękę za wszystkie powołania, którymi za pośrednictwem Twego Ducha hojnie i nieustannie obdarzasz swój Kościół”. Amen.


Katecheza jedenasta:

II WOJNA ŚWIATOWA – Kościół znakiem sprzeciwu

Współczesny historyk angielski Ian Kershaw /Ajan Kerszoł/ zauważa:

„..w planach germanizacyjnych dla Europy Wschodniej nie było miejsca dla Kościoła Katolickiego”. Dodajmy-tym bardziej nie było go w strefie wpływów komunistycznej Rosji sowieckiej, dla której duchowieństwo i ludzie wierzący to „wroga klasa”.

Poprzednia katecheza starała się nakreślić tło polityki tych 2 zbrodniczych państw i systemów politycznych wobec Polski i Kościoła oraz przedstawić jej skutki. Były cytaty, tytuły dokumentów, miejsca – przynajmniej niektóre i liczby.

W tej katechezie z cyklu „Wiara i patriotyzm” będziemy starali się przywołać konkretne postacie i dzięki nim odczuć, doświadczyć co to znaczy być patriotą i mieć wiarę?” Co to znaczy „być znakiem sprzeciwu”?

Zmarły abp Kazimierz Majdański w książce „Będziecie moimi świadkami” opisuje los polskich duchownych uwięzionych, a właściwie skazanych na okrutną śmierć w obozie koncentracyjnym w Dachau. Oczywiście nie było to jedyne miejsce, gdzie ich więziono. W samym Auschwitz było ich ok.50. Ich symbolem jest św. Maksymilian Maria Kolbe. Znamy jego losy.

W Dachau przebywało 1786 polskich duchownych, wśród nich autor książki. Połowa z nich zginęła wskutek tortur, doświadczeń pseudomedycznych i w komorach gazowych.

Jaki był ich los? Przywołajmy choć kilka postaci:

1) Ks. Emil Szramek – zmarł 13.01.1942r. pozostawiony na mrozie pod kranem z cieknącą wodą.

2) Ks. Kazimierz Gostyński – zmarł 06.05.1942r., wysłany do komory gazowej;

3) Ks. Franciszek Dachtera – zmarł, gdy jako „królikowi doświadczalnemu” 4 razy wszczepiano mu tak jak blisko 300 polskim duchownym malarię.

4) Ks. Ludwik Giertyngier – dobity przez kapo, który najpierw skakał mu po brzuchu.

5) Ks. Stanisław Kubski – zmarł z wycieńczenia, gdy wraz z 1400 księżmi odbywał karne ćwiczenia trwające non stop od Wielkiego Poniedziałku do Poniedziałku Wielkanocnego w 1942 r.

6) Ks. Frelichowski – w czasie epidemii tyfusu w szpitalu obozowym dobrowolnie usługiwał chorym, zaraził się i umarł, do końca ich spowiadając.

I można by tak długo wymieniać. Wśród nich był także bp. Michał Kozal, który zanim jeszcze trafił do Dachau ofiarował swoje życie za „wolność Polski i Kościoła”. Bóg przyjął i jego ofiarę. Dziś możemy dodać – w duchu wiary – „mamy nadzieję”.

Wobec tej ofiary stajemy z pokorą i czcią, zwłaszcza że zostawili znak szczególnej wierności Bogu i ojczyźnie, a może bardziej ojczyźnie i Bogu.

Otóż jak opisuje abp Majdański był w Dachau dzień, gdy zabrano na Lagerstrasse /lagersztasse -ulicy obozowej/ wszystkich polskich kapłanów i złożono im propozycję: „każdy może wyjść z obozu i być księdzem, ale pod warunkiem podpisania listy narodowości niemieckiej”. Jak mówi wspomniany świadek: „nie wystąpił ani jeden”. Pozostali wierni Bogu i Polsce, a właściwie Polsce i Bogu. Patriotyzm i wiara stały się jednością.

I kolejna jej odsłona: wyjątkowa na tle całego świata. Ostatni rok przyniósł dla naszego narodu i kraju szczególnie mocne doświadczenie oskarżeń o współudział w zrealizowanym przez Niemców Holokauście – zagładzie Żydów. Bolesne tym bardziej, że oparte na kłamstwach, którym nie pozwolono nam się przeciwstawiać przez dziesiątki lat.

Dlatego warto przywołać godną pamięci wyjątkową postać: Zofię Kossak -Szczucką – osobę głębokiej wiary i patriotkę, która w sierpniu 1942 r. opublikowała wydany w konspiracji dokument: „Protest”. Był to protest przeciwko niemieckiemu planowi zagłady Żydów i przeciw milczeniu świata wobec tej zbrodni.

Czytamy w nim min.: „Zabieramy przez to głos my, katolicy – Polacy. Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej zdajemy sobie sprawę z tego ,że nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni. Nie chcemy być Piłatami…”. I autorka potępia zbrodnie Niemców. Jednocześnie tych członków naszego narodu, którzy na nie przyzwalają lub w nich uczestniczą potępia i wyklucza z narodu Polaków. Pisze:

„Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolność przyszłość Polski śmiałby łączyć nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest ani katolikiem, ani Polakiem. (…) Kto z nami tego protestu nie popiera, nie jest katolikiem”.

W przywołanych tu słowach odczytujemy motywację. Jest nią miłość bliźniego i Boga. Jest to więc motyw wiary, który daje siłę do przyjęcia postawy chrześcijanina i dumnego Polaka.

Zofia Kossak - Szczucka nie zatrzymała się przy tym na słowach. Była współzałożycielką Rady Pomocy Żydom –„Żegota”, jedynej takiej konspiracyjnej organizacji w okupowanej Europie. Poniosła tego konsekwencje. Aresztowana w 1943 r. trafiła do Auschwitz, później na Pawiak. Skazana na śmierć, cudem jej uniknęła, uratowana akcją polskiego podziemia.

Czytając to, co napisała i patrząc na jej życie, dostrzegamy pełen blask świadectwa, jakie dała miłości do Chrystusa i miłości do Polski, wierze i patriotyzmowi.

Kolejnym znakiem jedności wiary i patriotyzmu była rola i losy polskich duchownych w powstaniu warszawskim. W gazetce „Walka śródmieście” z 26.08.1944 r. czytamy:

„ Dwa są symbole sierpniowego Powstania i walczącej Warszawy: biały orzeł na czerwonym tle i ksiądz z biało – czerwoną opaską (…), który wśród kul i bomb spieszy na swój kapłański posterunek”.

Oczywiście można powiedzieć – wzruszając ramionami – że słowa te napisano w środku powstania, gdy trzeba było wlewać nadzieję i zapalać do walki. Ale paradoksalnie właśnie ten argument wskazuje, że zawierają one prawdę. Skoro bowiem użyto polskiego kapłana jako symbolu, tzn. że jego postać tak była odbierana.

Czym sobie duchowni polscy na to zasłużyli? Odpowiedź brzmi: postawą. I znów warto przywołać kilka przykładów.

1) Arcybiskupa Szlagowskiego – zastępującego prymasa Polski i zarazem proboszcza parafii warszawskiej. Gdy Niemcy zażądali, aby wyjechał z Warszawy, stwierdził: „jestem biskupem Warszawy i proboszczem parafii św. Barbary. Tu mieszkają moi diecezjanie i parafianie. Mam obowiązek być wraz z nimi i wśród nich…”. I pozostał.

2) Księdza Józefa Stanka, pseudonim „Rudy” – kapelana AK, jednego z 270 pełniących tę funkcję.  22 IX zaproponowano mu, by odpłynął – póki można – na drugi brzeg Wisły. Odmówił, oddając miejsce rannemu. Schwytany przez Niemców, został powieszony pośród okrzyków SS-manów, zapamiętanych przez świadków: „Ci są najgorsi. Nie Anglicy,nie Żydzi. Ci w czarnych kieckach. To są diabły”. Przywołani świadkowie  mówią, że gdy był wieszany, błogosławił odprowadzanych na poniewierkę mieszkańców i wziętych do niewoli powstańców.

3) Księdza Władysława Bukowieckiego, apostoła Kazachstanu. Zesłany na Syberię, mówił: ”W łagrach kapłan jest najbardziej potrzebny”. I służył ludziom w tych łagrach, a przez 13 lat w więzieniach. Aby służyć im do końca, odmówił powrotu do Polski, choć miał taką możliwość. Powiedział: „ W Polsce jest wielu kapłanów. Tutaj nie”. Jak opisuje to autor jego biografii pt. „Brzemię” oficer KGB  nie mógł tego pojąć. Z kolei ksiądz Tadeusz  Fedorowicz, gdy zobaczył wywożonych 28 VI 1940 r. w bydlęcych wagonach na „nieludzką ziemię” - tak „jak stał” - wskoczył do pociągu – choć nie musiał – i pojechał n a poniewierkę z rodakami: Polakami, braćmi i siostrami.

Rzeczywiście duchowni i świeccy mogli być symbolem wiary w Boga i miłości do ojczyzny. Powiedzieli „nie” zbrodniczym totalitaryzmom: niemieckiemu nazizmowi i sowieckiemu komunizmowi. Można ich było zabić, ale nie można ich było pokonać.

Czego nas uczy ta katecheza?

1) Droga do „bycia symbolem” wiedzie przez osobiste wybory dokonywane w sercu i sumieniu. Aby te wybory były „Boże” i „Polskie” potrzeba osobistej więzi z Bogiem i wewnętrznej identyfikacji z Ojczyzną – Polską. Tutaj każdy  może okazać się wierny mimo ludzkiej słabości. Abp Majdański opisuje i taką sytuację w Dachau: oto w baraku polskich duchownych rozległ się głos: „ przepraszam was, przepraszam brata, któremu zabrałem kawałek chleba”... Głód chleba nie zasłonił jednak – dzięki łasce Bożej – Boga, Ojczyzny i Honoru. Każdy jest słaby, zwłaszcza gdy umiera z głodu, ale każdy również zaproszony jest do  wielkości, którą może osiągnąć dzięki mocy ducha.

2) Bycie znakiem sprzeciwu miało i ma sens. O ile zechcemy nim być jednostkowo - każdy z osobna i wspólnotowo- wszyscy razem jako katolicy i Polacy. By tak się stało, potrzeba łaski Bożej. Dlatego na koniec słowa modlitwy Ireny Pokrzywnickiej, malarki, która namalowała obraz zwany Matką Boską  Armii Krajowej:

„Spraw, abyśmy nie osłabli i nie szukali odpoczynku w zdradzie Twoich przykazań. Daj mądrą przenikliwość zła i dobra. Daj odwagę Prawdy”.


Katecheza dziesiąta:

II wojna światowa – czas ofiary i świadectwa

Kardynał Stefan Wyszyński pisał:

„Różne były losy Polski, ale rzecz znamienna, w tych najważniejszych dziejach, w męce i w chwale Kościół był zawsze z narodem i nigdy go nie opuścił. Kościół polski choć jest rzymsko – katolicki, czuje się prawdziwie narodowy, tak iż nie potrzeba nam innych pseudonarodowych kościołów, bo w Polsce narodowym Kościołem jest Kościół rzymsko – katolicki”.

Ten sługa Boży wyraził to w oparciu o osobiste doświadczenia. Był kapelanem Armii Krajowej w czasie niemieckiej okupacji. Jako prymas Polski powiedział władzom komunistycznym rządzącym w imieniu ZSRR: „non possumus” i został aresztowany na 3 lata. Miał więc prawo zostawić dla nas zapraszające do refleksji przesłanie „ … jeśli przyjdą zniszczyć ten naród zaczną od Kościoła, gdyż Kościół jest siłą tego narodu”.

Zauważył to również zachodni historyk Richard Ewans /czytaj Riczard Ełans/ stwierdzając: „Kościół katolicki był instytucją, która bardziej niż wszystkie inne przyczyniła się do zachowania polskiej tożsamości na przestrzeni wieków”.

Ta prawda zajaśniała krwawym blaskiem w czasie II wojny światowej. W naszych katechezach dotyczących wiary i patriotyzmu nie możemy tego okresu w dziejach Polski pominąć.

Kościół będąc źródłem duchowej siły Polaków, stał się jednym z głównych przeciwników dwóch zbrodniczych totalitaryzmów XX wieku: „niemieckiego nazizmu” i „sowieckiego komunizmu”. Ich współpraca zapoczątkowana paktem Ribbentrop – Mołotow z 23.08.1939 r. zaowocowała wspólną agresją wojskową 1 i 17.09 i tzw. „IV rozbiorem” Polski.

Nasi wrogowie mieli przy tym jednoznaczną motywację: historyczno-polityczną i ideologiczną. Politycznie chcieli zniszczyć- jak powiedział Mołotow „bękarta traktatu wersalskiego” i zemścić się. Niemcy za znów polskie – Śląsk, Wielkopolskę i Pomorze. ZSRR za „cud nad Wisłą” z 1920 r. i przekreślone nadzieje na światową rewolucję. Ideologicznie dla komunistów religia była „opium dla ludu”, a dla nazistów z Niemiec – wrogiem w walce o „rząd dusz”, tym bardziej że ich ruch był antychrzescijanski, odwołujący się do staropogańskich germańskich mitów. Sam Hitler mówił, że nie można być chrześcijaninem i Niemcem.

Kościół dokumentami Piusa XI z 1937 r. „Mit brenennder Sorge” i „Dirvini Redemptoris” ostro te ruchy potępił. Ruch nazistowski jako „zasadniczo nieprzyjazny wobec Chrystusa”, a komunistyczny jako niszczący „wszelki ład społeczny i podważający (…) podwaliny cywilizacji”.

Katolicy, a zwłaszcza duchowni stali się więc fundamentalnymi wrogami tych zbrodniczych ideologii. Zwłaszcza w przypadku Polski.

Ta wrogość miała zabarwienie wprost szatańskie.

Oto 2 świadectwa:

1) Pierwsze generała Andersa –aresztowany przez sowietów opisuje jak podczas rewizji znaleziono u niego medalik z Matką Boską, Prowadzący rewizję dostał niemal amoku i rzucił medalik o ziemię, plując na niego i depcząc.

2) Drugie z obozu koncentracyjnego w Działdowie – z szyi więzionego tam arcybiskupa Nowowiejskiego Niemcy zerwali krzyż i kazali podeptać. Sędziwy, ponad 80-letni, arcybiskup pochylił się i ucałował krzyż. Został pobity i skopany.

W przypadku Polski i Polaków nie chodziło jednak tylko o znaki. Celem było wyniszczenie narodu i wymordowanie jego elit, a z tych, którzy przeżyją uczynienie niewolników.

Drogą do realizacji tego celu było zniszczenie ducha, a wiec i wiary dającej nadzieję. Dlatego jak zauważa „Ian Kershaw”/czytaj Ajan Kerszoł/ – „w planach germanizacyjnych dla Europy Wschodniej nie było miejsca dla Kościoła Katolickiego”.

Walka o wolność stawała się zarazem walką o ducha. Wiara i patriotyzm stawały się jednością.

Przywołajmy choć kilka przykładów tej walki i jej skutki.

8 IX 1939 r. padły słowa: „arystokracja, popi (pogardliwe określenie księży) i Żydzi muszą zostać wytępieni” .A 12.IX niemiecki admirał Canaris zanotował: „zwróciłem uwagę gen. Keitlowi, że wiem o tym, że planuje się w Polsce duże rozstrzeliwania, że zwłaszcza arystokracja i duchowni mają zostać unicestwieni”. Słowa te realizowano od 1 IX z teutońską dokładnością. Droga urzeczywistniania niemieckiego „Lebensraum” – „przestrzeni życiowej” prowadziła przez śmierć duchownych.

Już 2 IX 1939 r. Wehrmacht (nie SS) zamordował 3 kapłanów diecezji częstochowskiej. Jak zauważa ks. Prof. Jan Związek „byli to pierwsi kapłani zamordowani na polskich ziemiach”…. Nie jedyni.

W ramach operacji „”Tannenberg” przygotowywanej jeszcze przed wojną pięć specjalnych grup SS ( „Einsatzgruppen”) rozpoczęło akcję „Inteligenz” („Inteligencja”) polegającą na zabijaniu przedstawicieli polskiej elity. Do XII 1939 r. zabito ok.50-60 tysięcy członków kierowniczych warstw narodu. Jej symbolem stało się zesłanie do obozu koncentracyjnego Sachsenchausen profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Te działania miały jednak swoją kontynuację.

 Do VII 1940 prowadzono tzw. „akcję AB” i zamordowano kolejne tysiące. Ich zwłoki zakopano w zbiorowych mogiłach, których symbolem są Palmiry. Ale nie tylko. Np. o wiele mniej znane Lasy Piaśnickie i inne miejsca na Pomorzu kryją zwłoki blisko 20 – 30 tysięcy rozstrzelanych, wykształconych Polaków: urzędników, duchownych, działaczy patriotycznych  ze Stowarzyszenia ”Rodto” i chorych.

Według świadków mordowano całe rodziny, łącznie z dziećmi. Później w 1944 r. dla zatarcia śladów zbrodni ich wykopane zwłoki palono. I tak miejsce pochówku dziś już błogosławionej męczennicy siostry Alicji Kotowskiej rozpoznano po zachowanym fragmencie charakterystycznego różańca.

Apogeum rozstrzeliwań przypadło na 11 XI. Być może miało  to być symbolem przekreślenia nadziei na odzyskanie niepodległości ojczyzny. Unicestwiając naród, chciano unicestwić jego warstwy kierownicze, w tym duchownych. Kolejny raz, tym razem wspólna  męczeńska krew objawiła jedność wiary i patriotyzmu.

Tę jedność ukazuje napis na grobie wspomnianej wcześniej siostry Alicji:

„Za Wiarę i Ojczyznę zamordowana przez hitlerowców w Piaśnicy”.

To epitafium symbolicznie pokazuje, że oto kolejny raz księża, zakonnicy i siostry zakonne stanęli razem z narodem, by być z nim w ofierze własnego życia.

Podobnie było na terenach okupowanych przez ZSRR Nawet do 1,5 milionów Polaków zesłano na „nieludzką ziemię”. Ok. 20 tysięcy oficerów Wojska Polskiego, urzędników, policjantów i przedstawicieli inteligencji zostało zamordowanych – podobnie jak w przypadku okupacji niemieckiej strzałem w tył głowy – w Katyniu, Miednoje i wielu innych miejscach.

 Znamy już prawdę o tym mordzie. Ale warto pamiętać, że najpierw z obozów w grudniu 1939 r. tuż przed Wigilią zabrano duchownych. Z 38 kapelanów zginęło 29 księży, 1 brat zakonny, 2 duchownych prawosławnych i 1 rabin. Ślad po nich zaginął. Oddali życie za wiarę i ojczyznę,  jak wielu innych.

Ksiądz Daniel Olszański podaje, że podczas niemieckiej okupacji zginęło 6 biskupów, 1934 księży diecezjalnych i alumnów , 850 zakonników wraz z braćmi zakonnymi i 389 sióstr zakonnych. Ich przedstawicielami jest 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej świeckich i duchownych, a symbolem św. Maksymilian Maria Kolbe.

O wiele trudniej - wskutek braku archiwaliów – oszacować liczby duchownych zamordowanych i represjonowanych na terenie wschodniej Rzeczypospolitej.

W 1996 r. Tadeusz Madała podał, że od 1918 r. było represjonowanych ok.600 księży diecezjalnych i zakonnych wyświęconych do 1946 r. Jak podaje Barbara Paszkiewicz: „ (…) sowiecka polityka antyreligijna spowodowała, że zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej i NKWD bezzwłocznie przystąpiono do wyeliminowania (…) wszystkiego, co było związane z wiarą i religią. W celu realizacji tej strategii represjom poddano w szczególności duchowieństwo. Kapłanów bito, maltretowano, wywożono do łagrów, a nawet mordowano”; (…) księży, zakonników i zakonnice deportowano w głąb ZSRR”. Ciekawe jest to, że na tych terenach nie było spektakularnych egzekucji duchowieństwa dokonywanych publicznie. Przygotowywano je, czekając sprzyjających okoliczności.

Działo się tak również, ponieważ jak zauważył Sługa Boży Kardynał August Hlond: „W toku 20-letniej walki z Kościołem sowieci doszli do wniosku, iż lepiej unikać stwarzania męczenników i nie wzbudzać niepotrzebnie uczuć religijnych”.

Ale i tak, jak wskazują historycy, zamordowano ok.240 księży, 100 zesłano na Sybir, a 42 zabito w czasie masakr urządzanych przez NKWD w więzieniach, w czerwcu 1941r.

Przywołane w tej katechezie dane są bardzo pouczające. Oto pokazują jednoznacznie, że :

1) Kościół był z narodem w chwilach wyjątkowego dziejowego doświadczenia, jakim była II wojna światowa.

2) Kościół w walce o wolność był bardzo ważny. Potwierdzili to wrogowie swoim działaniem. Warto o tym pamiętać, gdy dziś część tzw. środowisk opiniotwórczych pomniejsza jego wartość dla Polski.

3) Zmieniają się epoki, ale działalność szatana się nie zmienia .Stare wzorce są odtwarzane. Dzisiaj wrogowie Kościoła również  nie chcą jego męczenników. Pamiętają, że ks. Jerzy Popiełuszko, zatłuczony pałkami i utopiony zrobił być może więcej swoją śmiercią, niż kazaniami za życia. Sięgają po inne metody, aby zniszczyć godność duchownych i odebrać im możliwość oddziaływania na wiernych. Cel jest ten sam. Sposoby jego realizacji dostosowywane do sytuacji. Dziś też tego doświadczamy. Pamiętajmy o tym.

I na koniec modlitwa do Matki Bożej Patronki Sprawy Polskiej:

„Opiekunko strapionych, Ucieczko pokrzywdzonych, Nadziejo cierpiących przyjmij sprawę Polski pod swą szczególną opiekę. Wyjednaj przebaczenie za winy nasze u Boga Ojca. Uproś Syna Twego, aby (…) skrócił dni niewoli Ojczyzny naszej”. Amen

Przygotował ks. Włodzimierz Machura


Katecheza dziewiąta:

Zakony w czasie zaborów – światło nadziei

Jeden z autorów „Dziejów Kościoła w Polsce” podaje wyjątkowe dane:

„Pomiędzy rokiem 1850 a 1918 powstało ok.50 nowych zgromadzeń zakonnych założonych przez rodzimych założycieli i założycielki, co było zjawiskiem niespotykanym dotąd na taką skalę”.

Te zgromadzenia powstały w czasach zaborów i dlatego posiadały, jak czytamy „cechy specyficzne”. Wynikały one z faktu, że Kościół, a więc i zakony towarzyszyły zniewolonemu, podzielonemu między trzy mocarstwa, a także zesłanemu czy tez emigrującemu narodowi. Dlatego powstały dwa ośrodki zakonotwórcze:
Jeden na emigracji skupiony wokół Zmartwychwstańców, drugi na ziemiach polskich skoncentrowany wokół ojców kapucynów. Ich cechami charakterystycznymi była duchowa i społeczna ekspansja pełna zaangażowania w życie duszpasterskie i charytatywne. Były to zgromadzenia czynne.

Na emigracji, w Paryżu Bogdan Jański wraz z grupą ludzi pragnących rechrystianizacji Europy założył w 1836 r. Zgromadzenie Zmartwychwstałego Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Jego współpracownicy – co warto podkreślić, pamiętając o temacie naszych katechez z cyklu „Wiara i patriotyzm” – to byli powstańcy, późniejsi duchowni: Piotr Sememenko i Hieronim Kajsiewicz. Z tego zgromadzenia zrodziły się zakony żeńskie: Zmartwychwstanki i Nazaretanki.

Z kolei w kraju podzielonym między zaborców powstały m. in. zakony: albertynów i albertynek, służebniczek, michaelitów, sióstr św. Józefa i pasterek. Zakładali je dziś już święci i błogosławieni, duchowni i świeccy: brat Albert Chmielowski, Edmund Bojanowski, ks. Bronisław Markiewicz, ks. Zygmunt Gorazdowski i Maria Karłowska.

Szczególne miejsce wśród nich zajmuje jednak O. Honorat Koźmiński ze zgromadzenia O.O. Kapucynów. Swą posługę prowadził w zaborze rosyjskim, w którym likwidowano klasztory i zakazywano przyjmowania nowicjuszy do funkcjonujących.

Z 1700 zakonników przed 1864r. po 40 latach zostało zaledwie 120. W takiej sytuacji O. Honorat starał się odrodzić życie zakonne. Cel osiągnął – rzecz wyjątkowa – na drodze konspiracji. Zrozumiał bowiem, że zakony muszą działać w ukryciu. Będąc spowiednikiem, dobierał osoby podejmujące pracę i starające się odrodzić religijnie i moralnie środowiska, w których działały. Dokonał w ten sposób rzeczy wyjątkowej, Założył – jako bezhabitowe – 22 zgromadzenia żeńskie i 4 męskie.

Wszystkie te zgromadzenia zakonne na emigracji i w kraju pod zaborami stały się źródłem duchownego, moralnego i społecznego rozwoju narodu polskiego.

Ich działalność cementowała wspólnotę narodową ponad granicami państw zaborczych, a nawet w Europie i na innych kontynentach. Była znakiem troski o dobro duchowe i materialne rodaków. Niejednokrotnie wykraczała poza czysto kościelną misję, jak choćby w przypadku Zmartwychwstańców, którzy byli łącznikami między polskim duchowieństwem a Stolicą Apostolską, informując kolejnych papieży o prześladowaniach Kościoła przez państwa zaborcze. Dawało to możliwość politycznego oddziaływania, co leżało w polskim interesie narodowym. Zakony te wychowywały dzieci i młodzież z jasnym celem odrodzenia społeczeństwa polskiego. Opiekowały się rodzinami, prowadziły szkoły, ochronki, internaty i sierocińce. Organizowały rekolekcje, opiekowały się chorymi. Niosły pomoc żyjącym w nędzy duchowej i materialnej. Tworzyły warsztaty kształcenia zawodowego, a nawet działały w wymiarze społecznym, jak w przypadku założenia Chrześcijańskiego Związku Rękodzielniczek „Dźwignia” - związku zawodowego prowadzącego pośrednictwo pracy. Ich czynne zaangażowanie budowało jedność narodową, dawało nadzieję, poczucie wspólnoty i tożsamości. Jak podsumowuje historyk: „życie zakonne w XIX w. miało więc wymiar społeczny i religijny, ale i narodowy, umacniając polskość, pielęgnując kulturę i język ojczysty”.

Postaciami uosabiającymi ten rys wiary i patriotyzmu XIX – wiecznego życia zakonnego byli patronowie naszej diecezji – Św. Brat Albert Chmielowski i św. Rafał Kalinowski. Obaj byli powstańcami, którzy zapłacili za służbę Polsce cierpieniem, emigracją i zsyłką.

Brat Albert jako Adam Chmielowski brał udział w bitwie pod Mełchowem. Jej świadek opisuje: „wtem jak piorun z jasnego nieba pada pod konie Adama… zabłąkany granat rosyjski i pękając rozszarpuje konia i… wyrzuca zemdlonego z siodła na ziemię. Po przyjściu do przytomności chciał Adam powstać, ale nogą ruszyć nie mógł”. Stracił ją, co Karol Wojtyła ujął w słowach: „Miłość ojczyzny wypaliła na nim dozgonny stygmat: pozostał kaleką…” Był dobrym żołnierzem i powstańcem. Jego towarzysz broni pisze: „Nieodżałowaną ponieśliśmy stratę w osobie Chmielowskiego, który swoją wesołością i zapałem ożywiał cały obóz”.

O. Rafał Kalinowski włączył się w działalność powstańczą, ponieważ jak pisze autorka jego biografii S. Maria Zieleń: „Widział jak całe wsie wysyłano na Syberię bez możliwości powrotu do Polski”. Sam O. Rafał z kolei tak uzasadnił swoją decyzję: „…zamykały się jednak oczy na tych co pożar wzniecili, zwracały się jednak na tych, którzy w ten buchający ogień na spalenie się rzucili. I to ostatnie przemogło”. S. Zieleń komentuje: ”To pragnienie ofiary towarzyszyło mu całe życie”. Doprowadziło go do uwięzienia i wyroku śmierci, zamienionego na 10 lat zesłania na Syberię.

Powstanie Styczniowe stało się punktem zwrotnym dla całego narodu i naszych patriotów. Oddali życie Chrystusowi. Stali się Bratem Albertem i Ojcem Rafałem. Osiągnęli świętość. Miłość ojczyzny doprowadziła ich do miłości Boga, Kościoła i człowieka.

Św. Brat Albert będzie „jak chleb”. Będzie służył odtrąconym i zapomnianym, sięgnie dna nędzy i upokorzenia, by jak mówił „…służyć najuboższym, upatrując w nich Chrystusa Pana Ubogiego…”. Będzie pochylał się nad nędzą, niosąc materialną pomoc, ale i przywracając ludzką godność. Mówił: „Tam trzeba wśród nich być. Ja ich tak nie zostawię”.

Z kolei św. O. Rafał odnawiając zakon karmelitański, pochylał  się nad nędzą duchową człowieka, posługując w konfesjonale. Był blisko dusz szukających Bożej łaski w ciszy spowiedzi. O tej posłudze pisał: „ Ku starości się pochyliłem i nie starczy mi już sił szczególnie do pracy w konfesjonale dla wiernych”.

Te dwie postacie zdają się być tak różne, a równocześnie podobne w miłości Boga, Kościoła, bliźnich i ojczyzny. Św. Brat Albert ratował człowieczeństwo, przywracając godność ludzką, a św. Rafał to człowieczeństwo uświęcał, prowadząc je ku chrześcijaństwu.

Czego nas uczą te dwie wielkie postacie, a zarazem posługa zakonów?

· Ojczyźnie można służyć z bronią w ręku, ale i troską o rozwój moralny, duchowy i materialny rodaków.

· Naród potrzebuje wzajemnej pomocy budującej poczucie jedności i współodpowiedzialności, a ta wyraża się w realizacji zasady solidarności: „jedni drugich brzemiona nosić”. Nikt nie chce być odtrącany, ponieważ jesteśmy jedną rodziną – Polakami.

· Naród potrzebuje duchowych przewodników, aby przetrwać najtrudniejsze doświadczenia. Konfesjonał, a więc łaska Boża daje siłę moralną. Ta siła może pokonać przemoc zewnętrzną.

 

I na koniec modlitwa Kornela Ujejskiego za Polskę:

„Najświętsze Serce Jezusa, w wolnej Ojczyźnie, przyjdź Królestwo Twoje.

Zapanuj duchem Swej sprawiedliwości i miłości w umysłach i sercach rządzących i rządzonych!

Połącz ich ze sobą w zgodzie.

W najgłębszej czci i dziękczynieniu w modlitwie błagalnej

Polska korzy się przed Tobą.

Wskrzesiłeś jej ciało, odrodź ducha Chrystusa!

Daj Narodowi światło, męstwo, dobrą wolę!

Daj zwycięstwo nad złym w duszy jednostek i w duszy zbiorowej”.


Katecheza ósma:

Zabory – czas wybijania się na wolność

W opracowaniu „Dzieje Kościoła w Polsce” znajdujemy takie oto słowa odnoszące się do zaangażowania duchowieństwa polskiego w działalność patriotyczną w czasie zaborów: „Na nowo ujawniła się swoistość polskiej świadomości narodowej ściśle zespolonej ze świadomością religijną”.

Trzy rozbiory Polski w 1772, 1793 i 1795r. stały się punktem zwrotnym dla Polaków. Było nim doświadczenie klęski narodu i końca własnego państwa. Jego znakiem zdawały się być słowa Tadeusza Kościuszki, które miał wykrzyczeć w przegranej bitwie pod Maciejowicami: „Finis Poloniae”, tzn. „Koniec Polski”.

Jednakże ten sam Kościuszko w 1800 r. napisał - jak podaje historyk pod pseudonimem – broszurę pt. „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość?”. Nakłaniał w niej do walki o wolność i radził, by Polacy liczyli w tym tylko na własne siły. Oto ów punkt zwrotny: od doświadczenia klęski do mobilizacji. Rozpoczął się czas oporu i walki ogarniającej przez 123 lata wszelkie dziedziny życia społecznego, politycznego, gospodarczego i duchowego.

Ks. Piotr Wawrzyniak – jeden z bohaterów tej – jak nazwał ją Andrzej Twerdochlib „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy” ujął ten wyjątkowy wymiar walki o Polskę w słowach: „zwykle we wszystkich społeczeństwach troska o rzeczy materialne należy do świeckich, a rzeczy duchowe do kapłanów. Tylko w Polsce musi ksiądz zajmować się jednym i drugim.”

Wiara i patriotyzm dla wielu naszych rodaków stawały się jednością. A walka nakazem sumienia. Dotyczyła ona:

1) ochrony języka i kultury także religijnej, zachowujących odrębność narodową i budujących poczucie wspólnoty;

2) budowy siły ekonomicznej Polaków, by nie musieli być niewolnikami zaborców;

3)  działalności politycznej i zbrojnej;

4)  odnowy moralnej jednostek i narodu.

Przywołajmy choć pokrótce tę walkę, w której duchowni nie tylko brali udział, ale nią kierowali.

W zaborze austriackim działał ks. Stanisław Stojałowski, wydawca czasopism: „Wieniec” i „Pszczółka”, budzących świadomość narodową chłopów. Organizował również domy ludowe. W zaborze pruskim powstało Towarzystwo Czytelni Ludowych tworzące sieć bibliotek wiejskich. Aktywnie działali w nim duchowni. Pod koniec XIX wieku liczba bibliotek w Wielkopolsce i na Śląsku przekroczyła 1000. Oferowały książki o tematyce wychowawczej, religijnej i narodowej. Podtrzymywały świadomość patriotyczną. Wielkie znaczenie w walce o kulturę miały również – zdawać by się mogło mało istotne – śpiewniki i modlitewniki wydawane w języku polskim. W Wielkopolsce wydawał je abp Dunin, na Śląsku księża Ficek i Szafranek. Jak zauważają historycy, były to „cenne modlitewniki, ale i elementarze języka polskiego”.

Z inicjatywy Ewarysta Estkowskiego powstało Towarzystwo Pedagogiczne Polskie rozwijające poziom naukowy i moralny nauczycieli, łączące ze sobą szkołę i Kościół. Ciekawa była wizja jego założyciela – jakże mocno osadzona w tematyce naszych katechez. Pisał: „Potrzebę swoistego połączenia szkoły z Kościołem uznajemy i przewidujemy jakim upadkiem groziłoby(…) naszemu narodowi(…) rozerwanie bratniej zgody pomiędzy tymi dwiema instytucjami”.

Ten wspólny wysiłek duchownych i świeckich nie tylko ocalił tożsamość narodową młodych pokoleń, ale ją rozwijał, dając dzieciom młodym wiedzę, patriotyzm i zakorzenienie w wierze.

Walka o wolność wymagała ekonomicznej siły. Tutaj duchowni również odegrali wielką rolę. Ks. Stojałowski organizował w Galicji kółka rolnicze i sklepy wiejskie, ożywiając wymianę gospodarczą. Do I Wojny Światowej powstało ich ok.2100. W 1890 r. założył Ludowe Towarzystwo Zakupu i Ochrony Ziemi. Powstały także kasy zapomogowo – pożyczkowe zwane kasami Stefczyka. Na początku XX wieku na ok. 1000 takich kas 522 było kierowanych przez księży polskich.

Czymś zaś zupełnie wyjątkowym na skalę europejską była gospodarcza walka Polaków w zaborze pruskim. Na tym terenie organizowano na chrześcijańskich zasadach kółka rolnicze uczące efektywnego gospodarowania i obywatelskiej świadomości. Podobne cele przyświecały powstającym z kolei w miastach Towarzystwom Przemysłowym.

Ks. Augustyn Szamarzewski w 1871 r. założył Związek Spółek Zarobkowych, a w 1872 r. powstał Bank Ludowy, którego kierownictwo objął Ks. Piotr Wawrzyniak. Dzięki jego zaangażowaniu liczba spółek wzrosła od 1894 do 1910 r. z 79 do 265, a aktywa finansowe do blisko 300 mln marek, co stanowiło istotną alternatywę dla niemieckich instytucji finansowych i było źródłem taniego kredytu dla polskich przedsiębiorców i rolników, chroniącym ich przed ruiną oraz wykupem przez niemiecką Komisję Kolonizacyjną. Ks. Wawrzyniak zakładał również spółki parcelacyjne wykupujące ziemię z rąk Polaków zagrożoną przejęciem przez Niemców. Tworzył spółki rolno-handlowe oferujące tanie środki produkcji i pewność zbytu płodów rolnych.

W Prusach Zachodnich podobną działalność prowadził ks. Feliks Bolt uznany za „twórcę polskiego stanu średniego na Pomorzu”.

W tych działaniach w konkretny sposób objawiła się jedność wiary i patriotyzmu. Bez wielkich ludzi Kościoła tamtego czasu nie byłoby gospodarczego fundamentu dla działalności oświatowej i politycznej. Warto o tym pamiętać w 100-lecie odzyskania niepodległości.

To zaangażowanie duchowieństwa sięgało jednak dalej. Animowano działalność społeczną. Jej znakiem  było podpisanie przez biskupów polskich 25 I 1831 aktu detronizacji Mikołaja I – cara Rosji. Ale nie tylko.

W 1893 pod wpływem ks.Stojałowskiego powstało Stronnictwo Chłopskie, a w 1896 w środowisku robotniczym – Stronnictwo Chrześcijańsko – Ludowe. W Królestwie Polskim działał z kolei ks. Piotr Ściegienny. Założył on organizację duchownych i młodzieży. W 1844 r. został zesłany na Syberię. Zaś ks. Piotr Wawrzyniak był aktywnym członkiem Koła Polskiego w Sejmie Pruskim i wspierał Polonię w Berlinie.

Ta działalność polityczna i konspiracyjna nie wyczerpywała jednak aktywności Polaków. Brali udział w walce. Być może zatarły nam się daty różnego rodzaju powstań: 1794, 1830, 1848, 1863? Ale te daty zapisane są krwią naszych rodaków, w tym duchownych.

Jeden z autorów „Dziejów Kościoła w Polsce” tak opisuje konsekwencje tego faktu: „walka zbrojna o niepodległość uzyskała sankcję religijną”. W tym przypadku udział duchownych polegał na niesieniu pomocy materialnej, organizowaniu oddziałów zbrojnych, przekazywaniu informacji. Wielu kapłanów pełniło funkcje kapelanów i sanitariuszy w oddziałach powstańczych. W powstaniu listopadowym było ich ponad 300. Kilku z nich otrzymało Virtuti Militari. Ich symbolem jest ks. Adam Loga, który zginął w bitwie pod Szawłami. Oto świadectwo jego towarzyszy broni: „Na czele szwadronu stał mąż poważny… w czarnej sutannie, ze stułą na szyi, a na piersiach ze szkaplerzem. W lewym jego ręku krzyż… z ust jego takie słowa >> bracia za wiarę, Ojczyznę, za Boga i wolność<<”.

Z kolei w powstaniu styczniowym brało udział ok.120 duchownych. Byli kapłanami i sanitariuszami. Pełnili także funkcje w rządzie narodowym. Poległo ich lub zginęło w egzekucjach 22, 26 skazano na zesłanie. Gdy abp Szczęsny Feliński zaprotestował przeciwko powieszeniu i pozostawieniu zwłok na szubienicy kapelana powstańców Ojca Agrypina Konarskiego został zesłany na Syberię z wyrokiem 20 lat. Według ks. prof. Jana Kracika za udział w powstaniu  skazano 466 księży, z czego ok.30 ukarano śmiercią, a kilkuset zesłano. Ich zaangażowanie historyk podsumowuje: „To jeszcze silniej scaliło wartości wyznaniowe i narodowe”.

Wiara i patriotyzm kolejny raz stały się jednością.

I była jeszcze jedna płaszczyzna tego patriotycznego, a zarazem duchowego zmagania.

Płaszczyzna życia moralnego, na której toczyła się walka najważniejsza, walka o trzeźwość całego narodu i każdego z osobna. Wiemy, że do dziś jest to słabość naszego społeczeństwa, którą wrogowie, także zaborcy, umiejętnie wykorzystywali. Dlatego też walka z pijaństwem stała się zadaniem patriotycznym. Zaczęto bowiem dostrzegać, że tylko człowiek silny duchem, nie ulegający różnego rodzaju zniewoleniom może doprowadzić do odrodzenia Polski.

W każdym z zaborów pojawili się ludzie Kościoła animujący ruch trzeźwościowy. W Prusach był to ks. Alojzy Ficek, który założył Towarzystwo Wstrzemięźliwości i Trzeźwości na Górnym Śląsku. W 1844 r. liczyło ono 185 tys. członków. Podobne organizacje powstały w Wielkopolsce i na Pomorzu. W Galicji działał ks. Józef Wojtarowicz i ks. Bronisław Markiewicz. W Królestwie Polskim w zaborze rosyjskim środowisko abstynencie rodziło się w klasztorze w Zakroczmiu. Wspierali go Ojciec Koźmiński i abp Szczęsny Feliński. Ta działalność przyniosła błogosławione efekty. W 1914 r. ilość wypitego alkoholu na 1 statystycznego mieszkanca  spadła o połowę w stosunku do polowy XIX w. Warto przy tym zauważyć, ze data odzyskania  niepodległości 11 XI to święto św. Marcina, patrona abstynentów. Dlatego wielu Polaków moment odrodzenia Polski odczytywało jako dar Boga za pracę na rzecz trzeźwości. Ks. Bronisław Markiewicz ujął to nawet – być może proroczo – w słowach: „Albo Polska będzie trzeźwa, albo jej nie będzie wcale”.

Warto byśmy jako ludzie wierzący i Polacy zabrali ze sobą te słowa wciąż –niestety – aktualne. I dobrze, że wielu o nich pamięta. Grupy AA spotykające się w parafiach także naszej diecezji .są tego pięknym znakiem.

123 lata walki na płaszczyźnie kultury, ekonomii, polityki i ducha przyniosły efekt. Polska zyskała wolność. Wiara i patriotyzm zwyciężyły.

Czego nas może nauczyć ta katecheza? Odpowiedź jest ukryta w medialnej, politycznej  współczesnej rzeczywistości. Często można w niej usłyszeć zarzut o tzw. „mieszaniu się Kościoła do polityki”. Pomyślmy co by się stało, gdyby w czasie zaborów Kościół „nie mieszał się do polityki” rozumianej jako troska o dobro wspólne narodu?. Dziś Polska jest wolna również dzięki temu zaangażowaniu.

Polećmy tę wolną Polskę Maryi: „O Maryjo, któraś tyle razy naród nasz od prześladowców i nieprzyjaciół wiary broniła, czuwaj nad nami, byśmy wytrwali u stóp krzyża i nigdy od Chrystusa się nie oddalali…

Broń naszą Ojczyznę swą Najświętszą Opieką i bądź Matką wiernym dzieciom tej ziemi, błagamy, czcząc i wielbiąc twe Imię Najświętsze, Królowo Korony Polskiej. Amen”.


Katecheza siódma:

Polska –„Państwo bez stosów”

Stefan Żeromski pisał: ”Polska (…)otwierała swe granice i gościnny dom dla zbiegów z całego świata, gdy w Europie płonęły stosy herezjarchów i wyznawców wolności sumienia”.

Rok stulecia odzyskania niepodległości zaprasza nas do refleksji nad tym wyjątkowym wymiarem wielkiej tolerancji obecnej w historii naszego narodu i państwa. To przecież charakterystyczny rys naszej polskiej historii.

Gdzie tkwi źródło naszej wyjątkowej otwartości? 

W głębokiej historii.

Oto w XI w po pogromach w Czechach – co odnotował tamtejszy kronikarz Kosmas – szukając schronienia, do Polski przybyli Żydzi. Taki był początek „Paradis Judeorum” – „Raju Żydów” – jak nazywali nasz kraj nawet wrogowie Polski. Konsekwencje tego wydarzenia są obecne aż do dziś.

Nasza polska ziemia stała się azylem dla prześladowanych w tak wielu miejscach w stojącej – podobno – na o wiele wyższym poziomie kultury Europy.

W wymiarze politycznym i międzynarodowym ta otwartość Polski i Polaków została zamanifestowana na soborze w Konstancji trwającym w latach 1414-1418. To właśnie tam polska delegacja, m.in.: abp Mikołaj Trąba, bp Jakub Kurdwanowski Paweł Włodkowic i słynny rycerz Zawisza Czarny wystąpiła w obronie pogan.

W 1416 Paweł Włodkowic przedstawił w oparciu o nauczanie papieża Innocentego IV i myśl filozoficzną Arystotelesa w sposób uporządkowany i prawnie uzasadniony 2 tezy:

1) o prawie pogan do posiadania na mocy prawa naturalnego swojego państwa albowiem „wśród niewiernych może istnieć legalna władza i jurysdykcja”;

2) o koncepcji wojny sprawiedliwej, w której zaznaczono, że cesarz nie ma prawa legalizować niesprawiedliwej wojny ani szafować cudzymi ziemiami, zwłaszcza z motywacji religijnej (jak wskazano: „do prawdziwej wiary należy ich przekonywać”).

Ta otwartość stała się szczególnie widoczna podczas reformacji rozpoczętej przez Lutra w 1517 roku i zaczęła dotyczyć nie tylko Żydów czy relacji państwowych, ale także sumienia i relacji międzyludzkich. To o niej – co ciekawe – pisał kalwiński, a więc protestancki teolog Teodor Beza jako o „diabelskiej wolności sumienia, która dziś w Polsce i Siedmiogrodzie rozpowszechnia tak wielką zarazę, jakiej nie tolerowały żadne pod słońce kraje”.

Jak zauważa prof. Tazbir obejmowała ona dziedzinę prawno-publiczną i stosunki prywatne. Została zagwarantowana w wymiarze społecznym w 1574 r. Wtedy to szlachta zebrana na sejmie podczas bezkrólewia uchwaliła Konfederację Warszawską, która weszła w skład tzw. artykułów henrykowskich – musiał je potwierdzić pod przysięgą każdy król elekcyjny.

Prof. Tazbir pisze: „Jej sygnatariusze zobowiązali się do nienarzucania wiary przemocą. Gdyby zaś władze zwierzchnie próbowały to czynić podpisana pod ustawą, szlachta miała się temu zdecydowanie przeciwstawić. Konfederacja gwarantowała jej pełna swobodę w wyborze wyznania”.

Stanisław Kot tak opisuje jej konsekwencje: „od poglądów religijnych nie musi się uzależniać współżycia politycznego i towarzyskiego. Przez tę decyzję Polska wyprzedziła narody zachodnie, które dopiero przez strumienie krwi w bratobójczych wojnach  doszły do tej zasady”.

Nasz kraj stał się więc przysłowiową „Mekką” prześladowanych w całej Europie. Włoch Bonifacio d’Orio tak zachęcał znajomego do osiedlenia się w Polsce: „Wielką, co mówię, największą miałbyś tu wolność życia wedle swej myśli i upodobania, także pisania i publikowania. Nikt tu nie jest cenzorem”.

Oczywiście niedorzecznym byłoby przypuszczać, że tolerancja ta oznaczała uznanie wszystkich religii i wyznań za równe, kłamstwo za prawdę. Cała działalność kontrreformacyjna Kościoła, zwłaszcza zakonu Jezuitów, zmierzała do tego, by reformatorów przywrócić do Mistycznego Ciała Chrystusa – Wspólnoty Ludu Bożego pod przewodnictwem papieża. Przebiegała ona zgodnie z myślą księdza Skargi – „Tolerować herezję, tak, ale nie pomagać w rozwoju”. Dlatego katolicy na wiele różnych sposobów starali się głosić prawdę Chrystusa i budować niejako na nowo Jego Kościół.

Mogliśmy się z tym zapoznać choćby w katechezie o księdzu Skardze. Atakowano błędy, wpływano na decyzje ludzkie, ale nie stosowano instytucjonalnej uprawnionej przemocy. Jak zauważa ksiądz Jan Kracik: „Prawo międzywyznaniowego pokoju w Rzeczypospolitej, hamując argument siły, dawało pole sile argumentów, po jakie sięgali katoliccy i protestanccy polemiści. Miało to niezwykle duże znaczenie dla jakości rekatolizacji, której narzędziem była perswazja a nie przymus.” Takie podejście, w dłuższej perspektywie, pomagało Kościołowi Chrystusa.

Oto rzeczywistość tolerancyjnej Polski. Jakie były jej źródła?

1) Interes władców średniowiecza potrzebujących ludzi znających mechanizmy gospodarcze, stąd przyjmowanie Żydów.

2)   Doświadczenie wojny z Krzyżakami uzasadniającymi podboje religią.

3)  Fakt wielonarodowości, a więc i wielowyznaniowości państwa, w którego granicach żyli prawosławni i muzułmanie – Tatarzy.

4)  Potrzeba obrony wolności szlacheckiej. Wolność wyznania była w tym przypadku pochodną obrony wolności jako najwyższej wartości wobec niebezpieczeństwa jej zagrożenia  ze strony ewentualnego absolutystycznego władcy.

5)  Odczucie, a może już świadomość, że jesteśmy braćmi i siostrami, że jesteśmy jednym narodem. Tę prawdę potwierdzają piękne słowa księdza Piotra Skargi zwalczającego reformację z całą mocą i zaangażowaniem: „Prawda, iż złe heretyctwo, ale ludzie dobrzy, złe błędy, ale natury chwalebne, złe odszczepieństwo, ale krew miła”.

6) Zmysł polityczny szlachty, gdy podróżując po Europie dostrzegała straszne skutki wojen religijnych i za wszelką cenę chciała ustrzec od tego zła Polskę.

7) Pragmatyzm hierarchów Kościoła. Popierali oni tolerancję  wobec innowierców, ponieważ wielość wyznań protestanckich uświadamiała, że prawda jest w Kościele Katolickim, który jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Pomagało to w kontrreformacyjnej działalności.

Oczywiście owo „państwo bez stosów” miało nie tylko blaski, ale i cienie. Zdarzały się rozruchy skierowane przeciw innowiercom, zwłaszcza w większych miastach, np. w Krakowie, Poznaniu i w Wilnie. Zdarzały się rozbiórki zborów protestanckich. Te działania nie dotyczyły jednak szlachty i nie były – jak podkreślają historycy – elementem polityki państwa.

Trzeba także wiedzieć, że owe „cienie” tolerancji nie dotyczyły tylko katolików, ale i protestantów w odniesieniu do wiernych kościoła katolickiego czy też samych protestantów innych wyznań. Np. sami innowiercy pozbawili praw arian, czyli tzw. braci polskich. Prześladowali również katolików. Sam król Zygmunt III Waza musiał interweniować, by zabezpieczyć ich prawa w Prusach Królewskich i Kurlandii, gdzie władzę sprawowali protestanccy książęta.

Świadomość tych faktów jest ważna, jako że w obiegowej, medialnej opinii, gdy słyszy się o przysłowiowych stosach, instynktownie – tak jesteśmy kształtowani przez wrogów Kościoła – myśli się tylko o inkwizycji. A to wcale nie jest prawdą.

Jean Deumelou w tekście „Strach w kulturze Zachodu” podaje np. że w wielu krajach więcej było stosów w rejonach protestanckich niż katolickich. Dlatego prof. Janusz Tazbir pisze: „Stosunki wyznaniowe w Rzeczypospolitej XVI wieku należy rozpatrywać przez pryzmat ówczesnych stosunków europejskich. Dopiero wtedy wyjdzie w całej pełni polska tolerancja”.

Wydaje się, że nawet to krótkie spojrzenie na Polskę jako „państwo bez stosów” jest bardzo potrzebne, ponieważ sprawa tzw. tolerancji czy też tzw. nietolerancji była i jest wykorzystywana w walce politycznej i w sporach, które mają konkretny wymiar finansowy i gospodarczy. Także dla naszego kraju. Także współcześnie.

Posądzenie o ksenofobię, antysemityzm i nietolerancję to współczesna broń używana przez wrogów Polski i Kościoła. I niech nas to nie dziwi. Tak już było.

W 1724 r., 52 lata przed I rozbiorem, gdy Polska była już słaba i podatna na wpływy przyszłych państw zaborczych, w Toruniu za napad na świątynię i kolegium jezuickie ścięto burmistrza i 9 mieszczan innowierców, odebrano luteranom świątynię i drukarnię.

Sprawa ta była szeroko rozgłoszona przez pruską propagandę i psuła Polsce opinię przez długie lata. Co ciekawe – w naszym kraju rządził wtedy elekcyjny król August II Sas – który w kraju domagał się surowej kary dla mieszkańców Torunia, a poza jego granicami rozpowiadał o polskiej nietolerancji i fanatyzmie, na które jedynym lekarstwem mogą być jego rządy absolutne.

Tzw. tolerancję lub jej brak rozgrywano także w wymiarze międzynarodowym. W 1768 r. sejm pod wpływem Rosji i Prus uchwalił całkowitą swobodę kultu. Pod przykrywką tego prawa ukryty był jednak interes polityczny przyszłych zaborców. Jak zauważa ks. prof. Kracik: „troska o tolerancję wychodziła z dążenia do destabilizacji wewnętrznej Rzeczypospolitej… i szukania pretekstu do ingerencji w jej sprawy.” I tak było, a za 4 lata I rozbiór Polski stał się faktem.

Warto pamiętać o tym, że historia lubi się powtarzać.

Czego nas może nauczyć ta katecheza?

Po pierwsze – mamy powód do dumy – Polska na tle Europy była „państwem bez stosów”.

Po drugie – musimy pamiętać, że współcześnie zarzuty o nietolerancję to broń, którą wykorzystuje się przeciwko Polsce. Musimy umieć się obronić. Możemy to zrobić, jeśli będziemy znać naszą historię.

Po trzecie – jako katolicy powinniśmy pamiętać, że najlepsza broń w walce z niesprawiedliwym oskarżeniem to właśnie silna wiara, jej praktykowanie i wierne trwanie przy Kościele Chrystusowym. To także najlepszy sposób ewangelizacji we współczesnym świecie pozwalający obronić naszą tożsamość bez przysłowiowych „stosów” i pokonać wszelkie herezje świata.

Po czwarte – musimy zdawać sobie sprawę, że współcześnie nietolerancja grozi nam katolikom praktykującym swoją wiarę. Wystarczy przywołać casus tzw. „mowy nienawiści” wpisany w akty prawne Europy. Może on służyć jako uzasadnienie do zamykania ust głoszącym prawdę Ewangelii, przypominającym o grzechu. Przykład Rocco Buttiglione zmuszonego do rezygnacji z ubiegania się o ważny urząd we władzach europejskich tylko dlatego, że przyznał się do wiary i wypowiedział – zapytany – swój pogląd na sferę życia moralnego – jest tutaj czytelnym znakiem.

Czy potrafimy się obronić? Odpowiedź zależy od naszej świadomości, wiary i woli.

I na koniec modlitwa księdza Jerzego Popiełuszki:

„Wszechmogący Boże, Ojców naszych Panie! Pochylamy pokornie nasze głowy, by prosić o siłę wytrwania i mądrość w tworzeniu jedności, by prosić o Twoje błogosławieństwo. Wszystkich polecamy Twojej szczególnej opiece. Twojej mocy uzdrawiającej ludzkie serca. Chcemy wszystkim naszym winowajcom przebaczyć, jak Ty przebaczasz nam nasze winy. I zbaw od złego nas wszystkich. Wysłuchaj Panie, prośby ludu swego. Amen”.


Katecheza szósta:

Ksiądz Skarga – prekursor niepoprawności politycznej

W 1846 r. poeta Wincenty Pol tak pisał o ks. Skardze:

„Rzym kotwica! Bóg nadzieja!
To Piotr Skarga Kaznodzieja
Kazał wiernym i królowi
I rycerstwu i Sejmowi!
Bicz kacerstwa. – żołnierz Pański!
I w Kościele miecz hetmański.
(…)A Piotr Skarga – Piotr, więc skała
I nie umarł- i nie zmiera,

        Lecz miłością Bożą pała
        I do nieba drzwi otwiera.
        Świecznik Boży – świeci ziemi
        Słowem Bożym między swymi
        I w Kościele trzyma straże
        I jak kazał dotąd każe”.

Ten wiersz przywołuje kazania sejmowe , w których ks. Piotr wyraził swą troskę o losy Ojczyzny. Pod ich urokiem był Adam Mickiewicz, który w 1841 r. tak odczytywał ich przesłanie: „przepowiada nieszczęścia narodu… W sposób najpełniejszy i najdobitniejszy. Przyszłość staje nam przed oczyma jak otwarta księga, a on to wszystkie jej karty… opowiada… Jako mówca wznosi się szczególnym darem niebios, darem proroczym, którego dowody… okazują nam jego kazania”.

Co ciekawe – jak stwierdzają historycy i znawcy literatury - kazania te i w takiej formie nigdy nie zostały wygłoszone ani do sejmu, ani do senatu, ani tym bardziej do króla. Żyły jednak w świadomości narodu przekonanego o ich proroczym natchnieniu. Nie były głoszone wtedy, być może dlatego by mogły być głoszone wciąż na nowo.

Dla jednych jak prof. Tazbir były traktatem politycznym, dla innych, jak siostra Elżbieta Wróbel były przede wszystkim „moralitetem pisanym przez duchownego, ale i Polaka wykazującego troskę o przyszłość swego kraju”. Przypomnijmy więc ich przesłanie i odnieśmy je do czasów nam współczesnych.

W I kazaniu ksiądz Skarga wskazuje, że tylko ten naród, który posiada moralność, rośnie w siłę. Dlatego też „senatorowie” tzn. ustanawiający prawa powinni odwoływać się do Boga. Tylko On może udzielić potrzebnej mądrości i uchronić państwo przed upadkiem. Jest to więc – i dziś aktualny – apel do polityków, aby kierując Polską i stanowiąc prawa słuchali głosu sumienia, tzn. uwzględniali Boga i jego prawa. W Europie reagującej coraz bardziej alergicznie na chrześcijaństwo to wręcz rewolucyjna idea. Wg księdza Skargi tylko ona uratuje Polskę. Warto nad tym się zastanowić.

II kazanie przypomina  dobrodziejstwa, jakich obywatele – Polacy doświadczają od Ojczyzny. Są nimi: możliwość wyznawania prawdziwej wiary katolickiej, władza, dzięki której nie służy się, jak pisze autor, „tyranom, jeno bogobojnym panom i królowi… których sami sobie obieracie, dobrobyt materialny i pokój z sąsiadami.”… My także powinniśmy z tej perspektywy wdzięczności spojrzeć na dar wolnej Polski. Przecież współcześnie też słychać słowa, że w tym kraju nie da się żyć, czy też wprost „brzydzę się polskością”.

Walczący w powstaniach przez 123 lata i ginący za wolność nie byliby w stanie chyba tego pojąć… A jak my się do tego odnosimy? Może kolejny raz sprawdza się przysłowie:” cudze chwalicie, swego nie znacie”?

W kazaniu III odkrywamy przestrogę zawartą w ludowej mądrości „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Ksiądz Skarga uświadamia konsekwencje owej niezgody. Są to:

1. kłótnie wewnętrzne, które mogą skutkować wojną domową wykorzystywaną przez wrogów Polski,

2. niebezpieczeństwo rozpadu terytorium Rzeczypospolitej na – jak pisze - „dawniej istniejące ziemie i księstwa”,

3. język i naród, ulegnie zagładzie – i jak czytamy - „w obcy się naród, który nas nienawidzi obrócicie, jak się innym przydało”.

To bardzo interesujące stwierdzenie zapraszające do głębokiej refleksji także i współcześnie, gdy w Europie instytucjonalnie chce się zniszczyć narodową tożsamość, preferując  nieokreślone pojęcie „Europejczyka”.

Z kolei kazanie IV i V to jednoznaczne ukazanie innowierczych nowinek jako zagrożenia dla jedności Rzeczypospolitej. Współcześnie brzmi to bardzo „niepoprawnie politycznie”, ale Ksiądz Skarga uważał, że tylko jedna wiara obroni jedność narodu i uchroni go przed upadkiem. Pisał: „Na katolickiej wierze Kościoła Świętego Rzymskiego to królestwo zbudowane jest”.

Dziś słowa te brzmią jak wielki apel o zachowanie naszej tożsamości kulturowej opartej na wierze Chrystusa i Kościoła.

Kazanie VI zaś to wielki manifest na rzecz silnej pozycji króla przy jednoczesnym potępieniu przywilejów szlacheckich, a więc i „złotej wolności” szlachty prowadzącej do anarchii zagrażającej państwu, co , jak wiemy, sprawdziło się w późniejszej historii naszego kraju… Ale też sprawdza się i współcześnie.

Ksiądz Skarga pisał: „Polskę osłabia fakt, że dochody z królewszczyzny służą dzierżawcom szlacheckim, A nie wpływają do skarbu Rzeczypospolitej”.

Słuchając tych słów zamieńmy „królewszczyznę” na podatek VAT, dzierżawców szlacheckich na „przestępców w białych kołnierzykach”, „skarb Rzeczypospolitej” na „Budżet Polski”, a być może okaże się, że Książ Skarga mógłby się czuć bardzo swojsko w naszym tysiącleciu.

To kazanie to zaproszenie do nieustannego pytania się o granice naszych własnych praw i praw państwa. To niełatwe pytania, jeszcze trudniejsze odpowiedzi, ale konieczne.

Ksiądz Skarga stara się znaleźć tę odpowiedź w kazaniu VII. Profesor Tazbir komentuje ją słowami wyrażającymi prostą – może dlatego tak trudną do przyjęcia – prawdę: „prawa powinny mieć na uwadze dobro obywateli i interes państwa”. Chciałoby się powiedzieć: nic dodać, nic ująć.

Wreszcie kazanie VIII, które jest krytyką grzechów życia społecznego. Ksiądz Skarga piętnuje w nim ucisk chłopów, lichwę, kradzież mienia społecznego, brak sprawnego aparatu sprawiedliwości. A także działania przeciw prawom Kościoła. Zapoznając się z tym katalogiem, odkrywamy że słuchając ich dobrze je rozumiemy.

Zapoznając się z kazaniami Księdza Skargi, odkrywamy że ich przesłanie wciąż rodzi pytania, na które brak łatwych odpowiedzi. Być może dlatego, że ich autor to kapłan i patriota, człowiek wiary dążący do nieba i Polak żyjący na polskiej ziemi. Ktoś, kto szedł drogą, jaką i my próbujemy kroczyć w stuleciu odrodzonej ojczyzny, drogą wiary i patriotyzmu.

Profesor Tazbir tak  podsumowuje jego życie:

„Jeśli wiec Skarga stawia społeczeństwu w kazaniach takie – jak na owe czasy – wymagania, czyni to w intencjach dwóch niejako ojczyzn – domowej i niebieskiej”. I dalej „ „Skarga głosi potrzebę bezinteresownej, bo nie liczącej się z żadną rekompensatą materialną, służby ojczyźnie”.

Kończąc tę katechezę, zabierzmy ze sobą dwa pytania i jeden obraz zawarty w kazaniach sejmowych.

1)   Czy obie te ojczyzny – ziemska i niebieska są wciąż naszym domem? A może żadna…?

2)   Czy? Kogo? Co? Sprzedamy i za jaką cenę gdy pojawi się propozycja kupna i tego, co niebieskie – duchowe i tego co ziemskie – polskie?

I obraz, w którym okręt to nasz ojczyzna, załoga to my wszyscy – Polacy, Obraz, który woła o jedność nas: Polaków dla realizacji dobra wspólnego.

„Gdy okręt tonie, a wiatry go przewracają, głupi tłumoczki i skrzynki swoje opatruje i na nich leży, a do obrony okrętu nie idzie, i mniema, że się sam miłuje, a on się sam gubi. Bo gdy okręt obrony nie ma i on ze wszystkim, co zebrał, utonąć musi. A gdy swymi skrzynkami i majętnością , która ma w okręcie pogardzi, a z innymi się do obrony okrętu uda, swego wszystkiego zapomniawszy: dopiero swe wszystko pozyskał i sam zdrowie swoje zachował.

Ten najmilszy okręt ojczyzny naszej wszystkich nas niesie, wszytko w nim mamy, co mamy. Gdy się z okrętem źle dzieje, gdy dziur jego nie zatykamy, gdy wody z niego nie wylewamy, gdy się o zatrzymanie jego nie staramy, gdy dla bezpieczności jego wszystkim, co w domu jest, nie pogardzamy , zatonie i z nim my sami poginiemy.”

                                                          Ks. Skarga
                                                „O miłości ku Ojczyżnie”.


Katecheza piąta:

Ks. Piotr Skarga –siła autorytetu

 Pierwszym z wielkich płócien Jana Matejki jest „Kazanie ks. Piotra Skargi”. To obraz przedstawiający –jak wskazują historycy sztuki – nie tyle konkretne wydarzenia z przeszłości, ile malowidło o charakterze historiozoficznym, czyli ukazującym pewną koncepcję rozumienia procesów historycznych.

Ten obraz ma w sobie siłę. Oto pełen dynamizmu ks. Piotr Skarga górujący nad statycznie przedstawionym audytorium, pośród którego dostrzegamy króla Zygmunta III Wazę z synem Władysławem, możnowładców, duchownych, magnatów i szlachtę z uniesionymi rękami jakby rzucający gromem w słuchaczy …. głosi kazanie. Kazanie do rządzących Polską.

Tak właśnie zapisał się – w wymiarze niemalże mitycznym – w świadomości Polaków, dla których stał się symbolem proroka.  Znaczenie jego osoby  potwierdza ogłoszenie przez Sejm RP roku 2012 rokiem ks. Piotra Skargi. Zmierzając drogami wiary i patriotyzmu w stulecie niepodległości Polski pragniemy wpatrzeć się w tę postać niosącą przez wieki wciąż aktualne przesłanie.

W 1912 roku w piśmie „Dziennik Poznański” tak o nim pisano:

„Żył Skarga przed trzystu laty i żyje dzisiaj. Nie ma duszy czującej po polsku, co by nie rozumiała go jako ducha nam współczesnego, jako mistrza, który dziś nam równie potrzebny jak wówczas”.

Te słowa są wciąż aktualne. Skoro żyje w świadomości narodu – choćby poprzez często odmawianą modlitwę w intencji ojczyzny w naszych kościołach – to warto odkryć, na czym od ponad 400 lat opiera się ten jego autorytet . Jak się zdaje wynika on z faktu, że był on nie tyle głosicielem prawdy, ile jej świadkiem, stając się mistrzem dla żyjących w jego czasach.

Jego osobowość była wyjątkowa. Kochał Boga i ludzi. Jako kapłan należący do zgromadzenia zakonnego Jezuitów zaangażował się z całą mocą w działania kontrreformacyjne mające za cel powstrzymanie  rozwoju nowych wyznań protestanckich i ponowne pozyskanie dla Kościoła Rzymsko – Katolickiego tych , którzy zbłądzili i od niego odeszli. Głosił kazania i pisał traktaty polemizujące z innowiercami, jak choćby „W obronie Najświętszej Eucharystii”. Wierząc w Kościół Chrystusowy, był jego konsekwentnym apostołem. Nie poprzestał na tym. Założył „Arcybractwo Bożego Ciała” gromadzące magnaterię i szlachtę. Urządzało ono wielkie eucharystyczne procesje i wspólne komunie. W ten sposób stało się środowiskiem publicznego kultu Eucharystii przypominającym o realnej obecności Jezusa pod postacią chleba. Ta prawda odrzucana przez protestantów była w ten sposób na nowo przypominana.

Sam ks. Skarga dał o tej swojej aktywności duszpasterskiej takie świadectwo„ Mówiłem wiele przeciw herezjom”.

Dążył także do jedności Kościoła pod przewodnictwem papieża. W 1577 roku napisał traktat „ O jedności Kościoła Bożego pod jednym pasterzem”. Przygotowywał nim późniejszą Unię Brzeską, na mocy której cześć ruskiego kościoła prawosławnego złączyła się z Kościołem Rzymsko –Katolickim, uznając zwierzchność papieża.

Zdawał sobie także sprawę, że te ewangeliczne i ekumeniczne działania nie będą miały większego znaczenia, o ile katolicy – lud wierny, nie będą w pełni się identyfikowali z oficjalnie wyznawaną wiarą. Pragnął, by tę wiarą żyli. Dlatego napisał niezwykle popularne – miały dziesiątki wydań – „Żywoty Świętych”, budując wiarę zarówno możnych, jak i prostego ludu poprzez ukazanie piękna życia ludzi oddanych Bogu.

Ta troska o dobro duchowe wiernych poprowadziła go do zainteresowania się wyjątkową grupą społeczną – żołnierzami. w 1606 roku napisał książkę „Żołnierskie nauki i nabożeństwo”. Zawierała ona między innymi takie pouczenie: „żołnierz powinien odznaczać się pobożnością, bo jest bliżej śmierci i sądu Bożego niż inne stany”. Jego chrześcijańskim zadaniem miała być dbałość o stan łaski uświęcającej, zwłaszcza przed bitwą. Jak pisał ks. Skarga żołnierz miał „naprzód sumienie swoje pokutą i spowiedzią oczyścić”.

Dawał żołnierzom także praktyczne moralne wskazówki, jak mają się zachowywać w swoim żołnierskim rzemiośle: „aby nikomu krzywdy nie czynili na majętności, na personie, aby nie bili ubogich, kmieci i kupców innych, którzy im oddać nie mogą”.

Będąc otwartym na człowieka, dostrzegał również jego potrzeby materialne. Przecież człowiek to duch i ciało. W Krakowie powołał do istnienia „Bractwo Miłosierdzia”, dając mu strukturę organizacyjną i niosąc pomoc potrzebującym.

W 1587 roku zorganizował tzw. Bank Pobożny, zwany „Komorą Potrzebujących”. Celem tej instytucji było ograniczenie lichwiarskiego procederu pożyczania pieniędzy ubogim na wysoki procent, co doprowadzało ich do ruiny. Bank ten wspierał również kupców i rzemieślników umożliwiając im funkcjonowanie.

Autor „Gwiazd katolickiej Polski” tak podsumował tę działalność:

„Gdyby Skarga nie miał innych praw do nieśmiertelnej pozycji, samo założenie Bractwa Miłosierdzia i ustanowienie banku dla biednych powinno uczcić imię jego”.

Ksiądz Skarga działał jednak dalej. W 1588 roku zbudował trzecią pomocową instytucję, tzw. „Skrzynkę św. Mikołaja”. Miała ona w sposób stały nieść pomoc biednym dziewczętom i kobietom zagrożonych deprawacją.

Z kolei doświadczenia posługiwania chorym w szpitalu we Lwowie w czasach kapłańskiej młodości zaowocowało założeniem przez ks. Skargę w 1592 roku „Bractwa św. Łazarza”. Jego członkowie odwiedzali chorych i roztaczali nad nimi opiekę.

W ten sposób – jak zauważa jeden z historyków – o 40 lat wyprzedził działalność wielkiego francuskiego jałmużnika św. Wincentego A’ Paulo.

Gdy zapoznajemy się z tym życiorysem to dostrzegamy na czym polega autorytet. To nie skutek zabiegów specjalistów od public relations, lecz ukoronowanie życia oddanego na służbę Bogu i ludziom.

Ksiądz Piotr Skarga uczy nas, że trzeba być autentycznym, trzeba żyć w prawdzie. Nie można udawać chrześcijanina i kapłana, trzeba nim być… do końca. To pierwsza wskazówka, jaką ks. Skarga daje nam żyjącym w 3 tysiącleciu, zwłaszcza wszelkim politykom, społecznikom i ludziom Kościoła.

Jest także i druga. Aby czynić dobro bliźnim, trzeba mieć dobre serce i dobrą wolę, ale konieczne są organizacyjne ramy, pozwalające nieść pomoc w sposób skuteczny. Stąd potrzeba budowania wspólnot kościelnych – ewangelizacyjnych i charytatywnych – angażowania się w ich działalność. Sam ks. Skarga niewiele by zdziałał.

To wielkie wyzwanie dla nas wszystkich w czasach, w których tak wielu ucieka od odpowiedzialności. Ale to – patrząc na ks. Skargę – jedyna droga do zyskania autorytetu jednostkowego i wspólnotowego.

Ta katecheza nie zawiera historycznych ciekawostek. To obraz życia ks. Skargi – może trochę nudny. Ale tak właśnie buduje się autorytet: solidną pracą i posługa na rzecz ludu, którego chce się być Pasterzem i Mistrzem. Tu nie ma miejsca na reklamowe chwyty. Trzeba być z ludem i mu służyć. Autorytet zdobywa się wskazując człowiekowi prawdę, ale też otaczając go miłością w wymiarze jednostkowym i społecznym.

Kończąc nasze rozważanie, zabierzmy więc ze sobą kilka pytań.

1. Kto jest dla nas autorytetem? Być może narzekamy, że nie ma autorytetów, ale może prawda jest inna: może są, tylko nie chcemy ich uznać, bo musielibyśmy ich naśladować tzn. działać? A nam się nie chce.

2. Ile w nas dobrej woli do wzięcia odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła? Jakie jest nasze miejsce w parafialnej wspólnocie? A może gdybyśmy z niej odeszli, nikt by nie zauważył braku?

I na koniec modlitwa: Proszę Cię, Panie. Otaczaj Twą nieustanną opieką naszą ojczyznę, a światłem Twojej mądrości oświecaj wszystkich, którzy nią rządzą. Daj im poznać, co służy dobru ludu i dopomóż, aby twą mocą wykonali to, co prawe. Przez Chrystusa Pana Naszego Amen.


Katecheza czwarta:

Moc znaku

Gdy św. Jan Paweł II przybył jako papież z pierwszą wizytą do Polski, schodząc z pokładu samolotu uklęknął i pocałował ziemię.

Tym gestem powiedział o miłości do ojczyzny więcej niż długim kazaniem. Pokazał także, że znak ma swoją wagę, nie tylko w życiu jednostek, ale i społeczności – w życiu Kościoła i Polski.

Zmierzając do 100 – lecia Niepodległości chcemy po chrześcijańsku i po polsku na nowo uświadomić sobie ową moc znaku wiary w wymiarze religijnym i patriotycznym.

Takim podstawowym znakiem jest krzyż. Paul Tiggen pisał: „(…)kiedy cień krzyża padnie na jakiś kraj, naród, nic już nie będzie dlań takie jak przedtem”.

W Polsce ta prawda jaśnieje ze szczególną siłą. Widoczna jest chociażby w słowach „Czerwonych Maków na Monte Cassino”: „Czy widzisz ten rząd białych krzyży?! To Polak z honorem brał ślub”. Dostrzegamy ją w krzyżach stojących niejako w jej granicach, na szczytach, z tym najbardziej znanym z Giewontu na czele. Przemawia do nas z krzyży–pomników, świadków historii, w Stoczni Gdańskiej i przy kopalni Wujek, mówiących o walce o wolność i o przelanej krwi w imię niepodległości Polski w czasach komunizmu. Można ją odczytać w trudno widocznym znaku krzyża wyrytym paznokciem na ścianie śmierci w Auschwitz przez „cichociemnego” porucznika Stefana Jasieńskiego, który w tym wyjątkowym miejscu kaźni Polaków zapłacił życiem za swój partyzancki los.

Co ciekawe ten znak w wymiarze patriotycznym akceptowali także innowiercy. Czesław Ryszka przywołuje sytuację z 8 IV 1861 r. gdy w czasie manifestacji tłumionej przez carskiego zaborcę zginął zakonnik niosący krzyż, podniósł go i niósł dalej, aż także zginął Michał Landy – młody Żyd. Dotknął krzyża, ponieważ pragnął wolnej Polski.

Kolejnym znakiem, w którym wiara i patriotyzm splatają się w jedno jest pieśń „Bogurodzica”, nazwana przez Jana Długosza w XV wieku „carmen patrium” czyli „pieśnią ojczystą”. To ona wyrwała się z piersi polskich rycerzy 15.07.1410 r. pod Grunwaldem przed bitwą o zwycięstwo, od którego zależały losy narodu i państwa. To pierwszy hymn Polski, a zarazem modlitwa do Matki Bożej

Czy potrafimy, siostry i bracia, odczuć moc tego znaku jedności i miłości Boga, Matki Bożej i ojczyzny?

To pytanie nie jest wbrew pozorom retoryczne. Udzielili na nie odpowiedzi nasi przodkowie –husarze, zwycięzcy spod Kircholmu i Wiednia. Oto na ich zbrojach na lewej piersi widniał ryngraf – emblemat Matki Bożej Niepokalanie Poczętej, na prawej – znak krzyża. Głownie ich szabli zawierały często inskrypcje o treści „Pan Bóg Nadzieja moja” czy też„ Za wiarę chrześcijańską”. Odnieśli tak wiele zwycięstw, a wiara dawała im siły w walce dla Polski. Znaki, które nosili na zbrojach ukazywały – mimo ludzkich słabości – prawdę ich serc – miłości Boga i ojczyzny.

Nie możemy się więc dziwić, że w naszym kraju znalazło to – można rzec – oficjalny wyraz w znaku z którym identyfikowali się żołnierze walczący o wolność Polski. Znakiem tym był i jest sztandar, na którym często widniały i widnieją słowa „Bóg Honor Ojczyzna”. To na sztandar składano przysięgę, dopowiadając „Tak mi dopomóż Bóg”.

I jeszcze jeden znak, nie wykonany z płótna, drzewa czy stali, znak pełen życia. 24 XII 1845 r. w Irkucku na Syberii Julian Sobiński zesłany na 20 lat ciężkich robót zanotował o wigilijnym wieczorze „A przecież nikt z nas nie zgodziłby się na zaniechanie takich obrzędów, bo jest jakaś tajemna siła w uczuciu, do którego i one należą, w uczuciu, o którym powiedziano „święta miłości kochanej ojczyzny”. Wieczerza wigilijna – znak będący celebracją wiary w przychodzącego w Dzieciątku Syna Bożego i zarazem źródłem wiary Polaków, którzy choć bez ojczyzny, to jednak Polakami zostali i Polskę kochali, wierząc że zmartwychwstanie.

Wszystkie te znaki ukazują moc jedności wiary i patriotyzmu. I wszystkie są bardzo ważne. Te, które nas jednoczyły i które zdobywaliśmy. Tę prawdę potwierdzali nasi wrogowie. Po przegranej kampanii wrześniowej w 1939 r. i zajęciu Polski przez niemieckiego okupanta uroczyście przeniesiono z Wawelu do Malborka krzyżackie chorągwie zdobyte przez wojska Jagiełły pod Grunwaldem. Po co? By odebrać nam - Polakom dumę z tamtego zwycięstwa, abyśmy nie mieli się do czego odwoływać, o czym pamiętać. Z kolei carski generał Murawiew zwany „Wieszatielem” zakazywał wznoszenia i odnawiania krzyży poza cmentarzem, a  nawet kazał je niszczyć pod pretekstem, że zagrażają przechodniom. Gdy zaś władze Rosji sowieckiej zgodziły się przed II wojną światową oddać trumnę ze zwłokami św. Andrzeja Boboli postawiły jeden warunek –nie mogła być przewieziona przez ziemie, na których działał za życia. Św. Andrzej dotarł do ojczyzny przez Odessę, Konstantynopol, Jugosławię i Węgry. Lękali się trumny i zwłok. Lękali się znaku. Dlaczego? Ponieważ znak niesie pamięć, a pamięć nadaje kierunek przyszłości. Dziś w Europie także usuwa się krzyże, szopki czy choinki. Znów potwierdzają prawdę, że znaki są ważne. Ale czy także dla nas, siostry i bracia?

Dwa pytania:

1) Ilu spośród nas zebranych w tej świątyni przyjęło Matkę Bożą w znaku Figury Fatimskiej?

2) Ilu spośród nas zebranych w tej świątyni wywiesiło 11 XI  biało-czerwoną flagę na swoim domu czy w oknie mieszkania?

Znak wiele mówi o tych, którzy go czynią i z nim się identyfikują. Podobnie o tych, którzy się od niego odwracają…

I na koniec modlitwa do Anioła Stróża Polski.

„Święty Aniele Stróżu Polski, wspieraj nas w walce z mocami ciemności i bądź nam zwiastunem Bożego błogosławieństwa. Nieś Twemu ludowi niegasnący płomień miłosierdzia z gorejącą miłością Najświętszego Serca Jezusa. Amen.”


Katecheza trzecia:

Moc słowa

30.07.1283r. papież Marcin V mianował biskupem w Gnieźnie Jakuba Świnkę, wyjątkowego człowieka Kościoła i Polaka. Broniąc praw narodu polskiego do ziemi ojców potrafił napisać skargę do Rzymu, przedstawiając praktykę systematycznego zaboru polskiej ziemi i poniżania jej mieszkańców przez niemieckie rycerstwo i osadników, wyrażając wprost obawę i tu cytat: „byśmy nie musieli opłakiwać wytępienia narodu”.

Broniąc zaś polskości z biskupami i synodem swej diecezji nakazał „by wszyscy księża w niedzielę (…) wiernym wykładali po polsku: Wierzę w Boga, Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo (…) A gdy się znajdą dostatecznie biegli niech wykładają Ewangelię, zachęcając wiernych do wykonywania dobrych uczynków, do unikania grzechów, do pełnienia Służby Bożej”.

W tych słowach widać troskę biskupa o moralne i chrześcijańskie życie diecezjan, co nie dziwi. Ale widać też troskę o przetrwanie języka polskiego i tu moglibyśmy pytać: dlaczego? To był XIII wiek, językiem Kościoła była łacina, nasz język polski prezentował się dość skromnie, o czym świadczy najstarszy zapis pochodzący z XII wieku, który brzmiał: „Daj, aż ja pobruszę, a ty poczywaj„ co znaczy „Daj, niech ja pomielę, a ty odpoczywaj” .Czy było czego bronić? Arcybiskup Jakub Świnka czuł, że tak. Chciał głosić Dobrą Nowinę w języku zrozumiałym przez lud, któremu pasterzował. Może tu leżał motyw jego decyzji. Wiara – może nie w pełni świadomie stała się orężem w walce o polskość wiernych i ich język polski.

Może nawet nie zdawał sobie sprawy, że w ten sposób stawał się polskim patriotą. A może był tego świadomy, o czym świadczy jego list do Rzymu. Gdyby tak było, jego wielkość jeszcze bardziej trzeba docenić.

Profesor Nowak tak ją opisuje: ”Nowy arcybiskup rozumiał, że dla polskości i dla zaszczepienia w niej chrześcijaństwa było najważniejsze: wspólne w każdej parafii odmawianie i objaśnianie wiernym trzech podstawowych dla każdego chrześcijanina modlitw w języku polskim, a nie obcym, wprowadzenie na trwałe tego języka jako narzędzia duchowej komunikacji między stanami i między pokoleniami”.

Nakazał także, aby rektorami szkół kościelnych byli ludzie, którzy – jak czytamy – „posługują się językiem polskim jako własnym i są w stanie objaśniać uczniom autorów w języku polskim”. A wszystko to „celem zachowania i podniesienia mowy polskiej”.

„Podniesienie mowy polskiej”. I to mu się udało! Ale jego dalekowzroczność, a może tchnienie Ducha Świętego prowadziło go dalej. Na każdy kościół katedralny i kolegiacki nałożono obowiązek przekazywania, kopiowania i śpiewania po polsku historii Św. Wojciecha. To miała być droga przechowywania tradycji narodu – coś, co prof. Nowak nazwał początkiem polskiej „polityki historycznej” na użytek wewnętrzny.

Arcybiskup Jakub Świnka to rzeczywiście wyjątkowa osoba, w której wiara i patriotyzm splata się w jedno. Być może dzięki niemu Mikołaj Rej kilka wieków później mógł pisać – po polsku – „Polacy nie gęsi, iż swój język mają”.

Mieć swój język to zaś rzecz bardzo ważna. Wynika to z jego funkcji i roli. Ludwik Wittgenstein ujął to prosto:” Granice języka są granicami naszego świata”.

Język:

Po pierwsze – otwiera przed człowiekiem świat. Dla nas „Polski świat”.
Biernat z Lublina pisał:
„Z językać wszystkie mądrości
Nauk wszelakich chytrości
Wszelka sprawa każdej rzeczy
Przez język zawsze się toczy”.

Po drugie – to narzędzie komunikacji, które organizuje życie jednostki, państw i narodów. Bez dialogu i porozumienia wspólnie nie można niczego zbudować.

Po trzecie – uświadamia poczucie wspólnej tradycji i tworzy kulturę.
W maturalnym podręczniku czytamy: „język to żywa kronika dziejów mówiącej nim społeczności. W zasobie słownym języka utrwala się bowiem wiedza o wiekach minionych”.

Po czwarte – to narzędzie kreowania rzeczywistości, ponieważ informuje, kształtuje życie. Przypomnijmy sobie jako wierzący słowa Księgi Rodzaju: „Wtedy Bóg rzekł: Niech się stanie światłość. I stała się światłość”.
Przypomnijmy sobie prawdę Ewangelii: „Słowo Ciałem się stało”. Przypomnijmy sobie, jak wiele złego w naszym ludzkim świecie może uczynić reklama i propaganda.

Po piąte – jest nośnikiem wartości etycznych. Dziesięć Bożych Przykazań to dziesięć słów zawierających moralny fundament życia całego Narodu Wybranego.

Po szóste – to znak tożsamości, dzięki której istnieje poczucie wspólnoty narodowej w relacji do innych państw i narodów. Józef Ignacy Kraszewski ujął to w „Starej Baśni” w ramach ludowej etymologii wyjaśniając nazwę „Niemcy”. Niemcy to ci co są „niemi”, a więc nie mówią naszą mową.

Słowo – język jest więc rzeczywiście bardzo ważny. Język sprawia, że naród może się poznawać, działać, tworzyć, może się rozwijać i organizować. Może istnieć.

Arcybiskup Jakub, człowiek wiary i Polak uświadamia nam jego wartość.

Co ciekawe, znali ją ci, którzy nasz naród i Polskę chcieli zniszczyć. To dlatego znamy z historii pojęcia germanizacji i rusyfikacji.

Germanizacja to: wprowadzanie nazw niemieckich, niszczenie prasy polskiej, forsowanie języka niemieckiego w szkolnictwie przy jednoczesnym usuwaniu języka polskiego, nawet na zebraniach z co najmniej 60 % frekwencją Niemców.

Rusyfikacja, zwłaszcza po powstaniu styczniowym, to: zamknięcie Uniwersytetu Wileńskiego i Liceum Krzemienieckiego oraz Warszawskiej Szkoły Głównej, likwidacja polskich teatrów, czasopism, wydawnictw, kary za nauczanie, a nawet rozmowy uczniów po polsku.

Walka z polskością była więc walką ze słowem, z językiem.

I rzecz ciekawa w tych represjach sięgnięto po sferę wiary, jakby potwierdzając w naszym polskim przypadku jedność wiary i patriotyzmu.

Oto w zaborze rosyjskim pojawiła się próba wprowadzenia do liturgii Kościoła języka urzędowego. Zaś w zaborze niemieckim w 1901 r. nakazano nauczać religii po niemiecku. 20 V 1901 r. we Wrześni 26 uczniów i uczennic odmówiło czytania Biblii po niemiecku i nauki niemieckich pieśni kościelnych. 14 dzieci poddano chłoście. Przed szkołą zgromadził się tłum krzyczący: „Jeszcze Polska nie zginęła”, „Niech żyje Polska”.

To wtedy powstał wiersz:
„My z Tobą Boże rozmawiać chcemy
Lecz Vater unser nie rozumiemy
I nikt nie zmusi nas chcieć tak zwać
Boś ty nie Vater lecz Ojciec nasz”.

Obrona „Ojcze nasz” po polsku stała się obroną polskości. Wiara i patriotyzm obecne w tych słowach modlitwy po polsku stały się jednością.
I stało się. Świadomość znaczenia własnego języka dla polskości i wolności zaczęła do wielu docierać.
Maria Konopnicka napisała wiersz „Hasło”. Feliks Nowowiejski skomponował do jego słów melodię. I tak powstała „Rota”, w której po dziś dzień śpiewamy, oby świadomie i z wiarą, jako Polacy i chrześcijanie:

„Nie rzucim ziemi
Skąd nasz ród.
Nie damy pogrześć mowy.
Polski my naród. Polski lud.
Królewski szczep Piastowy”.

Czy zechcemy pamiętać o arcybiskupie Jakubie Śwince, człowieku Kościoła i Polaku, czy zechcemy go naśladować w następnych stuleciach – miejmy nadzieję – wolnych i niepodległych?

Czy czytamy książki w języku polskim?

Czy dbamy o piękno naszego języka?


Katecheza druga:

Chrzest – kamień węgielny narodu i państwa

Profesor Andrzej Nowak drugi rozdział „Dziejów Polski” rozpoczyna od dwóch cytatów zapisanych w średniowiecznych rocznikach:

„965 – Dobravka ad Meskonem venit”(Dobrawka przybyła do Mieszka);

„966 – Mysko dux Polonie baptisatur” (Mieszko książę Polan ochrzcił się).

Tytuł tego rozdziału brzmi „Polska wchodzi do historii”.

Idąc drogą wiary i patriotyzmu do rocznicy 100–lecia odzyskania niepodległości uświadamiamy sobie na nowo, że data chrztu Polski w 966 roku to także data początku jej istnienia. Warto zwrócić uwagę na ten związek początku wiary, którą wyznajemy z początkiem państwa, które budujemy od ponad 1000 lat, od decyzji Mieszka I.

Profesor Jerzy Strzelczyk ujmuje to lapidarnie i konkretnie: „Nie da się spraw religijnych i kościelnych oddzielić od polityki… w czasach Mieszka I ściśle się one łączyły”.

Jesteśmy owocem tego związku – jako naród, jako państwo i jako Kościół. Spróbujmy go odkryć na nowo, sięgając do faktów z historii i do tradycji Polaków czujących sercem i duszą prawdę o sobie.

Gall Anonim w swej „Kronice Polskiej” ów związek Boga i Polski ukazuje w przywołanej legendzie o Piaście. Oto dwaj wędrowcy – jak czytamy – „w myśl ukrytej woli Boga”, przemierzając szlaki przyszłej Polski docierają do władcy Popiela. Ten ich nie przyjmuje. Idąc dalej, docierają do Piasta obchodzącego postrzyżyny swego siedmioletniego syna. Ten, choć biedny, otwiera przed nimi drzwi domu i wtedy staje się cud – przybysze rozmnażają napoje i mięsiwa, tak że wszyscy mogą się posilić. Potem  wypowiadają słowa: „Ciesz się zaiste, żeśmy przybyli i obyś z naszego przybycia pozyskał obfitość dobra wszelakiego, a z  potomstwa honor i sławę”.

Czyż ten obraz nie nawiązuje do biblijnych odwiedzin u Abrahama Boga w postaci wędrowców zapowiadających powstanie wielkiego narodu. Czyż nie nawiązuje do cudu Jezusa przemieniającego wodę w wino w Kanie? Jakże piękna legenda… Ktoś powie: tylko legenda… Ale w legendach czasem jest więcej prawdy o tym, co czuje naród niż w uczonych księgach zawierających fakty i daty.

Nasz ród – polski ród ma swe źródło w Bogu. Postawmy pytanie: czy rzeczywiście jako naród i państwo tak wiele zawdzięczamy aktowi chrztu Mieszka I?

Odpowiedź zawarta jest w dziejach historii ukazujących motywy tego wydarzenia. Według naukowców chrzest miał dwie przesłanki:

po pierwsze – dotyczył polityki wewnętrznej,

po drugie – dotyczył polityki zewnętrznej.

W przypadku pierwszej przesłanki historycy wymieniają:

a) potrzebę jednej religii państwowej, która pomogłaby scalić różne plemiona mające własne bóstwa w jeden naród w ramach jednego organizmu państwowego;

b) przeciwdziałanie pogańskiemu kultowi Swarożyca, bóstwa Związku Wieleckiego odziaływującego na poddanych Mieszka I i zagrażającego jego władzy;

c) umocnienie władzy Mieszka I w myśl zasady „Jeden Bóg – Jedna Religia – Jeden Władca”. Władza Mieszka jako pochodząca do Boga miała mieć od tej pory sakralny mandat.

Jeśli zaś chodzi o drugi motyw chrztu –mówiąc współczesnym językiem - dotyczący polityki zagranicznej, wymienia się następujące argumenty:

a) odebranie pretekstu Niemcom do prowadzenia akcji misyjnej i zarazem zbrojnego podboju ziem Mieszka co doprowadziłoby do uzależnienia od cesarstwa niemieckiego;

b) nobilitacja Mieszka i jego państwa w chrześcijańskiej Europie. Stał się pełnoprawnym członkiem wspólnoty europejskiej tamtego czasu. Od tej pory Mieszko mógł oddziaływać na inne państwa. Jako poganin nie miałby takich możliwości;

c) rozbicie sojuszu czesko – wieleckiego skierowanego przeciw Mieszkowi, czyli tzw. odwrócenie sojuszy.

d) Czesi – chrześcijanie – dzięki małżeństwu z Dobraną, córką księcia Czech, stali się jego sojusznikami

e) możliwość wpływu na Europę poprzez kontakt z papiestwem i Kościołem. Czasem miało to bardzo konkretny wymiar. Na przykład, gdy jego mały syn Bolesław został zakładnikiem niemieckiego cesarza, Mieszko przesłał papieżowi pukiel włosów syna, niejako powierzając nad nim opiekę Głowie Kościoła. W wymiarze społecznym i politycznym ten akt został dopełniony w dokumencie „Dagome iudex” z 991r., w którym Mieszko oddał swój kraj Stolicy Apostolskiej. Zachowany w odpisie z XI wieku jest czymś wyjątkowym. Jak zauważa profesor Strzelczyk „darowizna” Mieszka I była najwcześniejszym podobnym aktem ze strony świeckich władców, którzy dopiero w późniejszych wiekach, idąc nieświadomie śladami Mieszka, będą poddawać swe kraje Stolicy Apostolskiej.

Oto zasadnicze przesłanki przyjęcia chrztu  przez Mieszka.

Czy one w jakikolwiek sposób deprecjonują wartości tego faktu? Wręcz przeciwnie! To wszystko się stało i to wszystko było możliwe właśnie dzięki temu, co wydarzyło się w 966 roku, kiedy to Mieszko przyjął chrzest.

Profesor Nowak wskazuje także na jeszcze jeden wymiar tego faktu. Chrzest zbudował nas jako Naród –Polaków. Do tego momentu byliśmy podzieleni na różne plemiona, walczące ze sobą, traktujące siebie jak wrogów, a nawet jak towar. Sprzedawaliśmy siebie jako niewolników, nawet do muzułmańskich krajów. Sprzedawaliśmy „własna krew”. Dopiero chrześcijańska wiara ze swym przesłaniem miłości pozwoliła poczuć, że jesteśmy braćmi i siostrami, że jesteśmy rodziną… narodem. Plemienna mentalność ustąpiła narodowej tożsamości.

Oto co sprawił chrzest w 966 r.

W filmie „Gniazdo” z lat siedemdziesiątych XX wieku zostało to ukazane w pięknej scenie, gdy władca Polan mówi do poddanych „ rozszerzę naszą dziedzinę na Wschód i Zachód ku górom i ku morzu, ale do tego potrzebna jest jedna rzecz - powtarza z naciskiem - ale do tego potrzebna jest jedna rzecz… i gwałtownym ruchem kreśli nad zgromadzonymi znak krzyża”.

I to się stało. Chrzest nas zbudował: Nasz naród i państwo: Polskę.

Dowodem na to jest również los naszych braci Słowian, którzy chrześcijaństwa nie przyjęli: Wieletów i Obodrytów. Żyli na terenie dzisiejszych północnych Niemiec, pod drugiej stronie Odry. Trwali do XII wieku. Zostali zniemczeni. Ich imiona i ich historia są znane tylko historykom. My trwamy, bo przyjęliśmy chrześcijańską wiarę. Warto, byśmy mieli tego świadomość w 100–lecie odzyskanej niepodległości.

Przygotował ks. Włodzimierz Machura


Katecheza pierwsza:

BOŻY FUNDAMENT

Siostry i bracia!

Oto trzy preambuły konstytucji Polski z czasów wolności.

W konstytucji 3 V 1791 r. czytamy:

„W imię Boga w Trójcy św. Jedynego(…) Stanisław August z Bożej Łaski i woli narodu król Polski (…)”.

W ustawie zasadniczej z 17 III 1921 r.:

„W imię Boga Wszechmogącego (…)

My naród Polski, dziękując Opatrzności za wyzwolenie nas z półtorawiekowej niewoli (…)”.

Z kolei początek konstytucji z 2 IV 1997 r. zawiera  stwierdzenie:

„My Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga, będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna (…)”.

Te trzy preambuły pochodzą z czasów, gdy Polska była wolna lub walczyła o swą suwerenność. Wszystkie zawierają odniesienie do Boga.

To jednoznaczna wskazówka podkreślająca związek między rzeczywistością wiary a miłością do ojczyzny.

Konstytucja to przecież fundamentalny akt prawny budujący zręby narodu i państwa.

Zbliżające się stulecie rocznicy odzyskania niepodległości po 123 latach zaborów zaprasza nas, abyśmy ten związek spróbowali opisać i ujmując w słowach, dotarli do naszych serc, dusz i umysłów.

Katechizm Kościoła poucza, że „przez wiarę człowiek z wolnej woli powierza się Bogu (…), a żywa wiara dzieje się przez miłość”.

Patriotyzm to miłość do ojczyzny, a więc sposób działania wiary budującej nasze chrześcijaństwo.

Stąd też jak zauważa etyk ks. Piotr Przesmycki patriotyzm – jako dobrze pojęta miłość do ojczyzny – jest cnotą. Według św. Tomasz z Akwinu „cnotą społeczną”, która – jak stwierdził papież Leon XIII ma swe źródło w prawie naturalnym, a więc w  prawie wpisanym przez Boga w porządek stworzenia. Dla papieża św. Piusa X jest wprost obowiązkiem człowieka.

To szczególne znaczenie patriotyzmu wyrasta z faktu, że jak zauważa przywołany św. Pius X „Kościół wiąże go z nakazem IV Przykazania Bożego”. Znamy je: „Czcij Ojca swego i Matkę swoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan Bóg da Tobie”.

Tę prawdę potwierdził Jan Paweł II  w swej książce „Pamięć i tożsamość”, gdzie czytamy:

„Jeśli pytamy o miejsce patriotyzmu w Dekalogu, to odpowiedź jest jednoznaczna: wchodzi on w zakres czwartego przykazania (…) Jest to ten rodzaj odniesienia, który język łaciński wyraża terminem pietas, podkreślając wymiar religijny, jaki kryje się w szacunku i czci należnym rodzicom(…) Patriotyzm zawiera w sobie taką właśnie postawę wewnętrzną w odniesieniu do ojczyzny, która dla każdego prawdziwie jest matką”.

Jako wierzący sięgamy więc do Bożego Objawienia i znajdujemy pochwałę tych, którzy swą ojczyznę – Izrael – ukochali… Biblia ukazuje Judytę – bohaterkę Starego Testamentu, która zabija Holofernesa – wroga własnego narodu i najeźdźcę. Głosi pochwałę Estery, która wstawiła się za własnym narodem zagrożonym w Babilonie zagładą, nie dbając o własny los. Troskę o byt narodu wykazują prorocy: Izajasz, Jeremiasz i Nehemiasz, a księgi machabejskie opisują z bólem niewolę Izraela i sławią walkę Machabeuszy o wolność narodu oraz przestrzeganie praw Boga, które ten naród budowały.

Pozytywny wymiar miłości do ojczyzny możemy również dostrzec w Nowym Testamencie.

Sam Chrystus –Syn Boży choć jest Zbawicielem wszystkich i wszystkim ludziom objawił prawdę o jednej, wiecznej ojczyźnie, pamięta o swej ojczyźnie ziemskiej .Przypomnijmy sobie chociażby Jego płacz nad Jerozolimą której zburzenie jako Bóg przepowiedział.

Ciekawą postacią jest także św. Paweł. Moralista ks. Olejnik mówi, że to „nie tylko nauczyciel miłości do wszystkich ludzi, lecz również mistrz miłości Ojczyzny”. Dostrzegamy to w jego słowach do Rzymian:

„(…) w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą (odłączonym) od Chrystusa dla (zbawienia) moich braci, którzy według ciała są moimi rodakami”.

Jakże bardzo kochał ten naród, tę swoją ziemię – dar Boga, jakże bardzo pragnął ich zbawienia, choć – jako  Naród Wybrany – nie uwierzyli w Chrystusa Zbawiciela.

Ten niemal rodzinny wymiar miłości do ojczyzny potwierdza fakt, że termin „patriotyzm” wywodzi się od słowa „patrie” tzn. ojczyzna, oznaczającego ziemię ojców. W przypadku Polski to słowo wiąże się ze staropolskim „ojcowizna” czy też „macierz”. Odnosi się  więc do tego, co najbliższe człowiekowi – do ojcostwa, macierzyństwa, ziemi i domu.

Nie możemy się więc dziwić, że nasz rodak św. Jan Paweł II w 1979 r. powiedział: „Słowo ojczyzna posiada dla nas takie znaczenie pojęciowe  i uczuciowe zarazem, którego zdaje się nie znają inne narody Europy i świata. Te zwłaszcza, które nie doświadczyły takich jak nasz Naród dziejowych strat, krzywd i zagrożeń”.

To znaczenie było przez niego tak wyraźnie i głęboko odczuwalne, że miłość do ojczyzny w jego przypadku utożsamiała się z miłością do matki: Ojczyznę – Polskę – wprost – można rzec – personifikował. W 1991 r. na lotnisku w Masłowie wołał pełen żaru i mocy:

„Dlatego mówię tak, jak mówię, bo to jest moja matka, ziemia. To jest moja matka, Ojczyzna, to są moi bracia i siostry, i zrozumcie wy wszyscy, którzy lekkomyślnie przechodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić. Nie mogą mnie nie bolec; Was też powinny bolec”.

To wołanie o współodczuwanie z braćmi i siostrami naszego narodu to także apel skierowany do każdego z nas. Zechciejmy siostry i bracia – Polacy i Katolicy – odczuć sercem to stulecie wolności naszej Ojczyzny, zechciejmy po Bożemu i po polsku do tej rocznicy się przygotować.. Poddajmy się natchnieniu Ducha Świętego i odnawiajmy siebie i oblicze tej ziemi – „naszej ziemi…” – Polski, która jest naszą matką.

Popatrzmy na naszą ojczyznę jak na matkę .Jako dzieci może chcielibyśmy od tej matki więcej… więcej miłości, więcej dóbr materialnych.

Ale ta matka jak każda inna daje tyle, ile potrafi. i jako Matka zasługuje na naszą miłość, szacunek i troskę.

Pamiętajmy więc o IV przykazaniu Bożym i nośmy w pamięci, w sobie jego obietnicę: „(…) abyś długo żył na ziemi, którą Pan Bóg da Tobie”.

 

Opracował ks. Włodzimierz Machura