Pyrzowice - Parafia

Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Katechezy jubileuszowe

Katecheza pierwsza:

MIŁOSIERNI JAK OJCIEC

1. Drzwi Szpitala Polowego

8 grudnia, w Święto Niepokalanego Poczęcia, rozpoczął się Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. Papież Franciszek otworzył Święte Drzwi, byśmy wszyscy mogli doświadczyć miłości Boga, który pociesza, przebacza i daje nadzieję. Podobne drzwi otwarto w bazylikach, katedrach i jubileuszowych świątyniach. Każde z tych drzwi są jednocześnie drzwiami do Szpitala Polowego, którym stał się nasz Kościół. Papież Franciszek wielokrotnie powtarza: " Kościół przypomina dzisiaj Szpital Polowy. Tak wielu w nim ludzi poranionych, którzy proszą nas o to, o co prosili Chrystusa, o bliskość ".
Drzwi do tego szpitala otwiera się kluczem współczucia i hasłem dostępu: "Miłosierni jak Ojciec". Miłosierdzie jest fundamentem i belką, która go podtrzymuje, miłosierdzie jest też lekarstwem i balsamem, którym leczy się w nim poranionych przez grzech, słabość i ubóstwo. Miłosierdziem jest w nim Lekarz, " litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność ( Wj 34,6 ), odpuszcza wszystkie winy, leczy wszystkie niemoce, życie wybawia od zguby (ps 103), przywraca wzrok niewidomym, podnosi pochylonych (Ps 146), leczy złamanych na duchu i przewiązuje ich rany. Dźwiga pokornych (Ps 147).

2. Lekarz Rewolucjonista - Ojciec Miłosierny

Kim jest i jaki jest ten tajemniczy Lekarz?
Jest wszechmocny i ma dziwne zwyczaje. Jest dobry dla wszystkich: jak deszcz, który pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, i jak słońce, które świeci nad złymi i nad dobrymi. Nie szuka dobra w ludziach, ale dobro w nich tworzy.
Ma przenikliwe spojrzenie: W złodzieju widzi przyszłego darczyńcę, w cudzołożnicy przyszłą świętą.
Jest cierpliwy: nie złamie trzciny nadłamanej, ani nie zgasi płomyka, który ledwo się pali.
Jest bardzo wytrwały: nigdy się nie męczy przebaczaniem. To nas bardziej męczy proszenie Go o przebaczenie.
Ma gest i hojne serce: nie tylko zabiera od nas grzechy, ale nam za nie płaci... nową szatą, pierścieniem, sandałami i zastawionym stołem. Nie zadowala go usunięcie zła, które nas zatruwa.
Ma ambicję uczynić z nas ludzi wielkich.
Jest rewolucjonistą i dysponuje niebezpiecznym arsenałem: miłością i miłosierdziem, bliskością i czułością. I ani chwili się nie zawaha, żeby użyć swojej broni w walce z obojętnością, egoizmem, złem i przemocą.
Nasz świat jest polem bitwy, Kościół Szpitalem Polowym. Każdy z nas ma swoje rany i choroby. Trawi nas gorączka pośpiechu, osłabia zmęczenie, boli bezsilność wobec grzechu, atakuje nas wirus wygody i konformizmu. Obciążeni nad miarę doczesnością, zranieni niewiarą i poczuciem pustki, tęsknimy za bezinteresownością i prawdziwie ludzkimi relacjami. Coraz bardziej obcy sobie i od siebie odlegli szukamy czułości, która nas uleczy. Ponad 2 tysiące lat temu, w noc Bożego Narodzenia, Bóg rozpoczął swoją Rewolucję bliskości i miłosierdzia. "Syn Boży, przez swoje Wcielenie, zachęcił nas do rewolucji czułości" (Ewangelii gaudium, 88). Ona trwa po dziś dzień. W Święto Niepokalanego Poczęcia tego roku papież Franciszek ogłosił powszechną mobilizację, dostaliśmy wszyscy wezwanie do zaangażowania się w tę Rewolucję. Nie ociągajmy się, chwyćmy za broń z Jego arsenału. Godzina Miłosierdzia wybiła. Ten Lekarz to nasz Bóg, Miłosierny Ojciec. Ma jedno marzenie: Byśmy stali się do Niego podobni. Święci, jak On jest święty. Jak On miłosierni.

3. Podstawowe narzędzia: Słowo Boże, cisza i medytacja

Lekarz ze Szpitala Polowego - Miłosierny Ojciec leczy nas i liczy na nas. Co nas uzdrowi? Jak dobrze wypełnić Misję Miłosierdzia wobec poranionych braci i sióstr, którzy znaleźli się w Szpitalu Polowym? Jak dotrzeć z lekarstwem współczucia i bliskości do cierpiących na peryferiach? Od czego zacząć?
Papież Franciszek przekonuje i zachęca: Aby być zdolnymi do miłosierdzia, powinniśmy najpierw nastawić się na słuchanie Słowa Bożego. To oznacza odzyskanie na nowo wartości ciszy, aby móc medytować słowo, które jest do nas zwrócone. W ten sposób możliwa jest kontemplacja miłosierdzia Boga i przyjęcia go jako własnego stylu życia. (Misericordiae vultus, 13)
Miłosierdzie wyraża się w czynie, ale bierze początek z tego, co ukryte, z tego co w sercu. Owoce miłosierdzia dojrzewają w ciszy adoracji Boga i medytacji Jego słów i czynów. Bez tego doświadczenia nasze świadectwo będzie powierzchowne i mało skuteczne. Czyny miłosierdzia nie mogą być sentymentalną dobroczynnością, ale wyrazem stylu, w jakim działa Bóg, stylu, który przyjęliśmy za swój własny.

4. Zadanie do wykonania

Podejmijmy zatem konkretne postanowienie: przynajmniej raz w tygodniu znajdę czas na spokojną i dłuższą modlitwę w ciszy i medytację wybranych tekstów biblijnych traktujących o miłosierdziu Boga. ( wykaz tych tekstów jest poniżej, w aneksie oraz na stronie internetowej diecezji ). Podejmę również wysiłek przeczytania i przemyślenia pięknego listu papieża Franciszka na Jubileusz Miłosierdzia: bulli Misericordiae vultus (Oblicza miłosierdzia) - tekst dostępny jest w internecie. W tych tekstach znajdziemy wszystko, co niezbędne do owocnego, kompetentnego i skutecznego wypełnienia Misji Miłosierdzia w Kościele -Szpitalu Polowym i na jego Peryferiach.

5. Modlitwa

Panie Jezu Chryste,
Ty nauczyłeś nas, abyśmy byli miłosierni, jak Ojciec nasz niebieski
i powiedziałeś nam, że kto widzi Ciebie, widzi także i Jego.
Ukaż nam Twoje oblicze, a będziemy zbawieni.
Twój wzrok pełen miłości uwolnił Zacheusza oraz Mateusza od niewoli pieniądza,
a nierządnicę i Magdalenę od szukania szczęścia wyłącznie w rzeczach stworzonych.
Wzrok ten sprawił, że Piotr zapłakał po zdradzie,
a żałujący Dobry Łotr usłyszał zapewnienie o Raju.
Pozwól nam tak wysłuchać słów, które wypowiedziałeś do Samarytanki, jakbyś je wypowiedział do każdego nas:
O, gdybyś znała dar Boży!
Ty, który jesteś Obliczem widzialnym Ojca niewidzialnego,
Boga, który objawia swoją wszechmoc przede wszystkim przez przebaczenie i miłosierdzie:
spraw, aby Kościół na świecie stał się widzialnym obliczem Ciebie, swojego Pana zmartwychwstałego i uwielbionego.
Ty zechciałeś również, aby Twoi słudzy przybrani byli w słabość po to,
aby mogli okazywać słuszne współczucie tym, którzy trwają w niewiedzy i błędzie:
niech każda osoba, która się do nich zwraca, czuje się oczekiwana, kochana oraz doświadcza przebaczenia od Boga.
Poślij Twojego Ducha i uświęć wszystkich nas Jego namaszczeniem,
aby Jubileusz Miłosierdzia był rokiem łaski od Pana,
a Twój Kościół z odnowionym entuzjazmem mógł nieść dobrą nowinę ubogim, głosić wolność więźniom i uciśnionym oraz przywracać wzrok niewidomym.
Prosimy o to za wstawiennictwem Maryi, Matki Miłosierdzia, Ciebie, który z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Aneks:
wybrane teksty biblijne o Miłosierdziu Bożym
Stary Testament:
Wj 34,6/Psalmy: 6,25,40,51,69,79,86,103,111,116,130,136,145,
Nowy Testament:
Mt 2, 31-46 / Mt 9,35-38 / Mt 18,21-35 / Łk 6,36-38 / Łk 7,36-50 / Łk 10,25-37Łk 15 / Łk 19,1-10 /, J 4, 1-42 / J 6, 1-15


Katecheza druga:

Pielgrzymi na drodze Miłosierdzia

1. Kochani Bracia i Siostry, trwa Jubileusz Miłosierdzia. W Szpitalu Polowym, którym stał się nasz Kościół, wciąż sporo ludzi poranionych, którzy proszą nas o to, o co prosili Chrystusa - o bliskość. Nie można być bliskim na odległość - trzeba się zbliżyć, podejść, podać rękę i spojrzeć w oczy. Bliskim jest nie ten, kto jest obok, nawet nie ten kto widzi, ale ten kto ma odwagę podejść i okazać współczucie i zrozumienie. Uczony w Piśmie, który zapytał kiedyś Chrystusa: "Kto jest moim bliźnim?", po wysłuchaniu przypowieści o Samarytaninie sam odpowiedział: "Ten, który okazał miłosierdzie" (por. Łk 10, 25 nn). Bliźnim się nie jest. Bliźnim się staje. Bratem dla drugiego nie tylko się jest, bratem się staje. Czasem na nowo i po wielu latach...

2. Główny bohater filmu "Prosta historia", 73 letni, schorowany Alvin, dowiaduje się pewnego dnia, że jego brat Lajl dostał wylewu. Nie widzieli się ze sobą od 10 lat z powodu rodzinnej kłótni. Powiedzieli sobie nawzajem zbyt wiele przykrych słów. Teraz Alvin postanawia wyruszyć w drogę, by spotkać się z bratem i jest przekonany, że tę drogę musi pokonać sam. Ma jednak pewien problem: Lajl mieszka w innym stanie, ponad 500 km od niego, a Alvin nie ma prawa jazdy i nie może prowadzić samochodu. Decyduje się więc na szalony krok: postanawia pojechać do brata małym traktorkiem do koszenia trawy. Wszyscy w miasteczku myślą, że Alvin zwariował, ale on z uporem realizuje swój plan i wyrusza w drogę. Tęsknota za bratem, który był mu kiedyś tak bliski jest silniejsza od przekonania o własnej racji, bezpiecznym i poukładanym życiu i własnej ambicji. Podróż zajmuje mu sześć tygodni i po wielu perypetiach przyjeżdża pod dom Lajla. Bracia siadają naprzeciw siebie na werandzie i nie potrafią patrzeć sobie w oczy. Nagle Lajl dostrzega stojącą przy drodze kosiarkę Alvina. Na jego twarzy maluje się zdumienie i z niedowierzaniem pyta brata: Czy w ten sposób przybyłeś do mnie, żeby się ze mną spotkać? Gdy Alvin potwierdza, Lajl nie potrafi już powstrzymać wzruszenia i zaczyna płakać. Po chwili obaj bracia wpatrują się w rozgwieżdżone niebo, na które w dzieciństwie tak często patrzyli. Znowu są razem i znowu są szczęśliwi.

3. W Jubileuszowym Roku wpatrujemy się wspólnie w Niebo, z którego Miłosierny Ojciec posłał swojego Syna, by nas ze sobą pojednać. Rozpamiętujemy drogę pokory i ubóstwa, na której wyszedł nam na spotkanie. Przez grzech i nieposłuszeństwo, pychę i próżną ambicję, człowiek poróżnił się ze swoim Stwórcą. Bóg jednak postanowił zrobić wszystko, by nas do siebie na nowo zbliżyć. Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał do nas przez proroków. W tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Swojego Syna, który nie skorzystał ze sposobności, by być ma równi z Bogiem lecz ogołocił samego siebie i przyjął postać Sługi (por. Hbr 1; Flp 2)? Kontemplujemy Jego hojność i wielkoduszność jaką nam okazał na drogach Miłosierdzia. Pytamy jak Lajl swojego brata: Czy w ten sposób przybywasz, by się ze mną spotkać? Czy rzeczywiście, jak śpiewamy w kolędzie, "opuściłeś śliczne Niebo, by obrać barłogi?"

Bóg, Miłosierny Pielgrzym, nie tylko pokonał w Chrystusie tę niewyobrażalną odległość między Niebem a Ziemią, między Bożą Świętością a naszym grzechem. Ale ten Bóg, Pierwszy Pielgrzym jest wciąż w drodze, a właściwie jest DROGĄ. Nie tylko zmierza, by okazać miłosierdzie, ale sam jest MIŁOSIERDZIEM. Pielgrzymuje jako Pasterz w poszukiwaniu zaginionych owiec.

Wychodzi na drogę, by przygarnąć powracających Synów Marnotrawnych.

Opatruje pobitego, zalewa jego rany winem bliskości i oliwą współczucia.

4. Papież Franciszek, stawiając nam przed oczy Miłosiernego Pielgrzyma, wzywa nas, byśmy i my wyruszyli w drogę. W Misericordie vultus napisał:

Pielgrzymka jest znakiem szczególnym w Roku Świętym, ponieważ jest ikoną drogi, którą każda osoba przemierza w czasie swojej egzystencji. Życie jest pielgrzymką, a istota ludzka to viator, pielgrzym, który przemierza drogę aż do osiągnięcia pożądanego celu. Również po to, aby dotrzeć do Drzwi Świętych w Rzymie i w każdym innym miejscu, będziemy musieli pójść na pielgrzymkę, każdy na miarę własnych sił. Stanie się ona znakiem, że również miłosierdzie jest celem, który mamy osiągnąć, a który wymaga zaangażowania i poświęcenia. Pielgrzymka zatem niech stanie się bodźcem do nawrócenia: przekraczając Drzwi Święte pozwolimy się objąć miłosierdziu Bożemu i zaangażujemy się, byśmy byli miłosierni dla innych, tak jak Ojciec jest miłosierny dla nas.

Pan Jezus wskazuje nam na etapy pielgrzymki, dzięki którym możemy osiągnąć ten cel: «Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie» (Łk 6, 37-38).

 Mówi przede wszystkim, aby nie sądzić i by nie potępiać. Jeśli nie chce się zostać osądzonym przez Boga, nie powinno się stawać sędzią swego brata. Ludzie bowiem z ich osądem zatrzymują się zwykle na tym, co zewnętrzne, podczas gdy Bóg patrzy na to, co w środku. Jakież zło czynią słowa, które są spowodowane uczuciami zazdrości i zawiści! Mówić źle o bracie, gdy jest nieobecny, jest równoznaczne przedstawieniu go w złym świetle, szkodzeniu jego reputacji i pozostawieniu go na łaskę i niełaskę plotek. Nie sądzić i nie potępiać znaczy również, pozytywnie rzecz ujmując, umieć dostrzec dobro, które jest w każdej osobie i nie pozwolić na to, aby cierpiała ona z powodu naszego częściowego osądzenia i naszej zarozumiałej znajomości wszystkiego." (MV 14)

Chrystus mówi: Jeśli wspomnisz, że Twój brat ma coś przeciw tobie, to najpierw idź pojednaj się z bratem swoim... (Mt 5, 24-25) Najważniejszym słowem w tym zdaniu jest słowo "IDŹ". Trzeba wyruszyć w drogę, zrobić pierwszy krok, wyciągnąć rękę. Nie można być Pielgrzymem Miłosierdzia siedząc w miękkim fotelu osądów, urazów i pretensji.

Pomyśl o Twoim wrogu, przeciwniku, o kimś kogo unikasz i nie znosisz. Pomyśl o tym człowieku, w którym widzisz tylko same wady i słabości. Kim jest? Jak ma na imię? Zastanów się: co możesz zrobić, by się z nim pojednać? Modlitwa? Szczera rozmowa? Napisanie kilku pozytywnych słów? Szczery komplement i pochwała? WSTAŃ I IDŹ! ZRÓB CHOCIAŻ JEDEN KROK!

Ale to nie jest jeszcze wystarczające do wyrażenia miłosierdzia - pisze dalej papież Franciszek - Jezus wzywa również do przebaczenia i do dawania. Mamy być narzędziami miłosierdzia, ponieważ pierwsi otrzymaliśmy je od Boga. Mamy być szczodrzy dla wszystkich, wiedząc, że również Bóg wielkodusznie udziela nam swojej dobroci. (MV 14)

Hojność, szczodrość i wielkoduszność - już samo brzmienie tych słów jest jak balsam dla poranionego serca. Czy aż siedem razy mam przebaczać? Zapytał kiedyś Piotr Jezusa. Nie, Piotrze, nie siedem razy, nie martw się. Siedemdziesiąt siedem razy!!!.(Mt 18, 21-22). Czyli wciąż, bez ustanku, w stałej gotowości, by stawać się podobnym do Miłosiernego Ojca.

A może to już wreszcie czas, by iść do konfesjonału pojednać się z Bogiem? Może to już czas, by się wreszcie przestać zadręczać przeszłością i zamartwiać o przyszłość? Może to już czas, by wciąż nie  pytać: Co ja z tego będę miał a zapytać, co z tego będzie miał Bóg i moi bracia i siostry? Może wreszcie pukniesz się w głowę i zrozumiesz, że nie możesz być skąpcem  na dworze  bogatego w Miłosierdzie Boga?

5. A jeśli jeszcze masz wątpliwość, że musisz sobie zawsze radzić sam, posłuchaj:

We śnie szedłem brzegiem morza z Panem
oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.
Po każdym z minionych dni zostawały na piasku
dwa ślady mój i Pana.
Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad
odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
I rzekłem:
“Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą
przyrzekłeś być zawsze ze mną;
czemu zatem zostawiłeś mnie samego
wtedy, gdy mi było tak ciężko?”
Odrzekł Pan:
“Wiesz synu, że Cię kocham
i nigdy Cię nie opuściłem.
W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad
ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”

Opracował:
ks. Mirosław Tosza


Katecheza trzecia:

Misjonarze Miłosierdzia

1. JAK UWOLNIC ŚWIATŁO?

Trwa Wielki Post. Ludzie Kościoła mobilizują się do hojniejszej modlitwy i uczynków pokutnych. Weszliśmy w ten święty czas z popiołem na głowie. Popiół to skutek spalania... Gdzie nie ma spalania nie ma światła. Każde światło jest efektem spalania. Po co się modlić, pościć i dawać jałmużnę? Żeby na świecie było mniej ciemności a więcej światła.

Papież Franciszek zachęca nas byśmy w tym duchu i z takim nastawieniem przeżyli Wielki Post w Roku Jubileuszowym: "Niech czas Wielkiego Postu w Roku Jubileuszowym zostanie przeżyty jeszcze bardziej intensywnie, jako istotny moment w celebrowaniu i doświadczaniu miłosierdzia Boga. Ileż stron Pisma Świętego można przemedytować podczas tych tygodni Wielkiego Postu, aby odkryć na nowo miłosierne oblicze Ojca! (...)

W tym czasie modlitwy, postu i uczynków miłości, strony Księgi proroka Izajasza będą mogły zostać przemedytowane w sposób jeszcze bardziej konkretny: «Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: „Oto jestem!” Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie» (58, 6). MV

„Twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem – jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną”. Oto miłosierny wymiar Wielkiego Postu: wyrwać się z ciemności egoizmu, bezpłodnej samo-doskonałości i  uwielbienia siebie i pozwolić się poprowadzić ku Światłu Boga ukrytemu w ubogich. "Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga nosi w sobie światło. Gdy opadną z niego łuski zaczyna oświetlać świat". (Abraham Heschel)

2. ŻOŁNIERZE NA FRONCIE

W Środę Popielcową papież Franciszek wezwał do Rzymu ponad tysiąc księży z całego świata, żeby ich uzbroić w broń przebaczenia i miłosierdzia i rozesłać po całym świecie. Przed ich przyjazdem kazał sprowadzić relikwie dwóch świętych generałów: Ojca Pio i Leopolda Mandiča – świadków Bożego przebaczenia i uzdrowienia, spowiedników i zakonników, którzy w sposób doskonały przyswoili sobie strategię  walki z grzechem i złem. Świętych, którzy walczyli o ludzi do ostatniego tchu w służbie konfesjonału i czynnym miłosierdziu.

Walczyli tak, jak  sierżant z filmu "O jeden most za daleko". Dzień przed bitwą jeden z szeregowców prosił go: "niech mi pan obieca, sierżancie, że jutro nie zginę..." "Nie mogę ci tego obiecać - odparł sierżant" "Ale ja pana bardzo proszę, niech pan obieca....". "Dobrze, odparł sierżant, obiecuję ci, że jutro nie zginiesz". W czasie bitwy szeregowiec został ciężko ranny. Sierżant wziął go na ręce i pobiegł do szpitala polowego. " Operuj go! - powiedział do lekarza, kładąc rannego na stole". "Sierżancie, już za późno - odpowiedział lekarz". "Operuj go! - powtórzył sierżant" "Już nic się nie da zrobić - odparł lekarz, zajmijmy się innymi rannymi" " Sierżant sięga po broń i mierzy w lekarza: " Operuj go, albo cię zastrzelę". Zmuszony  lekarz przeprowadził operację. Jakimś cudem młody żołnierz przeżył.

Walka wciąż trwa. Kościół to szpital polowy. Jest w nim tylu poranionych ludzi, którzy słyszą: już za późno,  już nic się nie da zrobić. Miłosierny Ojciec powtarza im: "Nie zginiesz, zrobię wszystko, żeby cię ocalić. Nie umrzesz z upływu krwi. Mój Syn odda ci swoją krew, byś pozostał przy życiu. Nie ocali Cię przez szantaż i przemoc, On się na tym nie zna. Ocali Cię przez Miłość i Miłosierdzie. Nawet umrze za Ciebie...".

3. ŚWIADKOWIE BLISKOŚCI BOGA I JEGO SPOSOBU MIŁOWANIA

Papież Franciszek, rozsyłając w Środę Popielcową tysięczną  armię na świat powiedział: "Bądźcie dla ludzi świadkami bliskości Boga i Jego sposobu miłowania". Prosi o to nie tylko księży, ale każdego, kto przez chrzest wszedł do Bożej Armii. Również ciebie.

Bądź świadkiem bliskości Boga. Miej czas dla Niego i dla ludzi. Zatrzymaj się, nie śpiesz się tak bardzo. Bądź dla swojej rodziny. Bądź też blisko tych, z którymi nikt się nie liczy i których nikt nie szanuje. Obojętność potrafi odebrać ochotę do życia a nawet zranić śmiertelnie. Przystań, wysłuchaj, okaż zainteresowanie i współczucie. Niekiedy to wystarczy.  W jednym z hospicjów, na każdych drzwiach był napis: "Najpiękniejszym przejawem miłości jest obecność" (ks. Twardowski). Może warto taki napis umieścić na drzwiach, przez które codziennie wchodzisz i wychodzisz?

Bądź świadkiem Bożego sposobu miłowania. Zaryzykuj i spróbuj postępować jak On: Upatrz sobie któregoś ze swoich nieprzyjaciół, którego zraniłeś, albo który zranił ciebie i powalcz o niego Modlitwą (co powiesz na codzienną koronkę do Bożego Miłosierdzia? - to bardzo skuteczna broń). Powalcz Postem (np. Dzień Bez Plotkowania w intencji kogoś, kto sprawił nam przykrość złym słowem? Ponadto post połączony z modlitwą to tajna broń Chrystusa o niezwykłej sile rażenia: ma moc wypędzić zło, którego inaczej wypędzić nie sposób). Powalcz Miłosiernym Czynem - zaproponuj zrobienie czegoś dobrego bezinteresownie i zanim cię o to poproszą ("może pozmywam dzisiaj po obiedzie, a ty trochę odpoczniesz?"). Jeden z moich znajomych ma zwyczaj podchodzenia od czasu do czasu z zaskoczenia do żebraków z propozycją: "Czy nie zechciałby pan ze mną wypić herbaty w tym barze? Chętnie bym z kimś porozmawiał, bo trochę podłe się czuje..." Przyłącz się do Bożej Armii Miłosierdzia. Pomóż Miłosiernemu Ojcu powalczyć o Jego poranione dzieci. Bądź jak On - miłosierny.

4. MODLITWA (modliła się nią Matka Teresa z Kalkuty-jedna z generałów w Bożej Armii Miłosierdzia).

Ludzie są nierozumni, nielogiczni i samolubni

Kochaj ich, mimo wszystko

Jeśli czynisz dobro, oskarżają cię o egocentryzm

Czyń dobro, mimo wszystko

Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych

przyjaciół i prawdziwych wrogów

Odnoś sukcesy, mimo wszystko

Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro,

Bądź dobry, mimo wszystko

Szlachetność i szczerość wzmagają twoja wrażliwość

Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko

To, co budujesz latami może runąć w ciągu jednej nocy

Buduj, mimo wszystko

Ludzie w gruncie rzeczy potrzebują twojej pomocy,

mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz

Pomagaj, mimo wszystko

Dając światu najlepsze, co posiadasz,

otrzymujesz ciosy,

Dawaj światu najlepsze, co posiadasz,

Mimo wszystko

 

Matka Teresa z Kalkuty

 

(Katechezę przygotował ks. Mirosław Tosza
ze Wspólnoty Betlejem w Jaworznie)


Katecheza czwarta:

DOTKNIJ RAN
(o uczynkach miłosiernych dla duszy i ciała)


1. Tylko Miłość weźmiemy na drugi brzeg.

„Za konduktem pogrzebowym nie jeździ wóz do przeprowadzek, a pośmiertny całun nie ma kieszeni”. (papież Franciszek). Wszystko zostawimy, „zostaną po nas buty i telefon głuchy” (ks. Twardowski), resztę zje mól, zniszczy rdza i ukradnie złodziej czasu. Nic nie zabierzemy na drugi brzeg poza Miłością…

Pójdzie z nami Miłość Pierwsza: ta od Boga, darmo dana, która nie przestaje kochać  gdy boli, nie dezerteruje, ale oddaje życie za przyjaciół swoich. Ta, którą Duch Święty rozlał w sercach naszych i która się ujmie za nami w Dniu Sądu, bo będzie Sąd: „Pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości” (św. Jan od Krzyża).

Pójdzie też z nami Miłość Druga: utkana ze słów otuchy i czynów pocieszenia, pójdziemy w niej na Sąd: w świętej tunice miłosiernych czynów, ozdobionej złotą nicią modlitwy za żywych i umarłych, wzmocnioną życzliwym upomnieniem grzeszącego brata i pouczeniem brata nieumiejętnego. Tunika wyprana z brudu i plam w wodzie, którą napoiliśmy spragnionych. Obuje nas Bóg w buty, w których chodziliśmy odwiedzać chorych i więźniów. Nie pójdziemy na Sąd boso i nie wrócimy głodni: Nakarmi nas  chlebem, który dzieliliśmy z biednymi.

„Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego i weźcie w posiadanie Królestwo przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony, a daliście mi pic, byłem przybyszem, a przyjęliście mnie. (…) Pytasz kiedy? Cokolwiek uczyniłeś bratu najmniejszemu, uczyniłeś mnie – Twojemu Bogu” (Mt 25)

2. Gorące życzenie papieża Franciszka.

W „Misericordie vultus” papież Franciszek prosi:

„Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposobem na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia. Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie. Odkryjmy na nowo uczynki miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać. I nie zapominamy o uczynkach miłosierdzia względem ducha: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych.

Nie możemy uciec od słów Pana, gdyż to na ich podstawie będziemy osądzeni: czy daliśmy jeść temu, kto jest głodny, czy daliśmy pić temu, kto jest spragniony, czy przyjęliśmy przybysza i ubrali nagiego, czy mieliśmy czas, aby być z chorym i z więźniem (por. Mt 25, 31-45). Podobnie również zostaniemy zapytani, czy pomogliśmy wyjść z wątpliwości, które sprawiają, że człowiek zaczyna się bać, i które stają się źródłem samotności; czy byliśmy zdolni do przezwyciężenia ignorancji, w której żyją miliony osób, a przede wszystkim dzieci pozbawione koniecznej pomocy, aby wyjść z biedy; czy byliśmy blisko tego, kto jest samotny i uciśniony; czy przebaczyliśmy temu, kto nas obraził i odrzuciliśmy każdą formę urazów i nienawiści, które prowadzą do przemocy; czy byliśmy cierpliwi na wzór Boga, który jest tak bardzo cierpliwy wobec nas; i wreszcie czy powierzaliśmy Panu na modlitwie naszych braci i siostry. W każdym z tych "najmniejszych" jest obecny sam Chrystus. Jego ciało staje się znów widoczne jako umęczone, poranione, ubiczowane, niedożywione, w ucieczce..., abyśmy mogli je rozpoznać, dotknąć i pomóc z troską.” (Mv 13)

3. Uczcić Chrystusa – dotknąć  Jego ran.

W Wielki Piątek uczcimy w naszych świątyniach Chrystusa na Krzyżu: oddamy Mu pokłon i ucałujemy Jego święte rany. Tyle troski i wysiłku angażujemy w piękne przeżycie misteriów paschalnych, bo wierzymy, że w nich spotykamy żywego Pana.  Ten sam Chrystus czeka na nasz hołd w świecie ludzi najuboższych. Nie sposób czcić Go w świątyni  a nie czcić Go w ubogich. To tak, jak gdyby całować policzek Chrystusa a jednocześnie ciężkimi butami deptać Jego stopy. Stopami Chrystusa są ubodzy. (Pascal)

Czeski ksiądz, profesor Tomasz Halik zwierzył się w książce „Dotknij ran” z niezwykłego przeżycia w indyjskim Madrasie:

„Gorącym popołudniem tego samego dnia mój hinduski kolega, kapłan katolicki i profesor religioznawstwa na uniwersytecie w Madrasie, zaprowadził mnie na miejsce, gdzie wedle tradycji Apostoł Tomasz poniósł śmierć męczeńską, a następnie udaliśmy się do katolickiego sierocińca, który stoi opodal. Czy Apostoł Tomasz patrząc na Zmartwychwstałego rzeczywiście wyzbył się raz na zawsze wszystkich swoich wątpliwości — czy też Jezus poprzez swoje rany wskazał mu owo jedyne miejsce, gdzie poszukujący i wątpiący mogą naprawdę dotknąć Boga? To była główna myśl, jaką przyniósł mi tamten dzień.

Zarówno przedtem, jak i potem, w czasie podróży po Azji, Afryce i Ameryce Południowej spoglądałem z bardzo bliska w twarze biedy, ze swojej praktyki psychoterapeuty i spowiednika znam nędzę moralną, ukryte cierpienia serc i ciemne zakamarki ludzkich losów, odwiedziłem „Golgoty naszych czasów”, tereny dawnych obozów koncentracyjnych nazizmu i komunizmu, Hiroszimę i Ground Zero na Manhattanie, miejsca do tej pory sugestywnie przywołujące żywe wspomnienia dokonanych tam zbrodni — jednak o sierocińcu w Madrasie nie zapomnę nigdy.

W łóżeczkach, przypominających raczej klatki dla drobiu, leżały małe opuszczone dzieci z brzuszkami wzdętymi od głodu, szkieleciki obciągnięte czarną, często zaognioną skórą; na korytarzach, które zdawały się nie mieć końca, zewsząd spoglądały na mnie ich rozpalone oczy i wyciągały się ku mnie ich różowe dłonie. Na skutek zaduchu, smrodu i płaczu zrobiło mi się niedobrze pod względem psychicznym, fizycznym i moralnym, dusiło mnie poczucie bezsilności i palący wstyd, który ogarnia niekiedy człowieka wobec ubogich tylko dlatego, że sam ma zdrową skórę, pełny brzuch, czyste łóżko i dach nad głową. Miałem ochotę stamtąd (i nie tylko stamtąd) natychmiast uciec jak tchórz, zamknąć oczy i serce, i zapomnieć; przypomniały mi się słowa Iwana Karamazowa, który chciał Bogu „zwrócić bilet wstępu” do świata, w którym cierpią dzieci.

Ale właśnie w tym samym momencie gdzieś w głębi duszy usłyszałem zdanie: „Dotknij ran!” I znowu: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku.”

Nagle ukazała się przede mną w nowym świetle scena z Apostołem Tomaszem z Ewangelii św. Jana, którą czytałem podczas Mszy porannej przy grobie „patrona wątpiących”. Jezus utożsamiał się ze wszystkimi małymi i cierpiącymi — a zatem wszystkie bolesne rany, wszystkie nędze tego świata i ludzkości są „ranami Chrystusa”. Wierzyć w Chrystusa, móc zawołać „Pan mój i Bóg mój!” — mogę jedynie wtedy, gdy będę dotykać tych Jego ran, których także dzisiaj nasz świat jest pełny. W przeciwnym razie moje mówienie „Panie, Panie!” będzie daremne i bezskuteczne.” (Tomasz Halik, Dotknij ran)

4. Działaj!

Gdzie są Twoi ubodzy, od których chcesz uciec?  Gdzie głodni i spragnieni, którym skąpisz czasu na krzepiącą rozmowę. Gdzie błądzący w ciemności, na których zarzuciłeś płaszcz obojętności? i Dotknij ran! Odważ się! Podejdź, zapytaj, zaproponuj, pociesz, doradź,  przekonaj, módl się, zabiegaj, walcz – w apteczce Miłosiernego Samarytanina znajdziesz tak wiele czasowników, które Ci pomogą wyrwać się z  bezczynności i powierzchownych wzruszeń. Daj się im poprowadzić. Przejdź do działania. Powalcz o ubogich! „Nic, naprawdę nic, nie pomoże, jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości”… (piosenka zespołu HEY).

5. Modlitwa

Panie, nie przyszedłeś, aby Ci służono, lecz by służyć! Spraw, byśmy uświadomili sobie potrzeby naszych braci i sióstr i stali się godni im służyć ; służyć tym, którzy żyją i umierają w skrajnym ubóstwie i głodzie; których pogrążyła otchłań samotności i smutku, którzy cierpią w cichości i bez skargi obojętność lub prześladowanie, którym cierpienia fizyczne zabierają sen i gaszą wszelką radość, którzy przez grzech, zagubienie skazali się na duchowe rozterki, zwątpienie i rozpacz. Daj im dziś – za naszym pośrednictwem – to, czego potrzebują, chleb powszedni, pociechę, miłość, dobrą radę, pokój, wiarę w gościnność ludzką i radość. Amen (Antonina Krzysztoń, Modlitewnik grzesznika)


Katecheza piąta:

Głodni i spragnieni
(o 2 uczynkach miłosiernych dla ciała)

„Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposobem na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia. Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie”.(MV 13)

1.Głodni i spragnieni są wśród nas. Nawet wśród nas umierają

Głodnych nakarmić, spragnionych napoić - to pierwsze dwa uczynki miłosierdzia względem ciała. Jeżeli w tej chwili jesteśmy w tym kościele i słuchamy tych słów prawdopodobnie należymy do uprzywilejowanej części ludzkości, która ma co jeść, pic i włożyć na siebie. Każdego dnia świecie, na naszym świecie, z przyczyn związanych z głodem umiera 25 tysięcy osób.  W  czasie tej godziny spędzonej przez nas na modlitwie na świecie umrze  z powodu głodu  ponad 1000 osób. 300 z nich to małe dzieci!

Być może problem głodu jest dla nas egzotyczny. Jednak on istnieje naprawdę. I chociaż żyjemy w kraju względnego dobrobytu, nie możemy zamykać  oczu na dramat miliona naszych braci i sióstr cierpiących głód na świecie.

Na okładce  wydanej niedawno książce Martina Caparrosa, argentyńskiego pisarza i dziennikarza, zatytułowanej „Głód” , która jest monumentalną monografią głodu na świecie, znajdują się poruszające słowa: „To, że tylu ludzi ma co jeść każdego dnia – to cud, że tylu nie ma – to podłość. Caparros cytuje w swojej książce słowa Jeana Zieglera, byłego eksperta ONZ do spraw żywności: „Fakt, że co roku dziesiątki milionów mężczyzn, kobiet i dzieci umiera z głodu, jest skandalem naszego stulecia. Co 5 sekund dziecko poniżej 10 roku życia umiera z głodu na planecie, która obfituje w bogactwa. W obecnym stanie rozwoju rolnictwo światowe zdolne byłoby wyżywić bez problemu 12 miliardów ludzi, niemal dwukrotnie więcej, niż wynosi liczba mieszkańców Ziemi. Nie jest to zatem nieuchronny los. Dziecko, które umiera z głodu, to dziecko zamordowane”

W podobnym duchu wypowiada się papież Franciszek:

„To światowy skandal, że około miliard ludzi w dzisiejszym świecie wciąż cierpi głód. Nie możemy patrzeć w inną stronę, odwracać się plecami i udawać, że problem nie istnieje. Dostępnej w świecie żywności wystarczy, by nakarmić wszystkich (papież Franciszek).

2. „Wy dajcie im jeść„

W ewangelicznej scenie rozmnożenia chleba Apostołowie, którzy dostrzegli problem ludzi głodnych, proponują dość oczywiste i logiczne rozwiązanie: Proszą Jezusa, by ich rozesłał. Niech sami zakupią sobie coś do jedzenia. Oto odwieczna pokusa ludzi pobożnych: prosić Boga, by  nam pomógł pozbyć się kłopotów i kłopotliwej obecności potrzebujących. Jezus proponuje coś innego: „Wy dajcie im jeść” – i ta propozycja Jezusa wydaje się być niedorzeczna i niemożliwa do wykonania; „Jak pięcioma chlebami i dwoma rybami możemy nakarmić 5 tysięcy głodnych ludzi?”

Warto w tym miejscu, zastanawiając się nad uczynkiem miłosierdzia: „głodnych nakarmić” postawić sobie kilka szczerych, osobistych pytań: Ile w mojej ocenia ludzi potrzebujących obojętności, chłodnej kalkulacji i bezdusznego tzw. ”zdrowego rozsądku”? Ilu głodnych i potrzebujących odesłałem od siebie z cierpką uwagą: „kupcie sobie sami”, „sami jesteście sobie winni”, „przestańcie kombinować i weźcie się do pracy”. Jak często, wobec dramatów i nieszczęść innych wzruszam ramionami i mówię: „Cóż ja mogę? Nic na to nie poradzę. Niech się tym zajmą inni…” Jak wygląda moja modlitwa za ludzi głodnych, spragnionych, potrzebujących?  Czy proszę za nich, by pozbyć się kłopotu, czy kieruje mną współczucie i braterstwo?

Kiedyś, poruszony ludzkim nieszczęściem człowiek pytał z wyrzutem Boga: „Panie, dlaczego nic nie robisz dla tego biednych ludzi?” Bóg odpowiedział: Coś dla nich zrobiłem: stworzyłam  ciebie, byś im pomógł”.

3. Dać  głos ubogim

Ryszard Kapuściński, polski pisarz i reporter, w jednej ze swoich książek podzielił się bardzo osobistym doświadczeniem, które wzmocniło jego zaangażowanie na rzecz osób najuboższych:

„Jeżeli ktoś zasiada do sutego obiadu i ogląda w tym samym czasie sceny z Sahelu, a tam umierających ludzi, to usypia swe sumienie. Przekonałem się, do czego jesteśmy doprowadzeni, kiedy w 1993 roku wraz z panią Ogata z Międzynarodowej Komisji ds. Uchodźców  polecieliśmy do uchodźców na granicy Sudanu i Etiopii – do 300 000 umierających młodych ludzi (starcami byli tam trzydziestolatkowie). Ludzi obdartych, nędznych, znajdujących się w straszliwych, malarycznych warunkach. Z tej makabry wyruszyliśmy do Addis Abeby i właściwie tego samego dnia odlecieliśmy do Rzymu. Wieczorem poszedłem na pełen roześmianych ludzi Piazza Navona w Rzymie, a tam – zabawa, restauracje, doskonałe jedzenie, ciepła noc, i wtedy – gdy uświadomiłem sobie ten kontrast – rozpłakałem się, co mi się rzadko zdarza.” (Kapuściński, Dałem głos ubogim)

Kapuściński, komentując po latach to osobiste doświadczenie w spotkaniu z włoską młodzieżą powie: „Człowiek może być ubogi nie tylko dlatego, że nic nie zjadł, ale dlatego, że jest nieszanowany, poniżany, lekceważony, pogardzany. Ubóstwo to stan społeczny i mentalny powodujący, że człowiek nie widzi wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazł. Człowiek nie wie, jak ze stanu ubóstwa przejść do stanu zamożności. Poświęcam temu wiele uwagi, ponieważ cechą ubóstwa jest milczenie. Ubóstwo to stan niemożności wypowiedzenia się. Ludzie ubodzy nie mają głosu, nie są nigdzie szanowani, nie są tolerowani. Ktoś musi mówić w ich imieniu. To jest przyczyna , dla której o nich piszę”.

Żyjemy w świecie wielkich kontrastów. Ale te kontrasty przestają nas bulwersować, przywykliśmy do nich. Stały się one częścią naszej codzienności. Dzięki przekazowi medialnemu jesteśmy niemal naocznymi świadkami ludzkich dramatów i głodu, patrzymy na nie, jak na relacje ze sportowego widowiska. Widzimy dobrze, ale przez podwójną, hermetyczną szybę, która nie przepuszcza krzyków rozpaczy i jęku bezsilności. Gdy obraz jest dla nas zbyt drastyczny, pilot przerzuca nas na inny kanał, do innego, bardziej znośnego świata. Takim pilotem nie dysponują umierający z powodu głodu, braku wody i skrajnej nędzy. Ich pilot ma już tylko jeden przycisk, ten, którym wyłącza się życie.

Jezus, mówiąc nam, swoim uczniom, „wy dajcie im jeść” prowokuje nas do rezygnacji z roli obserwatora i kibica ludzkich bied i głodów. Chce obudzić nasze uśpione sumienie, zaangażować nas w przemianę świata. W Roku Miłosierdzia nie chodzi o pobożne rozważania o ubóstwie i tanie wzruszenia, ale o poruszenie serca i płacz serdeczny, który każe nam coś zrobić! Może warto spisać na kartce po hasłem „głodnych nakarmić” konkretne rzeczy, które możemy podjąć osobiście, w naszych rodzinach i społecznościach. Oto kilka propozycji takich wpisów:

- nie będę marnował zakupionego jedzenia. Postaram się wykorzystać wszystko do końca. Obiecuję, że nic nie wyląduje w koszu na śmieci.

- zwrócę uwagę dzieciom na większy szacunek do jedzenia. Powrócę do modlitwy przed i po jedzeniu, w której będę dziękował za to, że mam co jeść i pomodlę się za głodujących.

- Postaram się zaoszczędzić trochę pieniędzy rezygnując ze zbędnych i luksusowych zakupów a zaoszczędzone pieniądze przekaże na pomoc głodującym, budowę studni dla tych, którzy nie mają dostępu do wody, lub choćby na opłacenie komuś miesięcznych obiadów  w szkolnej stołówce.

- Zacznę oszczędzać wodę. Na świecie ok. 800 mln ludzi nie ma dostępu do wody pitnej. Przez brak czystej wody codziennie umiera z powodu biegunki, niedożywienia i braku odpowiedniej higieny sześć tysięcy dzieci.

- Zapoznam się bliżej i bardziej szczegółowo z problemami głodu i ubóstwa na świecie (lektura artykułów, książek,  strony internetowe organizacji pomocowych – np. Polskiej Akcji Humanitarnej). Podzielę się zdobytą wiedzą z moją rodziną, przyjaciółmi, znajomymi.

To tylko przykładowe wpisy na naszą listę. Sporządźmy własną. Nie zapomnijmy o ubogich. „Bądźmy miłosierni jak ojciec nasz jest miłosierny”. Bądźmy miłosierni serdecznie i do bólu konkretnie.

4. Modlitwa

Jezu miłosierny, tysiące naszych braci i sióstr, miliony Twoich dzieci umierają z braku pożywienia nie dlatego, że na ziemi nie ma chleba i nie dlatego, że nie mają rąk do pracy, ale dlatego, że my nie mamy serca. Chlebie Żywy, naucz nas karmić głodnych, by nikt nie przychodził na ten świat tylko po to, aby umrzeć z głodu.

Jezu miłosierny, Ty powiedziałeś: „Byłem spragniony, a daliście mi pić”. Ludzie umierający z braku wody to skandal i upadek  ludzkości . Mimo tysięcy źródeł, jezior i rzek. Mimo rozwoju cywilizacji i higieny osobistej, obok milionów podlewanych kwiatów i nieskończonych ilości mytych samochodów, są ludzie, którzy umierają z pragnienia. Jezu, naucz nas spragnionych napoić.

ks. Mirosław Tosza


Katecheza szósta:

NAGICH PRZYODZIAĆ

1. Nagi Chrystus

Oto kolejny uczynek miłosierdzia względem ludzkiego ciała. Uczynki, uświęcony życiem i słowem Chrystusa: „Byłem nagi a przyodzialiście Mnie”. Autor Listu do Filipian mówi o Chrystusie, że przychodząc na ziemię „ogołocił samego siebie i przyjął postać sługi”. To ogołocenie Boga obejmuje Jego nagość i bezdomność… Urodził się nagi, jak każdy z nas i jak każdy z nas potrzebował, by ktoś okrył Jego nagość… „Maryja owinęła Go w pieluchy i położyła w żłobie”. Nagi umierał: „Żołnierze zdarli z Niego szaty” a Jego nagość z godziny śmierci stała się przedmiotem drwin i upokorzenia. Nagie ciało Chrystusa, tak jak w noc Bożego Narodzenia, zostało złożone w ramionach Maryi. Otuliła je sobą, Jej niepokalane ciało stało się Jego  pierwszym całunem. W drugi całun owinęli Go przyjaciele i złożyli do grobu. „Byłem nagi a odzialiście Mnie…”.

2. Przywrócić godność i poczucie wolności

Czcimy w Kościele dwie niezwykłe relikwie: Całun Pana, na którym zostało zachowane świadectwo Jego Męki i Zmartwychwstania i chustę Weroniki, pierwszą ikonę z Jego Obliczem. Podpis, jaki zostawił pod czynem tej odważnej i czułej kobiety. Medytacja całunu skłania nas do troski o ludzi upokorzonych, pohańbionych i wyśmianych, pogrzebanych żywcem przez tych, którzy przywłaszczają sobie prawo do ograniczania życia na tym świecie. Medytacja chusty Weroniki mobilizuje nas do podejmowania czynów, dzięki którym człowiekowi ogołoconemu zostanie okazany szacunek i przywrócona wiara we własną godność.

Kardynał Ratzinger przypomniał niezwykłą przygodę, jaka kiedyś zdarzyła się Rilkemu. Codziennie przechodził obok kobiety, której do kapelusza wrzucano miedziaki. Żebraczka zawsze siedziała w całkowitym bezruchu, jakby pozbawiona duszy. Pewnego dnia Rilke podarował jej różę. I w tym momencie twarz starej kobiety rozkwitła. Poeta po raz pierwszy zobaczył, że również ona potrzebuje ludzkiego ciepła. Uśmiechnęła się, potem znikła, nie żebrała przez osiem dni. Otrzymała coś więcej niż pieniądze. Została przyodziana w szacunek i kobiecą godność.

Ks. Tischner napisał kiedyś, że najpiękniejsza rzecz, jaką jeden człowiek może zrobić dla drugiego to przywrócić mu godność i poczucie wolności. Odziać nagiego to przede wszystkim zadbać o Jego godność. Warto o tym pamiętać choćby w chwili dzielenia się zbędnymi ubraniami z ludźmi ubogimi. Ubodzy to nie kontenery na śmieci a instytucje i wspólnoty, które im towarzyszą nie są składowiskami zbędnej odzieży i przedmiotów. Wyrazem troski i szacunku będzie najpierw zapytanie, czy ktoś takich rzeczy potrzebuje (proszę nie zapomnieć zapytać o płeć osób, które chcemy obdarować i rozmiar ubrań i butów, jakie noszą. Zdarzyło się kiedyś, że do naszego Domu „Betlejem” w Jaworznie przywieziono w darze z likwidowanej hurtowni ponad sto par nowych, włoskich butów. Piękne, różnokolorowe modele, w sam raz na sylwestrowy bal, wszystkie damskie i na wysokim obcasie.  Żaden z dwudziestu naszych bezdomnych panów nie był zainteresowany tym prezentem i bynajmniej nie z powodu nieodpowiedniej numeracji… ). Wyrazem szacunku i kultury będzie przekazywanie rzeczy w dobrym stanie, wypranych i wyprasowanych. Pozbywając się garderoby z naszych pęczniejących szaf najpierw warto postawić sobie szczere pytanie dlaczego mamy ich tak dużo? Czy naprawdę wszystkich potrzebujemy? Czy niekiedy nadmierne zabieganie o to, w co się mamy ubrać nie jest próbą zakrycia wewnętrznej pustki? Czy osobisty gust i styl nie został zniewolony dyktaturą mody i naśladownictwa? Z drugiej zaś strony troska o czysty, schludny, gustowny i piękny ubiór jest wyrazem szacunku do samego siebie, członków naszej rodziny i ludzi, wśród których pracujemy i żyjemy. Ojciec, który przez cały dzień paraduje po domu w kalesonach i plażowym podkoszulku nie będzie się cieszył zbytnim szacunkiem swoich dzieci i ich kolegów i koleżanek. Podobnie zresztą jak szlafrokowa mama w przydeptanych pantofelkach. Warto również przemyśleć kwestię skromności w ubiorze. Khalil Gibran, libański poeta, napisał, że „skromność jest tarczą osłaniająca przed okiem nieczystych”. Człowiek pozbawiony skromności to człowiek pozbawiony ochrony. Staje się łatwym łupem dla grzesznych i pożądliwych spojrzeń. Czy próby zwrócenia na siebie uwagi przez nieskromny strój nie są dramatycznym wołaniem o podziw i uznanie? Czy mamy świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za własne uczucia, ale i za uczucia które wywołujemy u innych? Czy nie jest czynem miłosierdzia zadbanie o to, by mój ubiór i ubiór moich braci i sióstr nie był powodem drwin i szyderstw a podkreślał ich godność i piękno? Czy mamy na tyle odwagi, by zwrócić komuś taktownie uwagę i na tyle pokory, by taką uwagę przyjąć od innych? Pan Bóg, po upadku Adama i Ewy, gdy ich nagość stała się przedmiotem wstydu i upokorzenia, sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. (Rdz 3,21)

Bądźmy chrześcijanami z klasą. Nasz Ojciec w Niebie kocha piękno i dobry styl! Wystarczy przyjrzeć się jak przyodziewa lilie polne, ubiera w nowe szaty i sandały sponiewieranego, marnotrawnego Syna i nie waha się wyprosić z uczty weselnej człowieka pozbawionego odpowiedniego stroju.

3. Różnice

Sprawę właściwego spojrzenia na strój podejmuje również św. Jakub w swoim liście: Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!», to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują? Wy zaś odmówiliście ubogiemu poszanowania. ( Jk 2.1-6)

Przejmującym komentarzem do tych słów jest praca  młodego artysty-grafika, absolwenta ASP w Krakowie, Jacka Hajnosa. Przez pięć lat portretował  ludzi bezdomnych z całej Polski i przeprowadzał z nimi długie rozmowy o życiu, miłości, biedzie i nadziei. Owocem jego pracy jest niezwykła wystawa zatytułowana „Różnice”, której wernisaż odbył się niedawno w Galerii Sztuki w Zakopanem oraz album, który w najbliższych dniach zostanie wydany. Tytuł wystawy i albumu został zaczerpnięty ze wspomnianego fragmentu Listu św. Jakuba. Z 77 obrazów spoglądają na nas ludzie bezdomni, uzależnieni, pogubieni, których życie zostało ukazane w zupełnie nowym świetle. Ci, którzy z powodu swojej biedy zazwyczaj słyszeli „stań sobie tam albo usiądź u mojego podnóżka” przez piękno sztuki zostali postawieni na zaszczytnym miejscu. 17 z tych portretów to portrety mieszkańców naszego „Betlejem”. Byliśmy na wernisażu w Zakopanem. Ponad 100 osób, które przyszły podziwiać niezwykłe grafiki miało sposobność zupełnie z innej perspektywy popatrzeć na ubogich. Nadzy zostali przyodziani przez wrażliwość i talent młodego artysty, który swoją pracą przywrócił im godność. Patrząc na bezdomnego Kazka, którego burmistrz Zakopanego poprosił o zdjęcie na tle jego portretu, pomyślałem: „To jest świat i Kościół, który podoba się Panu”.

4. Modlitwa

Podziękujmy Bogu za Jego dary, za to, że przyodziewa nas i świat swoim pięknem. Podziękujmy za wszystkich ludzi, którzy swoją pracę i talenty oddają w służbie potrzebujących, za ich bezinteresowną miłość i pasje.

Jezu, Synu Boga, Ty, który ubierasz świat milionami kwiatów, roślin, krzewów, i drzew, zostałeś pozbawiony ostatniej szaty. Ty, który życie oddałeś  za to, żeby ludzką  nędza, biedę i grzech przyodziać w Boże miłosierdzie, stałeś  bezbronny i nagi na oczach całego świata.

Jezu miłosierny, Ty powiedziałeś: „Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie”. Naucz nas przyodziewać nagich. Tak często przebieramy w ubraniach, zazdrościmy sobie tego, co nosimy, marzymy o takich a nie innych ciuchach, że zapominamy o ludziach, którzy nie mają się w co ubrać. Św. Paweł napisał w Liście do Tymoteusza: „Mając żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni!” (1 Tm 6,8). Naucz nas  cieszyć się z tego, co mamy. Nie pozwól  wyśmiewać innych z powodu ubioru ani obdzierać ich z ludzkiej i boskiej godności.

Katechezę przygotował ks. Mirosław Tosza ze Wspólnoty „Betlejem”.


Katecheza siódma:

Podróżnych w dom przyjąć 

1. Podróżnych w dom przyjąć - oto kolejny uczynek miłosierny co do ciała.

Kilkanaście lat temu, w początkach tworzenia naszej wspólnoty „Betlejem” przyjęliśmy do domu bezdomnego Andrzeja. Stanął w drzwiach i z niezwykłą szczerością powiedział: Mam na imię Andrzej, od siedmiu lat jestem bezdomnym, choruję na raka i chciałbym umrzeć w jakimś domu. Mieszkał z nami dwa miesiące. Gdy był już na tyle słaby, że nie mógł  wstawać z łóżka, wyznaczyliśmy przy nim dyżury. Co dwie godziny zmiana warty. Dzień i noc. Andrzej umarł początkiem maja, w piękny, wiosenny poranek. Umarł w obecności całej wspólnoty. Po pogrzebie, gdy wróciliśmy do domu i usiedliśmy przy stole,  jeden z naszych mieszkańców powiedział: "Jak to dobrze, że Andrzej był z nami. Wprawdzie w nocy trochę nie dosypiałem, ale po raz pierwszy od długiego czasu czułem się komuś potrzebny. Jak to dobrze, że był z nami. Dzięki niemu czułem, że Bóg jest bliżej”…

Podróżnych w dom przyjąć, okazać gościnność i troskę. Oto kolejny wyraz miłosierdzia w praktyce. Jezus przekonuje, że przyjmując przybysza, przyjmujemy Jego samego. "Byłem przybyszem a przyjęliście Mnie". Kim jest przybysz?
Szczerze mówiąc niejednokrotnie problemem... Destabilizuje nasze przyzwyczajenia i zamiłowanie do wygody. Narusza nasze prywatne terytorium, które tak bardzo cenimy. Wystawia na próbę i weryfikuje świat naszych wartości i upodobań. Odsłania ile w nas miłości, gotowości do poświęceń i życia dla innych a ile hipokryzji, uprzedzeń i skrzętnie skrywanego egoizmu. Przybysz przychodzi jak Bóg: niespodziewanie, nie w porę, bez zapowiedzi i rezerwacji miejsca.

2. Boskie prowokacje.

Jezus, Boski Przybysz, "przyszedł do swoich, ale swoi Go nie przyjęli", dla Syna Stwórcy nieba i ziemi brakło miejsca w prowincjonalnej gospodzie. Narodził się wśród zwierząt w stajni. Nie wyglądał na Mesjasza, nie przystawał do obiegowych opinii i wyobrażeń. Był zbyt zwyczajny i pospolity. Miał tetrowe pieluchy bez złotej osnowy i barwnych koronek.

Ta Boska prowokacja Mistrza z Nazaretu powtarza się każdego dnia. Ile razy nie przyjęliśmy przychodzącego Boga, potraktowaliśmy Go oschle i obcesowo, tylko dlatego, że był zbyt zwyczajny i pospolity?
Odrzucamy przybysza, dystansujemy się do niego  z jeszcze jednego powodu: "Straciliśmy doświadczenie Boga, jako Boga, czyli tego, który jest pierwszy; jako tego, któremu wszystko zawdzięczam! To, co mam, kim jestem, zawdzięczam Jemu!  Należymy do Niego i ta ziemia też ostatecznie należy do Niego.”  (Bp Ryś, słowa wypowiedziane podczas modlitwy ekumenicznej z uchodźców, którzy zginęli w drodze do Europy).

Kiedyś św. Franciszek wybierał się, by odwiedzić jeden z klasztorów. Bracia dobrze przygotowali się do przyjęcia szacownego gościa. Wysprzątali budynki i obejście, przygotowali pyszny, wykwintny posiłek. Franciszek przybył do nich w przebraniu żebraka. Podenerwowani bracia dali intruzowi trochę suchego chleba i szybko chcieli odprawić. Franciszek zdjął kaptur i dał się rozpoznać braciom. Ci zawstydzeni zaprosili go do stołu i nalegali, by poczęstował się przygotowanymi potrawami. Franciszek powiedział: " Dziękuję wam bracia za waszą gościnę, wystarczy mi chleb, którym  przed chwilą mnie obdarzyliście".

Snując refleksję nad kolejnym z uczynków miłosierdzia co do ciała, warto postawić sobie kilka szczerych pytań:
- dla kogo jestem serdecznie gościnny, a kogo odprawiam z kwitkiem?
- czy mam szacunek, cierpliwość i dobre, życzliwe słowo dla ludzi, których uważam za "pospolitych, zwyczajnych i prostych"?
- czy czasem nie okazuję gościnności i życzliwości tylko tym, których lubię, którzy mogą mi coś załatwić, albo z którymi się liczę?
- kiedy ostatni raz odwiedziłem kogoś samotnego, zapomnianego. Czy pamiętam, że będąc bezinteresownym gościem w domu ubogiego sprawiam mu radość i okazuję szacunek?
- czy potrafię zadzwonić, wysłać maila czy  sms-a nie po to, by coś załatwić, ale by sprawić komuś radość, podziękować, ucieszyć się jego życiem? Gościnność to nie tylko otwarte drzwi, ale oczy i serce...

3. Zapach owiec czy smród zamkniętej owczarni?

Jezus powiedział: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a ja was pokrzepię"... To Jezusowe "wszyscy" nie wyklucza nikogo, przed nikim nie zamyka drzwi... Jeśli miłujemy tylko tych, którzy nas miłują, niczego nadzwyczajnego nie czynimy, to potrafią nawet poganie. Jeśli jesteśmy dobrzy i gościnni tylko dla tych, którzy nas lubią i zapraszają jesteśmy co najwyżej tymi, którzy potrafią się odwdzięczyć. Jubileusz Miłosierdzia ma poszerzyć nasze serca i otworzyć nas na tych, którzy są dalej albo bardzo daleko...
Papież Franciszek podczas jednej z majowych Audiencji Środowych wypowiedział do nas, chrześcijan kilka mocnych, dosadnych zdań:
"Często powinniśmy rozważać przypowieść o zaginionej owcy, gdyż we wspólnocie chrześcijańskiej jest zawsze ktoś, kogo brakuje i poszedł sobie, zostawiając puste miejsce. Czasami powoduje to zniechęcenie i prowadzi nas do przekonania, że jest to nieuchronna strata, choroba, na którą nie ma lekarstwa. Wtedy grozi nam zamknięcie w owczarni, gdzie nie będzie zapachu owiec, ale smród zamknięcia! My chrześcijanie, nie możemy być zamknięci, bo mielibyśmy smród rzeczy zamkniętych! Nigdy. Musimy wychodzić. To zamknięcie się w sobie, w małej wspólnocie, w parafii, w poczuciu że jesteśmy „sprawiedliwymi”. Dzieje się tak, gdy brakuje zapału misyjnego prowadzącego nas do spotkania innych. W wizji Jezusa nie ma owiec definitywnie straconych. Musimy to dobrze zrozumieć: dla Boga nikt nie jest definitywnie stracony. Nigdy, aż do ostatniej chwili Bóg nas poszukuje. Pomyślcie o dobrym łotrze! Są tylko owce, które trzeba odnaleźć. Zatem jest to perspektywa bardzo dynamiczna, otwarta, pobudzająca i twórcza. Pobudza nas do wyjścia na poszukiwanie, aby podjąć drogę braterstwa. Żadna odległość nie może trzymać pasterza w oddali, a żadna owczarnia nie może wyrzec się brata. Odnalezienie kogoś, kto się zagubił jest radością pasterza i radością Boga, ale jest też radością całej owczarni! Wszyscy jesteśmy owcami odnalezionymi i zgromadzonymi przez miłosierdzie Pana, wezwanymi do zgromadzenia wraz z Nim całej owczarni." (Audiencja Środowa, 4 maja 2016)

4. Modlitwa o gościnne serce:

 "Pomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne (...). Nie odmówię mojego serca nikomu. Będę szczera nawet wobec tych, którzy, jak wiem, nadużyją mojej dobroci. Skryję się w Najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. Swoje własne cierpienie zniosę w milczeniu. Niech Twoje miłosierdzie, o Panie, odpocznie we mnie". (św.Faustyna)

Katechezę przygotował ks. Mirosław Tosza ze Wspólnoty „Betlejem”.

 

Katecheza ósma:

CHORYCH NAWIEDZAĆ

1. Młodzi w gościnie.

Już za kilka dni będziemy gościć w naszych domach i parafiach młodych z całego świata, którzy przybędą na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Będziemy mogli przyjąć wraz z nimi błogosławieństwo gościnności, doświadczyć bogactwa i entuzjazmu wiary, wzajemnie się poznać i obdarować.  „Gość w dom – Bóg w dom”, to przekonanie ma biblijne i ewangeliczne korzenie: „Byłem przybyszem a przyjęliście Mnie…”. Zawsze tam, gdzie człowiek zdobywa się na odwagę otwarcia swojego domu, wyjścia poza wąski krąg swoich bliskich i znajomych, zawsze wtedy spoczywa na nim błogosławieństwo samego Pana. O to usilnie, od trzech lat prosi nas papież Franciszek, byśmy otworzyli drzwi, wyszli na zewnątrz, dotarli do tych, którzy są daleko, żyją na „peryferiach”. Byśmy, jak to papież dosadnie wyraził podczas majowej Audiencji na Placu Św. Piotra, uniknęli „smrodu zamknięcia i smrodu rzeczy zamkniętych”. Zamknięcie przed przybyszem pogrąża nas w świecie lęku, nieufności i podejrzliwości. Bogu niech będą dzięki za wszystkich, których serca i domy pozostają otwarte nie tylko dla swoich.

2. Zatrzymaj się przy chorym.

W naszej jubileuszowej refleksji zatrzymajmy się dzisiaj przy kolejnym uczynku miłosierdzia: „chorych nawiedzać.” Słowo „zatrzymajmy się” brzmi rutynowo, ale ma znaczenie kluczowe. Czyż największym problemem, największym zaniedbaniem wobec naszych chorych nie jest właśnie „nie zatrzymywanie się?” Pośpiech, przechodzenie dalej do rzeczy i spraw, które uznajemy za ważniejsze i pilniejsze od towarzyszenia chorym?

W przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie kapłan i lewita, widzą pobitego, nawet na chwilę się zatrzymują, ale zaraz idą dalej, uznają, że to nie ich sprawa i nie ich czas, by zajmować się tym potrzebującym. Samarytanin uznaje, że spotkanie z chorym to czas, kiedy trzeba na bok odłożyć swoje plany i zamierzenia. Dla niego chory jest wezwaniem do bliskości, serdeczności i kompetentnego działania.

3. Zatrzymać się czy iść dalej – oto jest pytanie.

Martin Luter King, komentując tę przypowieść, dwa pytania uznaje za kluczowe: „Co mi się stanie, gdy się przy nim zatrzymam?” oraz „Co się stanie z tym człowiekiem, jeśli się przy nim nie zatrzymam?”. Pierwsze pytanie stawia kapłan i lewita. Drugie – Samarytanin. Jak reaguję wobec bliskich mi chorych, wobec, tych którzy czekają na moją obecność i pomoc?: Co stracę, czego mi ubędzie, czego nie zdążę zrobić, gdy odwiedzę chorego? Jakkolwiek ważne byłyby te powody, one nas stawiają na pierwszym miejscu, a chorego na drugim… W towarzyszeniu chorym nie można oczywiście zaniedbać swoich obowiązków i powinności, tym bardziej więc pomoc i towarzyszenie chorym powinno być przemyślane i kompetentne. Miłosierny Samarytanin, w którymś momencie musiał iść dalej, ale powierzył pobitego kompetentnej opiece, zaopatrzył go finansowo i zadeklarował dalsze zainteresowanie. Towarzyszenie chorym nie może ograniczać się do powierzchownych, krótkich odwiedzin, emocjonalnych wzruszeń i poklepywaniu po ramieniu z wątpliwej jakości pocieszeniem „jakoś to będzie”.

Pytanie jakie stawia Samarytanin, to pytanie o los chorego: „Co się z nim stanie, jeśli się przy nim nie zatrzymam?”. Co się stanie z chorą matką, której dzieci są zbyt zajęte, by ją odwiedzić? Co się stanie ze starszym, nieporadnym i samotnym sąsiadem, który nie ma dość sił, by się upomnieć o uważne i poważne potraktowanie go w przychodni i szpitalu? Co się stanie z rodziną wychowującą ciężko chore, upośledzone dziecko? Kiedyś jedna z mam opiekująca się swoją niepełnosprawną od urodzenia córką powiedziała z goryczą: „Wiele osób mnie podziwia, mówią że jestem bardzo silna, że świetnie sobie radzę. Być może… Chciałabym jednak, od czasu do czasu, by ktoś mi pomógł przenieść moją córkę z wózka na łóżko. Jest coraz cięższa, a mój kręgosłup coraz słabszy…

Co się stanie ze mną gdy się zatrzymam, co się stanie z nimi gdy się nie zatrzymam. Obecność chorych tworzy w nas napięcie między życiem dla siebie, potrzebą spokoju i bezpieczeństwa a wyjściem ku drugim z odstawieniem na bok niektórych naszych planów i zamierzeń. Obecność chorych i nasz stosunek do nich ujawnia nasze priorytety, odsłania co dla nas naprawdę wartościowe i cenne. W świecie kultu sprawności i wydajności ich obecność może przeszkadzać. Ale im bardziej mamy poczucie, że nam przeszkadzają, ty bardziej jest niezbędna.

4. Kilka kwestii praktycznych.

Miłosierny Samarytanin wzruszył się głęboko, podszedł, dotknął, opatrzył, zawiózł, pielęgnował, powierzył… To konkretne działanie. Miłość do ubogich i chorych nie polega na wzruszeniu ale na rozeznaniu i działaniu! W związku z tym praktycznym wymiarem naszego samarytańskiego powołania warto przemyśleć kilka konkretnych spraw:

Chorzy potrzebują lekarstw, fachowej opieki, ale potrzebują przede wszystkim obecności bliskich. „Najpiękniejszym przejawem miłości jest obecność” – taki napis znajdował się na wszystkich drzwiach mysłowickiego „Hospicjum cordis”. Gdzie są moi chorzy i czy mam dla nich czas, czy potrafię się zatrzymać?

Jezu miłosierny, Ty powiedziałeś „byłem chory a odwiedziliście mnie”. Naucz nas, chorych nawiedzać. Najpierw tych, do których powinna nas prowadzić zwykła ludzka przyzwoitość: rodziców, dziadków, przyjaciół i znajomych. Następnie, daj nam ewangeliczną siłę być blisko tych chorych, których nikt blisko być nie chce.

W Ewangeliach czytamy o wielu ludziach, którzy usilnie prosili Chrystusa, by nawiedził i uzdrowił ich chorych. Sam Chrystus spędzał wśród nich wiele czasu: w ich domach, na ulicy, przy Sadzawce Betesda, przy której gromadziło się tak wiele osób chorych. Czy jest we mnie ta sama determinacja? Czy zależy mi na tym, by moi chorzy nie tylko otrzymali lekarstwa i dobrą medyczną opiekę, ale również spotkali Chrystusa lekarza? Czy mam odwagę zaproponować chorym wspólną modlitwę, czy z nadzieją oczekuję przybycia kapłana z sakramentem chorych? Czy pamiętam, że ten sakrament Chrystus ustanowił, by chorych wesprzeć, pocieszyć i uzdrowić?

Chorzy nie są tylko ciężarem. Chorzy są darem, znakiem obecności samego Pana. Troszczymy się bardzo w kościele o godną celebrację sakramentów. Równie wielkiej troski wymaga „sakrament obecności ubogich i chorych”. Łóżko chorego jest ołtarzem, na którym ofiaruje on swoje życie Bogu. Ktoś kto zabiega w Kościele o wielką bliskość z Chrystusem w modlitwie i sakramentach a stroni od Chrystusa w ubogich i chorych przypomina człowieka, który postanowił ucałować policzek Chrystusa jednocześnie ciężkimi butami depcze Jego nagie stopy. Nagimi stopami Chrystusa są chorzy i ubodzy.

5. Modlitwa.

Zakończmy tekstem, który wisiał w kaplicy centrum onkologii w Warszawie: „Ten sam nieskończenie dobry miłosierny Bóg, który opiekuje się tobą dzisiaj, będzie się tobą opiekował jutro i każdego innego dnia. Albo oddali od ciebie cierpienie albo doda ci sił do jego przetrwania. Dlatego oddal od siebie wszystkie lęki, które podpowiada ci twoja wyobraźnia i zaufaj Panu”.


Katecheza dziewiąta:

Katecheza Jubileuszowa wrzesień

1. Jubileuszowa Droga Pojednania.

Kochani Bracia i Siostry, ta Jubileuszowe rozważanie powstało w drodze do Lisieux, miejsca w którym żyła św. Teresa od Dzieciątka Jezus. W sierpniu wyruszyliśmy na Jubileuszową Pielgrzymkę wraz z osobami bezdomnym i ubogimi z jaworznickiego "Betlejem". Czterej ubodzy idą pieszo, dziennie pokonując ok.30 km a przez 2 miesiące marszu prawie 1800 km. Trzy tygodnie później wyruszyliśmy za nimi małymi traktorkami, tak jak kiedyś, ponad 20 lat temu wyruszył pewien starszy człowiek o imieniu Alvin, by pogodzić się że swoim bratem, do którego nie odzywał się 10 lat. Naszą Pielgrzymkę nazwaliśmy Drogą Pojednania. Kiedy będziecie słuchać tych słów, będziemy już w Paryżu skąd razem z naszymi piechurami wyruszymy w ostatni etap Drogi do Lisieux. Nawiedzimy m.in. mały kościół pod Rouen, w którym został zamordowany nie tak dawno starszy ksiądz podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Chcemy się tam pomodlić za niego, za wszystkie ofiary uprzedzeń i nienawiści, ale również za sprawców tej przerażającej zbrodni. Wszyscy wiemy, że łatwiej nam modlić się za ofiary niż za sprawców. Ale przecież sam Chrystus nas o to prosi, najpierw swoim przykładem z Golgoty, gdy wołał za swoich oprawców "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią", ale i wezwaniem: " Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują" oraz "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny".

2. Św. Teresa i jej "pierwsze dziecko".

Również ponad sto lat temu, w miejscu z którego dzisiaj wyruszamy, by uczcić współczesnego chrześcijańskiego męczennika dokonano strasznej zbrodni. Człowiek o nazwisku Pranzini zamordował dwie kobiety i małą dziewczynkę. Wszyscy byli wstrząśnięci tą zbrodnią. Pranziniego skazano na karę śmierci. 12 letnia wówczas Teresa usłyszała o tej zbrodni w domu swoich krewnych, którzy znali jedną z ofiar. Reakcja Teresy była zaskakująca, zbrodniarza nazwała swoim "pierwszym dzieckiem" i postanowiła walczyć o jego zbawienie. Tak wspomina tamte dni w swoich "Rękopisach autobiograficznych: "Usłyszałam jak mówiono o wielkim zbrodniarzu, którego właśnie skazano na śmierć za ohydne zabójstwa. Wszystko wskazywało, że umrze bez skruchy. Chciałam za wszelką cenę uchronić go od piekła i użyłam po temu wszystkich wyobrażalnych środków czując, że sama z siebie nic nie mogę, ofiarował Dobremu Bogu wszystkie nieskończone zasługi Naszego Pana, skarby Świętego Kościoła, a także poprosiłam Celinę by zamówiła mszę (...) Nazajutrz po egzekucji przeczytałam, że Pranzini bez spowiedzi wszedł na szafot i już zamierzał włożyć głowę w ponury otwór, kiedy nieoczekiwanie, pod wpływem nagłego natchnienia, odwrócił się, ujął krucyfiks, który podał mu kapłan, i ucałował po trzykroć święte rany! Po czym duszę jego czekał miłosierny wyrok tego, który oświadczył, że w niebie jest więcej radości z jednego grzesznika niż z 99 sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują ... Czyż to nie widok ran Jezusa i Jego Boskiej Krwi wzbudził w mym sercu pragnienie dusz? Chciałam ich pić krwią nieskalaną, która miała obyć ich zmazy, i oto usta "pierwszego mojego dziecka" przypadły do świętych ran". Doświadczenie nawrócenia Pranziniego wzmocniło w św. Teresie pragnienie modlitwy za wielkich grzeszników. Papież Franciszek, zachęcając, nas do Jubileuszowej Pielgrzymki mówi, że pielgrzymujemy by " mniej osądzać, więcej przebaczać i być hojnym w ofiarowaniu siebie innym." Zachęcamy Was wszystkich do tej trudnej modlitwy za naszych nieprzyjaciół i tych, którzy krzywdzą i wyrządzają wielkie zło. Prośmy wspólnie naszego Miłosiernego Ojca o odwagę i siłę do takiej modlitwy. Pomyślmy dzisiaj o człowieku czy ludziach, którzy nas najbardziej w życiu skrzywdzili i pomódlmy się za nich. Nie zapomnijmy również o tych, których myśmy skrzywdzili i prośmy, by ich rany stały się dla nich źródłem światła, tak jak rany, które zadaliśmy Zbawicielowi stały się źródłem Miłosierdzia.

3. Błogosławione niepowodzenia, straty i porażki.

To jedna z tajemnic Bożego Miłosierdzia: potrafi zło i krzywdę przekuć w większe dobro.
Podczas naszej pielgrzymki mieliśmy poważną awarię jednego z traktorków, rozleciała się pompa wodna. Awarię mieliśmy w malutkiej niemieckiej wiosce, w której jest kilka domów i mieszka dosłownie kilkanaście osób. Byliśmy z tego powodu bardzo niezadowoleni, nie spodziewaliśmy się, że ktoś będzie nam w stanie tu pomóc. Opatrzność zaskoczyła nas ponad nasze oczekiwania, nie dość, że znalazł się tutaj rolnik, który sprawnie zamówił wysyłkę nowej części to jeszcze gospodarz, pod domem którego zepsuł się nasz sprzęt okazał się bardzo życzliwym i gościnnym człowiekiem a na dodatek właścicielem sklepu i serwisu kserokopiarek. Dosłownie dzień wcześniej martwiliśmy się gdzie wydrukujemy nasze foldery o Drodze Pojednania w języku niemieckim, bo nam brakło, a ilość osób, z którymi rozmawiamy o naszej Pielgrzymce jest naprawdę duża. Po trzech dniach wyruszyliśmy dalej w drogę z naprawionym traktorkiem, pięciuset folderami w językach niemieckim i francuskim, które bezpłatnie i w kolorze wydrukował nasz gospodarz. Podczas tych trzech dni postoju podwórko gdzie staliśmy stało się punktem spotkań i rozmów. Wieczór przed wyjazdem obejrzeliśmy wspólnie z naszymi gospodarzami i sąsiadami film "Prosta historia" o pojednaniu skłóconych braci. Projekcję zakończyliśmy medytacją w ciszy w intencji pokoju i pojednania na świecie. Kilka dni później od naszego gospodarza otrzymaliśmy maila, w którym nasz pobyt nazwał łaską dla niego i dla wioski.
To jest Miłosierdzie. Czasem coś się musi w naszym życiu zepsuć, coś musimy stracić, coś nas musi zatrzymać w drodze, byśmy odkryli rzeczy ukryte w Mądrości Bożej, by nas Miłosierdzie Boże wyrwało z rutyny i przypomniało o rzeczach najważniejszych.
Zachęcamy się dzisiaj nawzajem do trudnych modlitw. Prosiliśmy o odwagę modlitwy za tych, którzy krzywdzą. Poprośmy również o odwagę dziękowania Bogu za wszystkie nasze straty, porażki i niepowodzenia. Oddajmy je Bogu bez żalu i z nadzieją, że wykuje z nich rzeczy lepsze dla nas i dla innych.

4. Modlitwa ciszy o miłosierdzie, pokój i pojednanie.

Podczas naszej Drogi Pojednania odwiedziliśmy ośrodek dla bezdomnych, spotkaliśmy się z uchodźcami z Gabonu i Nigerii, gościliśmy u wielopokoleniowej rodziny polskich emigrantów. Te wszystkie miejsca i ludzie potrzebują miłości i wzajemnego przebaczenia. Codziennie ok. godz. 21.00 modlimy się przez 15 minut w ciszy o miłosierdzie, pokój i pojednanie. Zachęcamy Was do włączenia się do tej modlitwy podczas trwania Jubileuszowej Pielgrzymki, czyli do końca września. Wszystkich tych, którzy nas wspierają w Drodze Pojednania zawierzymy św. Teresie w Lisieux, 1 października w jej święto.

Z pielgrzymkowym pozdrowieniami i modlitwą,

ks. Mirosław Tosza z przyjaciółmi.

PS. Relację z Drogi Pojednania można śledzić na stronie Wspólnoty Betlejem www.betlejem.org


Katecheza dziesiąta:

MĘCZENNICY MIŁOSIERDZIA

1. Drodzy Bracia i Siostry, miesiąc temu dzieliliśmy się z wami przeżyciami i przemyśleniami z Drogi Pojednania – Jubileuszowej Pielgrzymki osób bezdomnych i ich przyjaciół do Lisieux. Dziękujemy Wam wszystkim za modlitwę, o którą prosiliśmy w intencji pokoju i pojednania. Dzięki Bogu udało się nam bezpiecznie dotrzeć do celu: nasi piechurzy przeszli 1700 km, a pielgrzymka traktorkowa pokonała ponad 2000 km. Czas pielgrzymki był czasem wielkiej łaski, trudu i ofiary. Pielgrzymowaliśmy w różnych intencjach, spotkaliśmy bardzo wielu ludzi, którzy byli zachwyceni i wzruszeni naszą pielgrzymką. Spotkaliśmy również wielu świadków miłosierdzia, ludzi, przez których miłosierdzie staje się bliskie, konkretne i wcielone. Pozwólcie, że opowiemy Wam o jednym z nich. Na naszym pielgrzymkowym szlaku zatrzymaliśmy się w Sainte Etienne de Rouvray.

2. Sainte Etienne (czyt. Santetien) to nazwa miasta, a właściwie przedmieść Rouen. Sainte Etienne to wezwanie kościoła, w którym trzy miesiące temu został zamordowany podczas sprawowania mszy św. Ks. Jacques Hamel. Sainte Etienne to święty Szczepan, pierwszy chrześcijański męczennik, diakon kościoła jerozolimskiego, ukamienowany w jednej z bram miasta.

Przyjechaliśmy tam w sobotni wieczór,w kościele św.Teresy właśnie kończyła się msza święta. Przez plac kościelny przechodzili muzułmańscy mężczyźni ubrani w długie, tradycyjne stroje. Udawali się na wieczorną modlitwę do meczetu położonego w sąsiedztwie. Na tym samym placu, ubrany w białą albę i stułę stał proboszcz, ks. Auguste Moanda-Phuti żegnając uczestników wieczornej liturgii. Przy drzwiach wyjściowych przyklejone zdjęcie ks. Hamelaz informacją o ponownym otwarciu kościoła św. Szczepana w najbliższą niedzielę (od czasu zabójstwa kościół pozostawał zamknięty). Zastanawialiśmy się Jak zabójstwo księdza wpłynęło na ich wzajemne relacje? Czy pogłębiło nieufność i wzajemny dystans? Czy ludzie stali się bardziej podejrzliwi? Czy wśród muzułmańskich mieszkańców tej dzielnicy pojawia się na widok zdjęcia zamordowanego starca (ks. Hamel miał 86 lat) jakieś poczucie winy? Czy choć trochę utożsamiają się z młodymi mordercami, którzy z okrzykiem Allahu akbar podcinali mu gardło? Czy ich czyn budzi w nich odrazę czy obojętność? Czy jest im za nich wstyd?

Czarnoskóry proboszcz w białej albie od czas do czasu skinieniem głowy pozdrawiał idących do meczetu mężczyzn. Czy spodziewają się od Boga, którego idą wychwalać płaczu na czynem swoich dzieci, opętanych nienawiścią i żądnych krwi niegroźnego starca? Czy jego wyznawcy proszą o litość i przebaczenia tego potwornego grzechu?

Po przedpołudniowej mszy rozmawialiśmy z miejscową katechetką. Ze łzami w oczach mówi o Hamelu: "On mnie chrzcił, uczył wierzyć, dzisiaj ja przekazuję wiarę tym, którzy przygotowują się do chrztu. Razem z dziećmi zrobiliśmy plakat: obumarłe w ziemi ziarno wypuszcza trzy kłosy, które układają się w kształt krzyża. Na ziarnach wypisane są imiona dzieci. Plakat przyklejony do ściany obok zdjęcia ks. Hamela. Modlimy się, by śmierć księdza zaowocowała większą wiarą w tych dzieciach. "

Z kościoła św. Teresy do kościoła św.Szczepana jest około 4 km. Wyruszamy w deszczu, gdy dojeżdżamy na miejsce zaczyna świecić słońce... "Kto we łzach sieje żąć będzie w radości”. (psalm)

Odmawiamy koronkę do Bożego Miłosierdzia za ofiarę i za morderców. Modlimy się o pokój, przebaczenie i zwycięstwo Bożego Ducha nad wszelką nienawiścią, przemocą i terrorem. Kilkanaście kilometrów stąd, 600 lat temu spalono na stosie Joannę D'Arc. Nie spalili jej muzułmańscy ekstremiści... W niesprawiedliwym procesie brał udział skorumpowany biskup, sędziowie suto opłacani każdego dnia byli ochrzczeni, a na ich ustach pewnie nie raz pojawiło się imię Chrystusa... Nienawiść, podłość i chciwość są ponadkonfesyjne. Są pokusą każdego ludzkiego serca, zranionego grzechem pierworodnym.

3. Papież Franciszek, podczas mszy św. odprawianej w Domu św. Marty w Watykanie w intencji zamordowanego księdza powiedział: „Chrześcijanie, którzy dziś cierpią – czy to w więzieniu, oddając życie, czy poprzez tortury, by nie wyprzeć się Jezusa Chrystusa – ukazują okrucieństwo tego prześladowania. To okrucieństwo, użyjmy tego słowa, jest szatańskie. Jak dobrze by było, by wszystkie wyznania religijne powiedziały: zabijanie w imię Boga jest czynem szatańskim”. Papież ujawnił też, że w zamordowanym księdzu jest coś, co skłania go do głębokiego zastanowienia: „Pośród tej chwili trudnej, tej tragedii, nie stracił jasności umysłu, by oskarżyć i jasno nazwać po imieniu zabójcę. Powiedział jasno: Idź precz, szatanie!” Franciszek zachęca nas, by modlić się za wstawiennictwem nowego męczennika: „Powinniśmy prosić go, aby nam dał łagodność, braterstwo, pokój, a także odwagę, by mówić prawdę: zabijanie w imię Boga jest szatańskie”.

4. Do zamkniętej kraty kościoła przyczepiamyprzy zdjęciu ks. Hamela ikonę Michała Archanioła i pocztówkę ze św. Teresą. My też mamy nadzieję, że "gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze bardziej rozleje się łaska".

5. Dlaczego Słowo proroków, świadków miłosierdzia spływa krwią? Bo głoszą nam słowo, które wymaga od nas krwi, potu i łez. Nie głoszą taniej pociechy, nie głaszczą naszych sumień, ale wzywają nas do nawrócenia i zmiany życia. A to zawsze kosztuje. Nie chcemy przelewać własnej krwi, nie chcemy płacić zbyt wysokiej ceny za przynależność do Chrystusa, dlatego uciszamy proroków, dlatego ich słowo spływa krwią. Kiedyś Jezus powiedział do Piotra, który nie chciał słyszeć o oddaniu życia i przelaniu krwi: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Zawstydzeni wyznaniem i wiernością naszych braci męczenników miejmy odwagę prosić Chrystusa, by powiedział to również do nas:

Jezu, gdy szukam przy Tobie wygodnego życia, powiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Jezu, gdy chcę iść za Tobą, ale nie chcę brać swojego krzyża, powiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Jezu, gdy na zło chcę odpowiadać złem, na nienawiść nienawiścią, na przemoc przemocą, powiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Jezu, gdy z Twojej Ewangelii chcę wybierać tylko te słowa, które mnie pocieszają a odrzucać te które mnie zawstydzają i obnażają, powiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Jezu, gdy chcę przeżywać swoje chrześcijaństwo na wygodnej kanapie a nie w trudzie drogi, powiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Jezu, gdy w imię wolności i niezależności żądam przelania krwi, tych którzy jeszcze nie mogą mówić, powiedz: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Jezu, daj nam miłość wolną od interesów, przebaczenie pośrodku a nie obok ran, poświęcenie bez cierpiętnictwa, pogodę ducha i nadzieję, tam gdzie swoje żniwo chcą zebrać prorocy czarnejrozpaczy

Św. Szczepanie, módl się za nami.

Św. Tereso, módl się za nami.

Hamelu, męczenniku módl się za nami.

"Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią"

"Jezu, nie poczytuj im tego grzechu"


Ks. Mirosław Tosza i Pielgrzymi ze Wspólnoty „Betlejem”

(O Pielgrzymce bezdomnych do Lisieux możemy więcej przeczytać na stronie www.betlejem.org, dużo zdjęć, relacji z trasy, filmów)


Katecheza jedenasta:

ZaMknięte drzwi - otwarte serca

Dzisiejszą niedzielą kończymy w Kościele Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, ale na dzisiejszej niedzieli nie kończy się czas Miłosierdzia. Starożytni chrześcijanie, pisząc o Chrystusie Królu Wszechświata jako Początku i Końcu, Alfie i Omedze, literę Alfa pisali dużą literą, a literę Omega – oznaczającą koniec, małą literą. W ten sposób dawali do zrozumienie, że dla nich każdy koniec jest nowym początkiem i że do końca nie należy ostatnie słowo.

Koniec Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia jest początkiem Nowej Ery Miłosierdzia, tak przynajmniej pragnie tego papież Franciszek. W bulli jubileuszowej napisał:

„Rok Jubileuszowy zakończy się w uroczystość liturgiczną Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, 20 listopada 2016 roku. W tym dniu, zamykając Drzwi Święte, będziemy kierować nasze myśli z wdzięcznością i dziękczynieniem do Trójcy Przenajświętsze za to, że udzieliła nam tego szczególnego czasu łaski. Powierzymy Chrystusowi Panu Życie Kościoła, całej ludzkości i ogromnego kosmosu, prosząc o wylanie Jego miłosierdzia jak rosy porannej, aby owocna stała się historia, którą mamy tworzyć w najbliższej przyszłość z zaangażowaniem wszystkich. O jakże pragnę, aby nadchodzące lata były naznaczone miłosierdziem tak, byśmy wyszli na spotkanie każdej osoby, niosąc dobroć i czułości Boga do wszystkich, tak wierzących jak i tych, którzy są daleko, niech dotrze balsam miłosierdzia jako znak Królestwa Bożego, które jest już obecne pośród nas.”

W dzisiejszą Uroczystość  dziękujemy za ten wyjątkowy czas w Kościele i Świecie. Kierujemy to dziękczynienie do Trójcy Przenajświętszej: Ojca, który jest cierpliwy i miłosierny, Syna, w którego obliczu możemy to miłosierdzie i cierpliwość zobaczyć i Ducha Świętego, który w tym błogosławionym czasie natchnął i zapalił tylu ludzi wierzących do modlitwy, myślenia i działania pełnego miłosierdzia.

W dniu dzisiejszym powierzamy również Chrystusowi, Królowi Wszechświata, Życie Kościoła, całej ludzkości i ogromnego kosmosu i prosimy o wylanie Jego miłosierdzia, aby historia, którą tworzymy, nie była bezpłodna i bezowocna.

O to prosimy również dla całej naszej Ojczyzny w akcie Zawierzenia Chrystusowi Królowi Wszechświata. To zawierzenie nie jest aktem tryiumfalistycznym, ale wyrazem gotowości do pokornej i wytrwałej służby wszystkim bez wyjątku ludziom, bez podziału na wiernych i niewiernych, swoich i obcych. Papież porównuje miłosierdzie do rosy porannej, która pokrywa całą łąkę, a nie tylko wybrane przez nią rośliny…

Prośmy dzisiaj, by i w nas wzrastało „pragnienie wychodzenia z przesłaniem miłosierdzia do każdej spotkanej osoby, pragnienie niesienia dobroci i czułości Boga do wszystkich, tak wierzących jak i tych, którzy są daleko”.

Jako owoc Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia i Jubileuszowej Pielgrzymki Pojednania Wspólnota „Betlejem” z Jaworzna opracowała Manifest Życzliwości. Wierność temu Manifestowi to nasze jubileuszowe postanowienie. Dzielimy się nim z Wami z nadzieją, że punkty tego Manifestu zachęcą nas wszystkich do praktykowania życzliwości, która jest jednym z pierwszych, podstawowych kroków na drodze miłosierdzia i czyni świadectwo chrześcijan wiarygodnym.

„Jesteśmy bezdomni”.

Jesteśmy chrześcijanami, uczniami Pana, który polecił nam rozsiewać miłość. Miłość, która nigdy nie ustaje. Która jest cierpliwa i nikomu nie wyrządza krzywdy. Pragniemy, by jubileuszowy rok miłosierdzia trwał nadal. Dla nas on się nie kończy, lecz wyznacza początek nowej drogi – drogi miłości. Wyruszamy w trasę z sercem na ręku oraz manifestem życzliwości do wszystkich ludzi dobrej woli. Zapraszamy każdego, by przyłączył się do nas, czyniąc zeń swój własny program wędrówki przez życie.

Manifest życzliwości

1. Jestem życzliwy. Jestem życzliwy dla każdego bez wyjątku. Każdego uważam za brata lub siostrę. Nie ma już dla mnie wierzących czy niewierzących, Żydów czy Chrześcijan, Muzułmanów czy Buddystów, Polaków czy imigrantów, lecz wszystkim we wszystkich jest Miłość.

2. Nie używam słów aroganckich, poniżających, złośliwych, destrukcyjnych. Nie deprecjonuję ludzi myślących inaczej niż ja, podejmuję z nimi dialog w duchu życzliwości. Szanuję każdego bez wyjątku. Nikim nie pogardzam.

(Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. – Ef 4, 29)

3. Dążę do pokoju, pojednania i zgody. Nie wprowadzam podziałów w społeczeństwie. Buduję mosty. Nie wykorzystuję nikogo do własnych celów. Nie mam wrogów – ani politycznych ani osobistych.

(Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z cała pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. – Ef 4, 1-3)

4. Jestem człowiekiem nadziei. Nie sieję defetyzmu, nie straszę, nie wprowadzam zamętu, nie jestem podejrzliwy.

(Miłość wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje, wszystko przetrzyma.- 1 Kor 13, 7)

5. Pielęgnuję ciszę. Więcej słucham niż mówię.

(Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. – Mt 5, 5)

6. Służę i daję swój czas jak Samarytanin. Czynię ziemię gościnną dla każdego, otwieram drzwi serca oraz własnego domu dla potrzebujących.

(Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mieście uczynili – Mt 25, 40)

7. Kocham świat i przyrodę, nie zaśmiecam jej i nie niszczę przez bezmyślność i chęć dominacji.

O jakże pragnę, aby nadchodzące lata były naznaczone miłosierdziem tak, byśmy wyszli na spotkanie każdej osoby, niosąc dobroć i czułość Boga! Do wszystkich, tak wierzących jak i tych, którzy są daleko, niech dotrze balsam miłosierdzia jako znak Królestwa Bożego, które jest już obecne pośród nas.

(Franciszek, Misericoriae vultus)