Pyrzowice - Parafia

Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Katechezy fatimskie

Katecheza pierwsza:

„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1-2)

JEDNO OBJAWIENIE PUBLICZNE I WIELE OBJAWIEŃ PRYWATNYCH

W historii rajskiej człowiek był w ustawicznym kontakcie z Bogiem i nie potrzebował specjalnych objawień. Dopiero grzech zerwał tę spontaniczną więź stworzenia ze Stwórcą. Odtąd raj pozostał zamknięty dla ludzi, a Boży plan zbawienia był stopniowo objawiany jednostkom pełniącym w nim szczególną rolę. Dokonywało się to na różne sposoby, ale najbardziej uroczyste i spektakularne były nagłe objawienia samego Boga, który chciał oznajmić ludziom swoją wolę. To nie bez znaczenia, że Pan Bóg jest podejmującym inicjatywę: pierwszy wychodzi nam na spotkanie. Następuje dokładne odwrócenie mentalności pogańskiej. Ewenementem chrześcijańskiego Objawienia pozostaje fakt, to nie człowiek szuka Boga, lecz Bóg szuka człowieka. Judeochrzescijaństwo jest więc religią wybitnie profetyczną tzn. że jest ono całkowicie zakorzenione w nadprzyrodzonych objawieniach i widzeniach. Pan Bóg jest świetnym pedagogiem, dlatego objawiał nam siebie STOPNIOWO: w historii patriarchów, w przepowiadaniu proroków, aż objawił się w pełni w osobie swojego Syna Jezusa Chrystusa. W Katechizmie i dokumentach ostatniego Soboru zostało to mocno podkreślone: Syn Boży, który stał się człowiekiem, jest jedynym, doskonałym i ostatecznym Słowem Ojca. W Nim powiedział On wszystko i nie będzie już innego Słowa oprócz Niego. W Chrystusie objawienie zostało doprowadzone do końca i do doskonałości. Bóg powiedział wszystko, co miał do powiedzenia, tzn. że w Chrystusie najpełniej wypowiedział samego siebie. Objawienie publiczne się zakończyło. Wyklucza się wszelkie próby: pomniejszania, poszerzania, fałszowania lub rozmywania Słowa Bożego, które miały już miejsce w czasach apostolskich. Konsekwencje takiego postępowania jasno przedstawia św. Paweł: Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię inną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! Przyjęcie Objawienia publicznego, które jest zawarte w Piśmie Świętym jest konieczne do osiągnięcia zbawienia, dlatego tak zdecydowana reakcja Apostoła Narodów. Po Zesłaniu Ducha Świętego młodemu Kościołowi towarzyszyło jednak mocne przekonanie, że dar charyzmatów i objawień nadal będzie w nim obecny aż do końca czasów. Dlatego wspomniany wcześniej apostoł w innym miejscu napisze: Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie.

Objawienie publiczne się zakończyło, ale Kościół który go strzeże, nie jest skazany na wpatrywanie się wyłącznie w przeszłość i jałowe powtarzanie. Objawienie zostało zakończone, nie jest jednak jeszcze do końca wyjaśnione i zadaniem wiary chrześcijańskiej w ciągu wieków jest stopniowe wnikanie w jego znaczenie. Oznacza to możliwość wzrostu zrozumienia Słowa Bożego z upływem czasu. Powstaje w tym miejscu delikatna przestrzeń, w której objawienia prywatne znajdują swoje miejsce oraz sensowną i celową funkcje do spełnienia. Wprawdzie nic nowego nie wnoszą do depozytu wiary i nauczania Kościoła, ale pozwalają jakąś prawdę biblijną odczytać w sposób nowy, świeży, odkrywczy, interesujący. Mając jeszcze żywo w pamięci miniony rok, warto sobie uświadomić ile dobra przyniosły Kościołowi obchody Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia czy Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, które w pewnym sensie były owocem objawień prywatnych udzielonych św. Faustynie. Prawda, że Bóg jest miłosierny jest głoszona przez Kościół od początku, ale o ile uboższa byłaby nasza świadomość i przeżywanie tej prawdy, gdyby nie nowe formy kultu objawione apostołce Bożego Miłosierdzia. Dzienniczek św. Faustyny jest aktualnie najczęściej tłumaczoną polską książką na języki obce. Obchody 1050. rocznicy Chrztu Polski zakończyliśmy narodowym aktem uznania Chrystusa za Króla i Pana. Prawda, że Jezus z Nazaretu jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem i Królem ma głębokie uzasadnienie biblijne, ale istotnym bodźcem rozeznania, opracowania i złożenia tak ważnego narodowego aktu, były objawienia udzielone Służebnicy Bożej Rozalii Celakównie. Objawienia prywatne pełnią więc zawsze funkcję służebną wobec Kościoła, mogą jednak na pewnym etapie dziejów dawać pewien wyraźny duchowy impuls do głębszego uświadomienia, przyjęcia, przeżycia, realizacji pewnej prawdy biblijnej.

Objawienia prywatne zwykle dają początek sanktuariom. Św. Jan Paweł II zauważył: Są czasy i miejsca, które Bóg obiera, aby w nich w sposób szczególny ludzie doświadczali Jego obecności i Jego łaski. A ludzie wiedzeni zmysłem wiary przychodzą do tych miejsc, bo mają pewność, że rzeczywiście stają przed Bogiem, który jest tam obecny. W Starym Testamencie Bóg chciał świątyni, w Nowym Maryja też często o nią prosi, aby na danym miejscu chwała Boża wzrastała. Obecnie największe i najbardziej znane sanktuaria maryjne na świecie (Guadalupe, Lourdes, Fatima, La Salette) są związane z objawieniami. One jakby pieczętują status wybrania danego miejsca. Zwykle podczas objawienia jest przekazywane orędzie, które jest aktualizacją jakiegoś wezwania Ewangelii w danym miejscu i czasie. Akcentuje jakąś jego prawdę. Może to być zaproszenie do modlitwy, pokuty, wynagrodzenia, uczynków miłosierdzia. Wszystkie te wezwania są obecne w Piśmie Świętym, ale fakt objawienia, czy prośba Matki Bożej, bardziej motywuje wiernych do tego, by na serio wprowadzać je w życie. Sanktuarium jest miejscem gdzie obficiej możemy korzystać ze środków zbawienia: spowiedzi, Eucharystii, słuchania Słowa Bożego. Istnieje prawdopodobieństwo, że w takim szczególnym miejscu Słowo Boże zapadnie jakoś głębiej i wewnętrznie nas poruszy, sprawiając powrót do Boga, Kościoła, sakramentów nawet po wielu latach niepraktykowania.

Pasterz naszej diecezji, wspominając w swoim przesłaniu kolędowym do diecezjan o 100. rocznicy objawień fatimskich wyraził życzenie: Bardzo was proszę o dokładne zapoznanie się z treścią tego ciągle aktualnego przesłania, mówiącego o niebezpieczeństwach grożących ludzkości i sposobach ich uniknięcia. Zgodnie z intuicją i życzeniem biskupa Grzegorza, w bieżącym roku podjęte zostaną pewne duchowe inicjatywy: w cyklu comiesięcznych katechez, będziemy starali się lepiej poznać treść fatimskiego orędzia, by owocniej realizować je w życiu. W tym roku powinniśmy się czuć szczególnie zaproszeni do uczestnictwa w nabożeństwach fatimskich a także do odprawienia, zgodnie ze wskazaniami Matki Bożej, nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca wynagradzających Niepokalanemu Sercu Maryi. Natomiast w dniu 25. rocznicy powstania naszej diecezji, która przypadnie dokładnie 25 marca, w sosnowieckiej katedrze zostanie odprawiona Msza św. dziękczynna, w czasie której poświęcone zostaną figury Matki Bożej Fatimskiej i przekazane przedstawicielom wszystkich parafii naszej diecezji. Od tego dnia Matka Boża w znaku figury będzie peregrynować w każdej parafii od domu do domu, od rodziny do rodziny. Będzie to wspaniała okazja, by podziękować Matce Bożej za dobro, jakie spływa na nas przez Jej ręce, oraz zawierzyć Jej trudne sprawy z naszych rodzin.

Wielu z nas z powodu ograniczeń zdrowotnych, finansowych i czasowych, nie będzie mogło w tym szczególnym, jubileuszowym roku pielgrzymować do Fatimy. Wielu jedynie przeglądając album lub oglądając film zobaczy Kaplicę Objawień, bazylikę różańcową z grobami: Łucji, Hiacynty i Franciszka czy rodzinne domy pastuszków w wiosce, w której się wychowali. Nie to jest jednak najważniejsze. Istotą tego roku jest ponowne odkrycie i głębokie zrozumienie przesłania Matki Bożej oraz realizacja próśb, które nam przekazała. Mimo że prośby i życzenia skierowane przez Maryję zostały 100 lat temu, nie uległy przedawnieniu, podobnie jak nie przestają być aktualne wezwania Ewangelii. Uważnie obserwując duchową kondycję  współczesnego świata można odnieść wrażenie, że dzisiaj są może nawet bardziej aktualne niż kiedyś. Ojciec Święty Benedykt XVI zaznaczył: Łudzi się ten, kto sądzi, że prorocka misja Fatimy została zakończona.

 

Ks. M. Dydak, Miejsce i ranga objawień prywatnych w świadomości Kościoła, Kraków 2003.


Katecheza druga:

„A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?”
(Łk 1, 43)

Objawienia maryjne

Św. Łukasz, który jako jedyny ewangelista opisał nam scenę nawiedzenia, przekazał wymowne pytanie, które zadała zaskoczona Elżbieta na widok przyszłej Matki Mesjasza: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” Maryja przybyła do Elżbiety, ponieważ została powiadomiona przez anioła podczas zwiastowania, że Jej krewna oczekuje dziecka. Była świadoma trudności, które w związku z tym faktem mogły się pojawić u kobiety podeszłej w latach, dlatego bez ociągania, z pośpiechem przybyła, by okazać pomoc. Elżbieta ucieszyła się nie tylko zwykłą, ludzką obecnością Maryi i wsparciem, które zostało jej ofiarowane, ale przede wszystkim obecnością Pana, który dyskretnie ukryty przybywa pod sercem swej Matki. Maryja jest „pełna łaski” tzn. pełna Boga. Jej obecność w Ain Karim jest znakiem i gwarantem obecności i zatroskania Boga o nasze ludzkie, zwyczajne, codzienne potrzeby.

Pytanie zaskoczonej Elżbiety, przez ponad dwadzieścia wieków istnienia Kościoła powtarzają ludzie różnego wieku i kultur, duchowni i świeccy, którzy doświadczyli nadzwyczajnej obecności Matki Chrystusa w czasie tzw. objawień. Jak kiedyś przez Boga ukazana Jej została sytuacja Elżbiety, tak dzisiaj w Bogu Maryja widzi duchową sytuację świata i przychodzi mu z pomocą. Maryja widzi nas w Bogu na tyle na ile Bóg zechce Jej to objawić. Na mocy Jezusowego testamentu z krzyża nieustannie wstawia się przed Panem i wyprasza potrzebne łaski poszczególnym osobom, narodom i Kościołowi. Przez fakt ukazania potwierdza swoją szczególną obecność w danym miejscu, czasami przekazuje słowne orędzie lub pozostawia jakiś matczyny, nadzwyczajny znak, który bywa czasami bardziej wymowny i wstrząsający niż słowne przesłanie. Łzy matki przemawiają mocniej niż słowa.

Pierwszego maryjnego objawienia już ok. 40 roku miał doświadczyć św. Jakub Apostoł, który ewangelizował tereny dzisiejszej Hiszpanii. Zrażony niepowodzeniem swej misji ujrzał Maryję stojącą ”na kolumnie”, która umocniła go w głoszeniu Dobrej Nowiny aż do jego męczeńskiej śmierci. Wydarzenie to dało początek największemu sanktuarium „del Pilar” w Saragossie i do dziś jest obchodzone jako hiszpańskie święto narodowe. Wizje maryjne zwykle są wydarzeniem jednorazowym, cyklicznym lub nieregularnie powtarzają się przez dłuższy okres czasu. Precedensem pozostają objawienia we francuskim Laus, które trwały 54 lata, a ich wiarygodność urzędowo została potwierdzona przez Kościół. Od pierwszego do dziewiętnastego wieku odnotowano ok. pięćset takich wydarzeń. W samym wieku dwudziestym zanotowano ich tyle samo. Patrząc przez pryzmat wiary na miniony wiek i niespotykaną dotąd w historii ludzkości częstotliwość objawień, fakt ten zwykle łączono z pojawieniem i rozprzestrzenieniem systemów wprost negujących istnienie Boga: faszyzmu, stalinizmu a szczególnie komunizmu, który w szczytowym momencie objął 1/3 ludzkości i spowodował niespotykaną dotąd eskalację zła: prześladowań, cierpienia i śmierci.

Maryja w czasie objawień zawsze daje wyraz troski o całego człowieka: o jego los doczesny i wieczny. Ukazując się przestrzega ludzkość przed zagrożeniami fizycznymi jak głód, choroby, cierpienia, wojny a przede wszystkim przed zagrożeniem duchowym, którym jest wieczne potępienie. Jednocześnie podaje ludziom skuteczne środki przezwyciężenia zła. Najczęściej pojawiającym się zaproszeniem jest ewangeliczne wezwanie powrotu do Boga, które wyraża się w systematycznej modlitwie, umartwieniu, przystępowaniu do sakramentów i przestrzeganiu przykazań. Nawet jeżeli w czasie objawień pada zapowiedź kary za grzechy, przyszłość zawsze jest uzależniona od nawrócenia ludzi. Światem nie rządzi przypadek czy nieodwracalne fatum, na które nie mamy wpływu. To Bóg jest panem historii i tylko przy Nim ludzkość może czuć się bezpieczna.

W szerokiej panoramie współczesnych wydarzeń nadprzyrodzonych, żadnemu objawieniu prywatnemu Kościół nie poświecił tyle uwagi, co objawieniom w Fatimie. Zaangażowanie kolejnych papieży, ich wypowiedzi i pielgrzymki do tej małej miejscowości, która w 1917 roku nie była nawet zaznaczona na mapach Portugalii, uczyniły z Fatimy najważniejsze objawienie minionego wieku. Maryja na swoich świadków i przekazicieli swojego orędzia wybrała dzieci, które nie umiały czytać i pisać. Kiedy mówiła o nawróceniu Rosji, dzieci sądziły że chodzi o jakąś grzeszną kobietę. Ukazała się w szczególnym momencie historii. W czasie trwania objawień przed bazyliką św. Piotra w Rzymie defilowały dumne pochody masonerii z bluźnierczymi sztandarami, na których Lucyfer deptał św. Michała Archanioła. Pani ostrzegała, że jeżeli ludzkość nie przestanie obrażać Boga grzechami, po kończącej się wojnie rozpocznie się druga, która pochłonie więcej ofiar niż pierwsza. Zapowiedziała, że w przyszłości przybędzie prosić o szczególne poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Jeżeli do takiego religijnego aktu dojdzie Rosja się nawróci i nastanie pokój. Jeżeli nie, rozszerzy swe nauki na cały świat, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni a Ojciec Święty będzie dużo cierpiał. Wizja fatimska uświadamia nam dobitnie jak bardzo zorganizowane, wpływowe i potężne potrafi być zło. Mali wizjonerzy byli wstrząśnięci obrazem prześladowań posuniętych aż do ofiary z życia osób świeckich, duchownych a nawet samego papieża. Objawienia maryjne ukazują nam zatem w przystępny i wymowny sposób aktualną duchową kondycję świata i zapraszają do wzięcia odpowiedzialności za dobro. Zachęcają do dziecięcej, pokornej, prostej i ufnej modlitwy, która zdobywa serce Boga i uśmierza Jego sprawiedliwy gniew. Ukazują wartość pokuty i wyrzeczenia, które potwierdzają nasze panowanie nad sobą oraz są skutecznym, ewangelicznym środkiem w walce ze złem. Jak zauważył szwajcarski kardynał Hans Urs von Balthasar, istnieje właściwie tylko jedno niebezpieczeństwo związane z objawieniami Maryi: że ludzie przejdą obok obojętnie, po prostu ich nie zauważając.

Dziwne są zrządzenia Bożej Opatrzności. Gdy w Rosji dojrzewają potężne struktury zła w postaci nowej, utopijnej ideologii społecznej, która w przyszłości pochłonie miliony ofiar, Bóg wybiera zapomnianą miejscowość, niewykształcone dzieci oraz ubogie i proste duchowe środki: akt poświęcenia i nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, praktykowane w pierwsze soboty miesiąca. Tak walczy Bóg. Posługuje się tym co małe, proste i pokorne, by odnieść zwycięstwo nad tym, co wielkie, potężne i pyszne. Fatima to echo małego, zapomnianego i pogardzanego Nazaretu, w którym Bóg odnalazł zwyczajną, prostą i pokorną Dziewczynę, od której rozpoczął realizację swego największego dzieła - zbawienia świata.


Katecheza trzecia:

BYLIŚMY ODKUPIENI KRWIĄ,

CZY MOŻEMY SIĘ ZBAWIĆ NIE CIERPIĄC?

św. Brat Albert Chmielowski

Symbolicznym posypaniem głów popiołem w Środę Popielcową rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu. Po raz kolejny w naszym życiu podarowany został nam czas szczególnej łaski, okazja do wewnętrznego oczyszczenia, odnowienia, wyzwolenia serca. Nawrócenie jest zawsze łaską. Objawienie biblijne nas przekonuje, że Pan Bóg po sytuacjach grzechu zawsze wykonuje pierwszy krok w kierunku człowieka, nieustannie go szuka i zawsze jest  gotowy do pojednania, wciąż zaprasza do wspólnoty. Odpowiedź na ten Boży apel domaga się ze strony człowieka szczerego nawrócenia i postawy skruchy. Już od pierwszych kart Biblii rozlega się nieustanne, pełne troski wołanie Boga o powrót Jego grzesznych dzieci. To wołanie przekazują prorocy, szczególnie: Amos, Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel, Jan Chrzciciel. Chrystus, głosząc Dobrą Nowinę, podkreśla, że w nawróceniu zawsze najważniejsza jest przemiana serca. Na zewnątrz wyraża się ona w pokornej, ufnej prośbie: Boże, miej litość dla mnie grzesznika  (Łk 18,13) i szczerym postanowieniu poprawy. Największa przeszkoda do naszego nawrócenia czasami tkwi w nas samych, a szczególnie w naszym poczuciu samowystarczalności  pod wszystkimi jego postaciami, począwszy od przywiązania do dóbr materialnych, aż do pełnego zarozumiałości zadufania w sobie. A za przyzwoleniem człowieka zło w ludzkiej naturze potrafi zakorzenić się bardzo mocno. Rozczarowanym apostołom, którzy nie mogli wyrzucić złego ducha, Pan Jezus tłumaczył, że istnieją tak silne rodzaje zniewolenia w człowieku, że nie wystarczy nawet najbardziej gorąca i pełna wiary modlitwa. Można je pokonać „tylko modlitwą i postem” (Mk 9,29). Potrzebna jest pokuta
i wyrzeczenie, by doszło do przełamania zła, do uwolnienia. W Apokalipsie czytamy,
że mimo głoszenia Słowa, wielu ludzi nie zrozumie znaczenia klęsk przewijających się przez historię i uporczywie, trwając w grzechach, będzie odsuwać myśl o pokucie.

Wezwanie do praktykowania pokuty przez podejmowanie różnych form wyrzeczenia
i umartwienia jest szczególnie mocno wyakcentowane w przesłaniu objawień fatimskich. Według relacji trójki widzących, trwająca I wojna światowa była skutkiem grzechów, przez które ludzkość obraziła sprawiedliwego Boga. Dzieci przestrzegały, że jeżeli ludzie się nie nawrócą i nie będą pokutować, nieszczęścia się spotęgują i nastanie II wojna, która będzie gorsza od poprzedniej. Łucja, Franciszek i Hiacynta zostali poproszeni o pokutę najpierw przez Anioła Stróża Portugalii, który objawił im się trzykrotnie w 1916 r. , przygotowując ich na przybycie Matki Bożej. Anioł nauczył dzieci modlitwy, mającej pewne cechy wspólne
z powszechnie znaną koronką do Bożego Miłosierdzia. Bożemu Majestatowi jako zadośćuczynienie za ludzkie grzechy, którymi nieustannie jest obrażany, z prośbą
o nawrócenie biednych grzeszników, ofiarujemy: Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę
i Bóstwo Jezusa Chrystusa obecne na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi
… Treść przekazanej modlitwy mocno nam uświadamia, że przede wszystkim Męka Chrystusa i związane z nią cierpienia Matki Bożej, są pierwszym i najważniejszym źródłem wynagrodzenia Bogu za grzechy ludzkości. W naszych modlitwach odwołujemy się do nieskończonej wartości tego, co Chrystus już uczynił dla nas na Kalwarii i nieustannie ponawia w czasie każdej Mszy Świętej. W Modlitwie Anioła w imię braterskiej miłości prosimy o przebaczenie dla tych, którzy w Boga nie wierzą, nie uwielbiają Go, nie ufają Mu i Go nie kochają. Opis wizji anioła, wzywającego do pokuty, pojawi się jeszcze w trzeciej części tajemnicy fatimskiej, spisanej przez Siostrę Łucję w późniejszym czasie. Dzieci zobaczyły anioła z ognistym mieczem w lewej ręce, który iskrząc się wyrzucał języki ognia, mające podpalić świat. Anioł, wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: pokuta, pokuta, pokuta. Prośba
o wynagrodzenie była również powtórzona później przez Matkę Bożą. Już podczas pierwszego objawienia w maju 1917 r. zapytała dzieci: Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników? Będziecie musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą. W czasie czwartego objawienia Maryja zdecydowanie ponowiła swoją prośbę: czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie. Nie mają bowiem nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.

Na mocy sakramentu chrztu wszyscy zostaliśmy włączeni do Kościoła i staliśmy się jego żywymi członkami. Używając porównania św. Pawła, jesteśmy ze sobą powiązani i za siebie odpowiedzialni,  jak różne organy tego samego ciała. Apostoł Narodów napisze o sobie w Liście do Kolosan, że  w swoim ciele dopełnia braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (Kol 1,24). Każdy chrześcijanin jest zaproszony do podobnego „dopełniania” zbawczego dzieła Chrystusa przez ofiarowanie Panu Bogu swojego cierpienia. Czasami dotyka nas ono w życiu na tyle sposobów, że nie musimy szukać specjalnej okazji, by pokutować. Uważna lektura pism wielu mistyków i świętych uświadamia nam, że im głębsza jest nasza miłość do Chrystusa, Kościoła i dusz, tym większa gotowość i pragnienie przyjęcia cierpienia oraz ofiarowania go Bogu dla zbawienia świata.

Podczas procesu beatyfikacyjnego Hiacynty i Franciszka  teologowie zastanawiali się, czy to możliwe, żeby małe dzieci w ciągu swojego życia  praktykowały cnoty teologiczne
i kardynalne w stopniu tak heroicznym, by Kościół po ich śmierci mógł publicznie potwierdzić ich świętość. Współczesny człowiek przyzwyczajony do wygody powinien się chyba czuć zawstydzony, czytając zachowane świadectwa o tym, jak nasi mali fatimscy wizjonerzy w dzień i w nocy mieli na sobie sznur pokutny, jak wkładali kamyki do butów idąc na pastwisko, by poczuć ból, jak oddawali swe południowe posiłki owcom, by poczuć głód. A wszystko w jednym celu: by swoje cierpienie ofiarować Panu Bogu za nawrócenie grzeszników z prośbą, by nikt nie trafił do piekła. Ta pokutna intencja towarzyszyła im do ostatnich chwil życia. Kiedy Franciszek i Hiacynta w sąsiednich pokojach swojego ubogiego domu śmiertelnie chorowali na grypę hiszpankę, jako rodzeństwo nie odwiedzali się tylko dlatego, by odmówić sobie wzajemnej obecności, bliskości i rozmowy, a potem ofiarować to wyrzeczenie Bogu w połączeniu z zasługami Serca Jezusa i Serca Maryi, by nikt nie został potępiony. Do takiej wielkodusznej postawy zachęcała ich Matka Boża w dwóch modlitwach: Gdy ponosicie jakieś cierpienia, mówcie: O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. O mój Jezu przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź do nieba WSZYSTKIE DUSZE i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia. Błogosławieni Franciszek i Hiacynta są dla nas nauczycielami przyjmowania cierpienia w duchu wiary i nieustannej gotowości
w ofiarowaniu go Panu Bogu, aby się ono nie zmarnowało.

W sobotę 25 marca w katedrze sosnowieckiej będziemy dziękować Panu Bogu za 25 lat istnienia naszej diecezji. Po uroczystej Eucharystii, sprawowanej przez naszego Pasterza, zostaną poświęcone figury Matki Bożej Fatimskiej, które będą nawiedzać rodziny naszych parafii. Czesław Miłosz zauważył kiedyś: człowiekiem jestem, dlatego potrzebuję widzialnych znaków. Potrzebujemy również takich widzialnych znaków w przeżywaniu naszej wiary. Cała liturgia przemawia do nas przez znaki. Peregrynacja jest szczególną formą kultu maryjnego, która nam uświadamia, że Maryja pragnie być obecna w naszej codzienności, podobnie jak była obecna w domu św. Elżbiety. Pragnie być obecna, by pomagać. Św. Jan Maria Vianney pisał: Jak dobra jest nasza Matka, kiedy my nie możemy przyjść do Niej, Ona przychodzi do nas. Otwórzmy przed Nią drzwi naszych domów i mieszkań. Skorzystajmy z tych wyjątkowych odwiedzin, wypraszając potrzebne łaski dla naszych  rodzin, parafii, diecezji. Przyjmijmy Jej fatimskie orędzie i zaproszenie do ofiarowania się Panu Bogu w duchu wynagrodzenia i ofiary za grzechy własne i naszych bliźnich.

Dzięki staraniom Kurii Diecezjalnej 25 marca w sosnowieckiej katedrze, a następnego dnia w bazylice Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej, będziemy mogli pomodlić się przed wyjątkowym znakiem, którego obecność w roku 100-lecia objawień podkreśli naszą duchową więź z Fatimą. Zobaczymy wyjątkową monstrancję, która została zamówiona przez sanktuarium fatimskie z racji jubileuszu u polskiego bursztynnika z Gdańska, Mariusza Drapikowskiego. Rektor sanktuarium zwracał się już wcześniej do polskiego artysty z prośbą o wykonanie artystycznej oprawy dla gałązek palmowych, którymi Jan Paweł II w niemym geście pobłogosławił świat w pamiętną Niedzielę Palmową 2005 r. Bursztynnik zdobył międzynarodowe uznanie głównie za sprawą inicjatywy„12 gwiazd w Koronie Maryi”. Polega ona na stworzeniu 12 ołtarzy eucharystycznych umieszczonych w różnych miejscach świata w celu modlitwy o pokój. Wykonane ołtarze znajdują się w Jerozolimie, Kazachstanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W Polsce artysta jest znany m.in. z wykonania narodowych votów, którymi ozdobiono wizerunek i ołtarz Matki Bożej na Jasnej Górze. Wyjątkowe rękodzieło, które będziemy mogli zobaczyć, ma kształt postaci Matki Bożej Niepokalanej, stojącej na półksiężycu. Pod sercem, na wysokości łona, znajduje się luneta otoczona różańcem  do wystawienia Najświętszego Sakramentu. Przesłanie monstrancji ma uświadomić widzowi, że Maryja nigdy nie przychodzi sama. Jej obecność jest zawsze gwarancją obecności i działania samego Boga. Aktualnie monstrancja peregrynuje po Polsce, 13 września nastąpi jej przekazanie sanktuarium w Fatimie.

Usłyszeliśmy wołanie Matki zatroskanej o wieczny los swoich dzieci. W głębi serca odpowiedzmy sobie na pytanie, co ja mogę zrobić, by włączyć się w wielkie dzieło ratowania ludzi, zagrożonych niebezpieczeństwem wiecznego potępienia?

Jeśli Kościół zaakceptował Orędzie z Fatimy, stało się tak przede wszystkim dlatego, że Orędzie to zawiera prawdę i wezwanie samej Ewangelii. Nawracajcie się i wierzcie
w Ewangelię  (Mt 1,15); a to są pierwsze słowa, jakie Mesjasz skierował do ludzkości

św. Jan Paweł II

Katechezę przygotował ks Mariusz Dydak


Katecheza czwarta:

„Człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu,

 Bóg natomiast patrzy na serce”

                                                                            1 Sm 16,7

Gdy w 1917 roku Łucja, Hiacynta i Franciszek po raz pierwszy zobaczyli w Fatimie Matkę Bożą, kult Jej Niepokalanego Serca nie był w Kościele zjawiskiem nowym, natomiast objawienia fatimskie bardzo mocno przyczyniły się do jego rozpowszechnienia. Już w 1942 roku, w 25 rocznicę objawień, Pius XII zawierzył Kościół i cały rodzaj ludzki Niepokalanemu Sercu Maryi, a w 1944 roku wspomnienie Niepokalanego Serca Maryi zostało rozszerzone na cały Kościół.  Matka Boża podczas lipcowego objawienia powiedziała do dzieci: Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować. Bóg pragnie na świecie rozpowszechnić nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wiele dusz zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie… Przybędę, by prosić o poświecenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane serce zatriumfuje.

Uważna lektura fatimskiego przesłania uświadamia nam, że to nie Matka Boża upomina się o kult swojego Serca. Inicjatywa nowego nabożeństwa jest wolą samego Boga, który chce ratować biednych grzeszników przed piekłem, uchronić Kościół przed prześladowaniem a ludzkość przed wojnami, niosącymi śmierć i zniszczenie. Pan Bóg zapowiada niebezpieczeństwa, ale jednocześnie wskazuje sposoby ich uniknięcia. Celem naszej wiary jest zbawienie dusz(1 P 1,9), jest to najważniejsza misja Kościoła. Wszyscy jesteśmy dziećmi Kościoła, dlatego Pan każdego z nasz zaprasza do współpracy w wielkim dziele zbawienia ludzi i ratowania świata. Nie możemy myśleć tylko o swoim zbawieniu, ale także o zbawieniu innych. Temu właśnie ma służyć nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, które zasadniczo przejawia się w dwóch formach pobożności: w poświęceniu Sercu Matki Bożej poszczególnych wiernych, rodzin, narodów i Kościoła oraz w praktykowaniu pięciu pierwszych sobót miesiąca.

W lipcu 1917 roku Maryja wyraźnie zapowiedziała, że przybędzie później, by prosić o poświęcenie Rosji i Komunię św. wynagradzającą. Siedem lat po zakończeniu objawień siostra Łucja ujawniła treść drugiej tajemnicy fatimskiej, której przedmiotem jest nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 roku Matka Boża objawiła się Łucji z Dzieciątkiem i pokazała Jej swoje Serce otoczone cierniami. Dzieciątko powiedziało: Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał. Maryja powiedziała: Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale je ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinę śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad tajemnicami różańcowymi będą mi towarzyszyć w intencji zadośćuczynienia. Intencja zadośćuczynienia jest bardzo istotną cechą nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca, dlatego trzeba ją wzbudzać w sercu, wypełniając wszystkie cztery jego warunki a przy korzystaniu z sakramentu pokuty nawet zaznaczyć, że jest to spowiedź wynagradzająca. Siostra Łucja zapisała słowa Chrystusa: wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie rzeczywiście mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi.

Pan Jezus objawił też siostrze Łucji, że powodem nowego nabożeństwa pięciu sobót jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw, wypowiadanych przeciw Jego Matce: pierwsze – przeciw Jej Niepokalanemu Poczęciu, drugie – przeciwko Jej Dziewictwu, trzecie – przeciwko Jej Bożemu Macierzyństwu, gdy uznaje się Ją wyłącznie za matkę człowieka, czwarte – to bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie i publicznie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę a nawet nienawiść do Matki Bożej, piąte – to bluźnierstwa tych, którzy znieważają Maryję bezpośrednio w jej świętych wizerunkach.

Dlaczego sam Chrystus miałby nas zachęcać od wynagradzania i kultu Niepokalanego Serca swojej Matki? W Biblii termin „serce” w znaczeniu  literalnym oznacza organ cielesny człowieka, dostarczający sił witalnych całemu człowiekowi. Jest źródłem naturalnej energii życiowej. W znaczeniu teologicznym „serce” oznacza najgłębsze wnętrze człowieka i wyraża całą jego osobowość. Jest źródłem uczuć, myśli i decyzji. Pięknie o tym pisze św. Piotr w swoim liście: w sercu ukryty (jest) człowiek (1 P 3,4). Serce to także obszar spotkania człowieka z Bogiem. Jeżeli w znaczeniu duchowym serce oznacza to co najgłębsze, najintymniejsze, dobre i złe pragnienia człowieka, to już samo określenie Niepokalane Serce Maryi wyraźnie sugeruje, że jest to Serce doskonałe, bo wolne od jakiegokolwiek wpływu zła. Jest więc naszym wzorem, dzięki szczególnej łasce Boga. Nie ma w nim nic godnego potępienia. Dlatego Chrystus jako Bóg i jako Człowiek domaga się wynagrodzenia Sercu swojej Matki, bo wszelkie bluźnierstwa przeciwko Maryi naruszają lub kwestionują obecność łaski, której z Bożej woli Ona jest pełna (Łk 1,28).Zniewaga, która dotyka osoby Matki, w oczywisty sposób uderza też w osobę Syna, tak jak cierpienia Syna są powodem bólu Matki. Serce Maryi jest czyste, tzn. wolne od grzechu i całkowicie dyspozycyjne względem Boga. Właśnie o takim sercu Chrystus nauczał na Górze Błogosławieństw: błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Oddając cześć Niepokalanemu Sercu Maryi chcemy stopniowo zbliżać się do takiej postawy serca i takiej dyspozycyjności względem Boga, jaką miała Matka Boża. W Maryi decyzja bądź wola Twoja staje się podstawą Jej egzystencji. Otaczając kultem Jej Niepokalane Serce w rzeczywistości oddajemy cześć Bogu, który to Serce stworzył, ukształtował i napełnił łaskami. Poświęcając się Sercu Maryi, czynimy to z mocną wiarą, że także w naszym życiu może zatriumfować łaska, a wpływy złego zostaną udaremnione. Także w moim sercu Bóg może zająć szczególne miejsce.

Siostra Łucja zapisała słowa Matki Bożej: Jezus pragnie zaprowadzić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Dusze te będą przez Boga kochane i jak kwiaty postawię je przed Jego tronem. Uznając autentyczność tych słów Maryi nabieramy przekonania, ze inicjatywa nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca pochodzi od Boga, celem tego nabożeństwa jest Jego większa chwała oraz nasze zbawienie i wieczne szczęście.

W parafiach naszej diecezji trwa peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej. Prośmy w naszych modlitwach o obfite owoce duchowe tej inicjatywy: przede wszystkim o wzrost wiary, nadziei i miłości w rodzinach, które w fatimskim znaku przyjmują Matkę Bożą. Przeżywając wielkanocną radość ze zwycięstwa Chrystusa nad grzechem, Szatanem i śmiercią polecajmy Niepokalanemu Sercu Matki Bożej te wszystkie serca, które jeszcze z różnych powodów pozostają zamknięte na Bożą miłość i łaskę. Niech pozwolą obdarować się Bogiem, którego zawsze przynosi nam Maryja.

Przeżywając ogromne przeciwności i niepowodzenia nasza rodaczka, św. siostra Faustyna, usłyszała zapewnienie Chrystusa: córko, nie zabiorę ci trudności, ale nie bój się, bo Ja zawsze jestem z tobą. W podobnej sytuacji znalazła się dziesięcioletnia Łucja. W czasie drugiego objawienia bardzo zasmuciła się zapowiedzią, że wkrótce Hiacynta i Franciszek odejdą, a ona pozostanie na ziemi dłużej, bo Pan Bóg ma jeszcze względem niej pewne plany. Maryja jej powiedziała: Jezus chce się tobą posłużyć, aby ludzie bardziej mnie poznali i pokochali. Człowiek zwykle boi się samotności. Zasmucone dziecko zapytało Panią: zostanę sama? Usłyszała wtedy obietnicę Maryi: nie, moja córko. Nie trać odwagi, nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która zaprowadzi cię do Boga.

Podejmując w maju trud uczestnictwa w nabożeństwach fatimskich, majowych czy nabożeństwach pięciu pierwszych sobót miesiąca, które są konkretną oznaką miłości do Matki Bożej i sposobem wypraszania Bożych łask, warto się zapytać: czy znam, rozumiem, przyjmuję treść, sens i znaczenie dogmatów o Bożym Macierzyństwie, wieczystym Dziewictwie i Niepokalanym Poczęciu Matki Bożej? Jak postępuję wobec tych, którzy ośmieszają katolicki kult maryjny? Czy w moim domu na godnym miejscu znajduje się jakiś znak obecności Matki Bożej? Czy moim bliskim i dzieciom wpajam i przekazuję cześć i miłość do Matki Najświętszej? Czy nie ośmieszam tradycyjnych form maryjnej pobożności ludowej?

Warto w szczególnym roku 100 rocznicy objawień fatimskich przyjąć zapewnienie Maryi i zaproszenie do odprawienia nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca: jeśli zrobi się to, co wam mówię, wojna się skończy, nastanie pokój i wiele dusz zostanie uratowanych.

Matka Boża uczy nas patrzeć sercem

Benedykt XVI


Katecheza piąta:

„ZAWIERZAJĄC SIĘ PO SYNOWSKU MARYI,
CHRZEŚCIJANIN PRZYJMUJE MATKĘ CHRYSTUSA
I WPROWADZĄ JĄ W TO WSZYSTKO, CO STANOWI JEGO WŁASNE ŻYCIE”.

„JESTEM CZŁOWIEKIEM ZAWIERZENIA”

św. Jan Paweł II

Obok nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca (o którym mowa była w poprzedniej katechezie) Akt poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, stanowi istotę fatimskiego orędzia i dlatego jego proklamowanie przez papieża było koniecznym warunkiem wypełnienia obietnic, złożonych przez Matkę Bożą w 1917r. Jan Paweł II od pamiętnego dnia zamachu na jego życie, bardzo mocno czuł się związany z przesłaniem objawień i wypełnieniem fatimskich proroctw. Nieprzypadkowo duchowo dojrzewał do złożenia Aktu poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w kraju, który uroczyście ogłosił Ją swoją Królową i ma bogatą tradycję ufnego zawierzania się Maryi. Patrząc z perspektywy czasu na historię naszego narodu, dostrzegamy wielu świętych i światłych pasterzy Kościoła, których Opatrzność dała naszemu narodowi, w trudnych momentach jego historii. Ich głęboką duchowość cechowała szczególna relacja do Matki Bożej oraz przekonanie wynikające z osobistego doświadczenia, o wielkiej skuteczności poświęcenia się Maryi w podążaniu za Chrystusem. Wspomnieć należy przede wszystkim św. Maksymiliana Kolbego, który 100 lat temu z „miłości i troski o Kościół” założył Rycerstwo Niepokalanej. Nazywany był przez współczesnych „Szaleńcem Niepokalanej”, ponieważ chciał zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną i do tego celu potrafił wykorzystywać wszelkie możliwe, najnowocześniejsze środki. Oddanie Matce Bożej uważał za „najłatwiejszą, najpewniejszą i najszybszą drogę do Boga”.

Gdy Polska stopniowo coraz bardziej traciła suwerenność pod rządami władzy komunistycznej, prymas kard. August Hlond „u progu nowych czasów” dostrzegając niebezpieczeństwo „nowego potopu”, 8 września 1946r. na Jasnej Górze poświecił Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi, „oddając Jej w opiekę Kościół i przyszłość Rzeczypospolitej”. Uczestnikiem tych uroczystości, był młody biskup Stefan Wyszyński, nowo mianowany na ordynariusza diecezji lubelskiej. Kiedy oglądał ponad milionową rzeszę zebraną wokół jasnogórskich wałów zrozumiał, że „Naród Polski ma swój wspaniały nałóg: wiekową wrażliwość na Matkę Chrystusową. To jakby delikatna struna...którą wystarczy tylko lekko tknąć, aby ożywiła wszystkie wspomnienia i uczucia. Tą delikatną struną Narodu jest Maryja. Na to imię w Polsce otwiera się każde serce”.

Duchowość wielkiego francuskiego czciciela Maryi, św. Ludwika Grignion de Montfort, który zachęcał do „oddania Maryi w macierzyńską niewolę miłości” mocno zainspirowała Prymasa Tysiąclecia. Kard. Stefan Wyszyński uwięziony przez komunistów w Stoczku Warmińskim, napisał najpierw akt osobistego oddania Matce Najświętszej, a następnie w Komańczy opracował tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Prymas hołdował biblijnej koncepcji narodu, w myśl której naród jest wspólnotą pielgrzymującą przez dzieje i podczas tej wędrówki zawierającą przymierza z Bogiem. Był przekonany, że w trudnym okresie zmagania się z komunizmem, Polacy powinni odnowić swoje przymierze z Bogiem przez Maryję. Na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956r. ponad milion pielgrzymów z całej Polski, wysłuchało tekstu napisanych przez niego Ślubów i złożyło uroczyste przyrzeczenia. Z inicjatywy Prymasa przez dziewięć kolejnych lat odprawiana była tzw. Wielka Nowenna, przygotowująca naród do Milenium Chrztu Polski.  Centralne uroczystości odbyły się na Jasnej Górze 3 maja 1966r., gdzie Episkopat Polski dokonał  Aktu Oddania naszego narodu Maryi w macierzyńską niewolę miłości, za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Na obchody został zaproszony papież Paweł VI, ale władza ludowa nie zezwoliła mu na przyjazd do Polski. Milenijny Akt Oddania Maryi, prymas Polski nazwał w liście dziękczynnym do papieża aktem konsekracji. Prymasi Hlond i Wyszyński bezpiecznie przeprowadzili Kościół w Polsce przez trudne czasy komunizmu, bo byli mocno przekonani, że droga maryjnego poświęcenia zawsze prowadzi ku zwycięstwu.

Całe bogactwo polskiej pobożności maryjnej, wszystkie intuicje, które inspirowały wielkich prymasów skupiły się - jak pojedyncze refleksy światła w soczewce - w osobie Jana Pawła II. W ciągu jego życia, myśl o oddaniu się Maryi i sposobie tego oddania, wyraźnie ewoluowała. Całe swoje polskie duchowe doświadczenie, przeniósł następnie na Stolicę Piotrową. Wspomina o tym wyraźnie w swojej autobiograficznej książce Dar i tajemnica: „Mówiąc o źródłach powołania kapłańskiego nie mogę oczywiście zapomnieć o wątku maryjnym. Nabożeństwo do Matki Bożej w postaci tradycyjnej, wyniosłem z domu rodzinnego i parafii wadowickiej. W kościele parafialnym pamiętam boczną kaplicę Matki Bożej Nieustającej Pomocy, do której rano przed lekcjami ciągnęli gimnazjaliści…po zakończonych lekcjach, ten sam pochód uczniów szedł do kościoła na modlitwę. Prócz tego w Wadowicach był Karmel, klasztor na Górce, a to oznaczało związanie z tradycją karmelitańskiego szkaplerza. Ja też zapisałem się do szkaplerza mając chyba 10 lat i do dzisiaj ten szkaplerz noszę. Tak więc kościół parafialny, jak i klasztor na Górce kształtował moją pobożność maryjną jako chłopca, potem młodzieńca i gimnazjalisty, aż do egzaminu dojrzałości. Kiedy znalazłem się w Krakowie na Dębnikach wszedłem w krąg Żywego Różańca w parafii salezjańskiej…W okresie, w którym krystalizowała się sprawa mojego powołania kapłańskiego…mój sposób pojmowania nabożeństwa do Matki Bożej uległ pewnej przebudowie. Był taki moment, kiedy nawet poniekąd zakwestionowałem swoją pobożność maryjną uważając, że posiada ona w sposób przesadny pierwszeństwo przed nabożeństwem do samego Chrystusa. Wówczas z pomocą mi przyszła książeczka św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, nosząca tytuł: Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. W książce tej znalazłem poniekąd gotową odpowiedź na moje pytania. Maryja nas przybliża do Chrystusa, prowadzi nas do Niego, ale pod warunkiem, że przeżyjemy Jej tajemnicę w Chrystusie. O ile dawniej byłem przekonany, że Maryja prowadzi nas do Chrystusa, to w tym okresie zacząłem rozumieć, że również i Chrystus prowadzi nas do swojej Matki Tu tłumaczy się pochodzenie owego Totus Tuus. Bierze ono początek właśnie od św. Ludwika…jest skrótem pełniejszej formuły zawierzenia Matce Bożej”. Dalej papież wspomina, że od tego momentu zaczął jakby na nowo odkrywać wszystkie skarby swojej dotychczasowej rodzimej pobożności (Anioł Pański, Godzinki, kolędy, Gorzkie Żale, Dróżki Kalwaryjskie) oraz dostrzegać, jak wielkie bogactwo treści teologicznej i biblijnej jest w nich zawarte. Wszystkie te duchowe doświadczenia, wyznaczały jego szlak do kapłaństwa, biskupstwa i papiestwa. Tej maryjnej drodze do Chrystusa, do końca życia pozostał wierny. Wcześniejsze swoje intuicje wyraził później w encyklice Redemtoris Mater: „maryjny wymiar życia ucznia Chrystusowego wyraża się w sposób szczególny poprzez synowskie zawierzenie względem Bogurodzicy”.

Od chwili wyboru na papieża, Jan Paweł II w swoich przemówieniach poruszając temat poświęcenia Matce Bożej, stopniowo będzie zastępował określenie „oddanie w niewolę” słowem „zawierzenie”. Czynił to prawdopodobnie również ze względu na bolesne skojarzenia, związanie z trudną historią swojego ojczystego kraju. Sam żył bezgranicznym zawierzeniem Maryi i często dawał temu świadectwo w słowach: jestem człowiekiem zawierzenia. Takiemu poświęceniu przypisywał wielką moc, nie tylko w życiu osobistym poszczególnych chrześcijan, ale także w życiu poszczególnych narodów i całego świata. Podczas swoich apostolskich pielgrzymek zawsze dokonywał aktu zawierzenia danego kraju lub całego świata Matce Bożej, bądź Jej Niepokalanemu Sercu. Do tej praktyki często zachęcał uważając, że bezgraniczne oddanie się Maryi „jest skutecznym sposobem wiernego realizowania w życiu zobowiązań chrztu świętego”.


Katecheza szósta:

„NIGDY CIĘ NIE OPUSZCZĘ,

MOJE NIEPOKALANE SERCE BĘDZIE TWOJĄ UCIECZKĄ

I DROGĄ, KTÓRA ZAPROWADZI CIĘ DO BOGA”

Matka Boża do Łucji
Fatima, 13 czerwca 1917r.

6 czerwca minęło 20 lat od pamiętnej wizyty Jana Pawła II w Zakopanem oraz poświęcenia sanktuarium fatimskiego na Krzeptówkach. W tym szczególnym miejscu, nazywanym Polską Fatimą, w świątyni wybudowanej jako wotum za ocalenie papieża
z zamachu, w obecności najwyższych władz państwowych i kościelnych, odnowiono Akt Poświęcenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi.

Jan Paweł II był przeświadczony, że dzień i godzina zamachu na jego życie nie była przypadkowa, a ocalenie zawdzięcza matczynemu wstawiennictwu Maryi. Kiedy 16 października 1991r. episkopat brazylijski wzniósł toast z okazji 13 rocznicy jego pontyfikatu, papież powiedział: nie można mówić o 13 latach. Powinniśmy mówić o trzech latach pontyfikatu i dziesięciu latach cudu. Przytoczone wydarzenie nam uświadamia, że papież swoje życie wyraźnie dzielił na dwa etapy: przed zamachem i po zamachu. Mówił: Stałem się na nowo dłużnikiem Najświętszej Dziewicy… we wszystkim, co mnie w tym właśnie dniu spotkało, odczułem ową niezwykłą macierzyńską troskę i opiekę, która się okazała mocniejsza od śmiercionośnej kuli. Zaintrygowany wieloma dziwnymi i wymownymi zbiegami okoliczności, które towarzyszyły temu wydarzeniu, papież już w trakcie rekonwalescencji, przebywając jeszcze w szpitalu zapoznał się z tekstem III tajemnicy fatimskiej i przeanalizował prośby przekazane ponad 60 lat wcześniej przez Matkę Bożą w Fatimie.

Maryja zapowiedziała wtedy: Jeżeli się nie przestanie obrażać Boga… ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca św. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowanie Komunii w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swe błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec św. będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych. Początkowo dzieci fatimskie słysząc

o Rosji, która potrzebuje nawrócenia, myślały że Matka Boża mówi o jakieś bardzo grzesznej kobiecie. Jan Paweł II, papież z dalekiego kraju - zza żelaznej kurtyny, doskonale rozumiał o jakim kraju mówi Maryja i jakie są skutki nie wypełnienia Jej prośby. Zapowiedziana przez Nią II wojna światowa przyniosła straszliwe zniszczenia materialne, spowodowała śmierć milionów niewinnych istot ludzkich i tragiczne poniżenie godności człowieka. Jej głównym zwycięzcą okazał się Stalin, który rozszerzył swoje panowanie nad Europą Środkowowschodnią, przez partie komunistyczne miał ogromne wpływy we Francji i Włoszech oraz dotarł z ideologią marksistowsko-leninowską aż do Azji i Ameryki. Wprawdzie papież przeczuwał, że zamach na jego życie jest już jedną z ostatnich konwulsji XX-wiecznych ideologii przemocy: faszyzmu, hitleryzmu, komunizmu, ale jednocześnie był mocno przekonany, że życie mu zostało ponownie darowane z jakiegoś ważnego powodu. Żył w przeświadczeniu, że we wszystkim, co mówi i robi w związku ze swoim papieskim posłannictwem, dzieje się coś, co nie jest wyłącznie jego inicjatywą. Niewątpliwie pierwszym owocem krwi przelanej na Placu św. Piotra, było natychmiastowe zjednoczenie całego Kościoła w wielkiej modlitwie o ocalenie papieża.

Papieże: Pius XII, Paweł VI i Jan Paweł II w 1982 r. odpowiadając na prośbę Matki Bożej z Fatimy, dokonywali poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu, ale ze względów teologicznych i dyplomatycznych, nie wymieniali przy tym Rosji. Pomimo ogromnej czci, jaką prawosławie otacza Przenajświętszą Bogurodzicę, kult Niepokalanego Serca Maryi dla chrześcijan wschodnich pozostaje do dzisiaj czymś niezrozumiałym i obcym. Akt poświęcenia Rosji z dużym prawdopodobieństwem zostałby odczytany jako próba dominacji Kościoła Katolickiego, pragnącego przejąć tereny rosyjskiego prawosławia. Przy składaniu aktu poświęcenia przez wymienionych papieży, oprócz braku wyraźnego wspomnienia Rosji, zabrakło również kolegialnej jedności z wszystkimi biskupami. Według relacji siostry Łucji, właśnie dlatego to bardzo istotne życzenie Maryi, przez kolejne 67 lat nadal pozostawało niespełnione.

Jaką moc i skuteczność ma poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi, dobitnie pokazuje przykład Portugali. Biskupi tego kraju, zgromadzeni w Fatimie dokonali tego aktu już w 1931r. Portugalia została w sposób cudowny ocalona przed rewolucją komunistyczną, która niszczyła sąsiednią Hiszpanię. Krwawy, bolszewicki terror spowodował tam śmierć w okrutnych torturach blisko 8 000 duchownych i zniszczenie 20 000, czyli ok. połowy kościołów całej Hiszpanii. Nic więc dziwnego, że w obliczu zbliżającej się kolejnej wojny światowej, w 1938r. biskupi portugalscy ponowili akt poświęcenia sprzed siedmiu lat. Dla historyków do dziś jest niezrozumiałe i niewytłumaczalne, dlaczego Hitler zupełnie nie zainteresował się tym krajem, a Portugalia do końca II wojny światowej zdołała zachować swoją neutralność.

Nieodgadnione są wyroki Bożej Opatrzności. Nie ma zła, z którego Pan Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego. Eskalacja zła powoduje, że Boża łaska wylewa się z jeszcze większą mocą i bogactwem. Człowiek musi tylko chcieć z nią współpracować. Zamach na papieża miał miejsce dokładnie w dniu i godzinie objawień fatimskich, dlatego ta mała miejscowość stała się dla papieża tak bardzo ważna i bliska. Lubił powtarzać, że codziennie duchowo jest tam obecny. Jan Paweł II po lekturze dokumentacji fatimskiej wyraził bardzo osobiste przekonanie: zrozumiałem, że jedynym sposobem ocalenia świata od wojny, ocalenia od ateizmu, jest nawrócenie Rosji zgodnie z orędziem z Fatimy. Cudownie uratowany papież z Polski, zapragnął również przekazać Kościołowi powszechnemu całe historyczne i duchowe doświadczenie Kościoła we własnej ojczyźnie, która wielokrotnie była zawierzana Maryi. Współcześnie wielu watykanistów i biografów papieża wyraża przekonanie, że zamach na Placu św. Piotra był jakby wcześniejszym przygotowaniem i zaproszeniem do poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi a Pan Bóg w przedziwny sposób wybrał i w momencie zagrożenia ocalił do tego zadania właśnie papieża z Polski. Jan Paweł II pisemnie zaprosił wszystkich biskupów, by 25.03.1984r. zjednoczyli się z nim w akcie poświęcenia świata Sercu Matki Bożej, jakiego zamierzał dokonać na Placu św. Piotra. Celowo na tą okoliczność nakazał sprowadzić do Rzymu figurę Matki Bożej Fatimskiej, by czytelnie wszystkim ukazać swoje całkowite i ostateczne pragnienie wypełnienia prośby Maryi, która została przekazana przez portugalskich pastuszków.

Owocem aktu oddania były zmiany polityczne w Związku Sowieckim i Europie Środkowej. Przede wszystkim świat został uratowany od wojny nuklearnej, która była wtedy bardzo realna. O wpływie, jaki na przebieg zdarzeń miała Matka Boża, niech świadczą daty wydarzeń i kluczowych decyzji podejmowanych przez przywódców państw. Już 13 maja 1984r. miały miejsce tajemnicze wybuchy w bazie Radzieckiej Floty Północnej. Oczywiście wydarzenia nigdy nie skomentowano, ale ta nieprzewidziana katastrofa na tyle osłabiła zdolność bojową Armii Czerwonej, że była jedną z przyczyn rozpoczęcia pierestrojki. 8 grudnia 1987r. podpisano traktat o rozbrojeniu między USA a ZSRR, 8 grudnia 1991r. w tzw. Pakcie Białowieskim rozwiązano ZSRR, 8 grudnia 2013r. obalono pomnik Lenina w centrum Kijowa, jako ostateczny akord upadku komunizmu na Ukrainie. Trudno nie dostrzec za tymi wydarzeniami, które doprowadziły do upadku ideologii komunistycznej w naszej części Europy matczynej dłoni Tej, która zapowiedziała, że na koniec Jej Niepokalane Serce zatriumfuje.

Na terenie sanktuarium fatimskiego, naprzeciw Kaplicy Objawień znajduje się bardzo szczególne i wymowne wotum, przed którym większość pielgrzymów zatrzymuje się na chwilę zadumy i refleksji. Fragment muru berlińskiego, ważący 2600 kg został przekazany w darze dla sanktuarium 13 sierpnia 1994r. przez Virgilio Casimiro, portugalskiego emigranta pracującego w Niemczech. Upadek muru berlińskiego jesienią 1989r. był widzialną kulminacją załamania się dyktatury komunistycznej bloku wschodniego i wyraźną zapowiedzią świtu nowej Europy, a tym samym spełnienia obietnic które Matka Boża przekazała ludzkości w Fatimie.


Katecheza siódma:

„NIECH WSZYSCY NOSZĄCY SZKAPLERZ…WIDZĄ W NIM OZNAKĘ POŚWIĘCENIA SIĘ NIEPOKALANEMU SERCU MARYI”

św. Jan Paweł II

     Kiedy podczas upalnego lata usłyszymy słowo: karmel, prawdopodobnie pomyślimy najpierw o lodach, albo o jakiejś polewie do deserów o smaku palonego cukru. Na kartach Pisma Świętego, Karmel to nazwa pewnej góry w Ziemi Świętej, na pograniczu Samarii i Galilei. Już od starożytności słynęła z niezwykłego piękna, z niej roztaczał się niesamowity widok na Morze Śródziemne. Bliskość morza zapewniająca duże ilości opadów, obecność źródeł i sezonowych strumieni sprawiała, że nawet gdy okoliczne krainy wysychały z powodu doskwierających suszy, to pasmo górskie cieszyło oko bogactwem roślinności: bujnych drzew, zielonych krzewów i kwitnących kwiatów. Z pewnością dlatego na kartach Starego Testamentu, Karmel uznawany jest za symbol piękna. W IX w. przed Chrystusem na tej górze Eliasz, prorok jak ogień, bronił wiary w jedynego i prawdziwego Boga. Wyproszony przez niego znak z nieba, skutecznie odwrócił serca Izraelitów od obcych kultów i doprowadził do unicestwienia 450 proroków bożka Baala. Po tym wydarzeniu, w jednej z grot na zachodnim zboczu góry, Eliasz ukrywał się przed gniewem królowej. Potem osiedlili się tam pustelnicy, którzy w samotności, na modlitwie szukali obecności Boga. Nazywano ich Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel.

      W XIII w. zakonnicy ratując swe życie, opuścili Ziemię Świętą w obawie przed inwazją islamu. Dotarli do Europy, ale ich przyjęcie było raczej chłodne. Karmelici wykorzenieni ze swego środowiska i pustelniczego sposobu życia, znaleźli się w zupełnie nowych warunkach życiowych pod względem klimatycznym, etnicznym i kulturowym. W tym czasie dynamicznie się rozwijały i cieszyły już dużą popularnością zakony franciszkanów i dominikanów, które z przesłaniem Ewangelii wychodziły do prostego ludu. Duchowni i świeccy nie dostrzegali potrzeby istnienia nowego zakonu, który mocno izolował się od wiernych. Uważano się ich za intruzów, utrudniano budowę klasztorów a nawet zabraniano odprawiania Mszy św. Funkcjonował mocny zarzut, że papież zatwierdził ich regułę tylko dla eremitów na Górze Karmel, a ponieważ w Europie musieli zmienić styl życia, papieskie zatwierdzenie przestało obowiązywać. Sytuacja z czasem stała się coraz bardziej beznadziejna. Wspomniane okoliczności sprawiły, że liczba karmelitów zaczęła gwałtownie spadać, a zakonowi po prostu groziło wymarcie. Zrozpaczony generał zakonu, św. Szymon Stock, w nocy z 15 na 16 lipca żarliwie modlił się do Matki Bożej słowami pięknej antyfony, nawiązującej do widoków Palestyny: Kwiecie Karmelu, Wonna winnico, Ozdobo niebios, Matko – Dziewico, o Najwspanialsza! Matko łagodna, czysta i wierna, Dzieciom Karmelu bądź miłosierna, o Gwiazdo Morza! Maryja usłyszała przepełnioną bólem prośbę o ocalenie. Na wołanie odpowiedziała jeszcze większą łaską. Ukazując się Szymonowi powiedziała: przyjmij najmilszy synu szkaplerz twojego zakonu, znak Mojej szczególnej łaski dla ciebie i wszystkich karmelitów. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania. Kto umrze przyodziany szkaplerzem nie zazna ognia piekielnego. Do tej szczególnej obietnicy został dołączony tzw. przywilej sobotni: Ja, Matka w pierwszą sobotę po ich śmierci, wyzwolę ich z czyśćca i zawiodę na świętą górę życia wiecznego. Kościół wielokrotnie zatwierdzał przywileje szkaplerza i popierał to nabożeństwo. Na pamiątkę objawienia, 16 lipca ustanowiono święto NMP z Góry Karmel. Siedmiu papieży potwierdzało wszystkie łaski i przywileje zakonu karmelitańskiego, przyczyniając się do jego dalszego rozwoju i pogłębienia nabożeństwa.  Od XIII w. rozpoczął się dynamiczny i masowy rozwój bractw szkaplerznych. Wiernych pragnących żyć duchowością karmelitańską było tak wielu, że obok różańca szkaplerz stał się najpopularniejszym nabożeństwem maryjnym. Wiele w tym zasługi naszego rodaka, św. Jana Pawła II, który lubił powtarzać stare polskie przysłowie: szkaplerz noś, na różańcu proś.

      Karol Wojtyła przyjął szkaplerz krótko po śmierci swojej mamy, w wieku 10 lat, w wadowickim klasztorze karmelitów na Górce. Wspominał w swojej autobiograficznej książce, że to nabożeństwo kształtowało jego pobożność maryjną jako chłopca, a później młodzieńca i gimnazjalisty, aż do egzaminu dojrzałości. Jego koledzy zauważyli, że jako młody chłopak podczas zajęć gimnastyki, nigdy nie wstydził się tego znaku katolickiej pobożności. Zachowały się fotografie dorosłego Karola Wojtyły, ciężko pracującego w kamieniołomie podczas okupacji lub odpoczywającego w kajaku w okresie wakacji, na których szkaplerz dyskretnie wystaje zza jego koszuli. Jako kapłan, biskup, kardynał i papież nosił zawsze szkaplerz płócienny. Nigdy się z nim nie rozstawał. Po zamachu na jego życie, gdy po raz drugi trafił do kliniki Gemelli w związku z obecnością groźnego cytomegalowirusa, poprawa zdrowia nastąpiła w nocy z 15 na 16 lipca. Gorączka opuściła chorego a zdumieni lekarze stwierdzili, że wirus opuścił organizm razem z nią. Płócienny szkaplerz „słyszał” później ostatnie uderzenia papieskiego serca. Po śmierci Jana Pawła II kardynał Dziwisz zdjął go z jego piersi i przekazał klasztorowi Karmelitów w Wadowicach. Pielgrzymi przybywający do Wadowic na Górkę ze czcią całują relikwiarz, z tym szczególnym znakiem przymierza papieża z Maryją.

     Cieszę się, że mogę podzielić się z wami moim nabożeństwem do MB Szkaplerznej – wspominał biskup Wojtyła. Szkaplerz noszę zawsze a wśród nabożeństw które urzekały mą dziecięcą duszę, najgorliwiej korzystałem z nowenny przed uroczystością NMP z Góry Karmel. Był to czas wakacji, miesiąc lipiec. Dawniej nie wyjeżdżało się na wczasy jak obecnie. Wakacje spędzałem w Wadowicach, więc nigdy nie opuszczałem popołudniowych nabożeństw w czasie nowenny. Czasem trudno się było oderwać od kolegów, wyjść z orzeźwiających fal kochanej rzeki Skawy, ale głos karmelitańskich dzwonów był tak mocny i przenikający do głębi duszy, że szedłem.

      Noście zawsze święty szkaplerz. Ja zawsze mam go na sobie i odniosłem wiele dobra z tego nabożeństwa. Pozostałem mu wierny i stał się on moją siłą… Poprzez szkaplerz czciciele Matki Bożej wyrażają pragnienie kształtowania swojego życia w oparciu o Jej przykład.

     Szkaplerz to zewnętrzna część habitu. Dwa kawałki materiału wkładano przez głowę tak, by jedna część opadała na klatkę piersiową a druga na plecy. Początkowo był rodzajem fartucha, chroniącym właściwy habit przed pobrudzeniem podczas pracy. Od czasu wspomnianego objawienia ten kawałek brązowego płótna nabrał nowego, głębokiego, duchowego znaczenia. Stał się symbolem szczególnej obecności Maryi oraz Jej macierzyńskiej opieki. Każda matka troszczy się o ubranie dla swojego dziecka. Dba o to, by było ono czyste i całe. Dziecko potrzebuje także innego ubrania - duchowego - którym jest łaska uświęcająca. Symbolem tej  łaski jest biała szata, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym. Jak zauważył Papież Polak: właśnie o to nasze odzienie w sensie duchowym, o odzianie nas łaską Boga i wspomaganie nas, by ta szata była zawsze czysta i biała troszczy się Matka Łaski Bożej, Matka Boża Szkaplerzna.

    Szkaplerz nie jest amuletem, jego przyjęcie nie daje automatycznej gwarancji zbawienia, nie zwalnia z wewnętrznego wysiłku nawrócenia. Każdy chrześcijanin z dnia na dzień, powinien się stawać coraz bardziej podobnym do Chrystusa. W tym szczególnym roku po raz kolejny uświadamiamy sobie, że na naszej duchowej drodze do Boga nie jesteśmy sami. Towarzyszy nam Matka - przedziwna pomoc i obrona. Każdy powinien wybrać jakąś szczególnie mu bliską formę pobożności maryjnej, pogłębiać ją i pozostać jej wiernym przez całe swe życie. Może to właśnie do Ciebie skierowane jest dziś zaproszenie Maryi: przyjmij najmilszy synu (córko) szkaplerz, znak Mojej szczególnej łaski dla ciebie. Znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach i przymierze pokoju.


Katecheza ósma:

„Z DAWNA POLSKI TYŚ KRÓLOWĄ, MARYJO…”

    Sierpień z wielu względów możemy nazwać miesiącem maryjnym. Korzystając z pełni lata i okresu wakacji, wielu naszych rodaków decyduje się na udział w pieszej pielgrzymce na Jasna Górę lub do innego maryjnego sanktuarium. Najwytrwalsi pątnicy, wyruszający do Częstochowy z najdalszych stron Polski, pokonują pieszo nawet ponad sześćset kilometrów. Jak zgodnie twierdzą pielgrzymi: piękno ojczystej przyrody, wspólna modlitwa, możliwość duchowej, wewnętrznej odnowy, a przede wszystkim spotkanie z Matką Bożą, w miejscu które sobie szczególnie wybrała, obficie wynagradzają trud i niewygody, związane z pozostawieniem rodzinnego domu.

     W okresie wakacji kalendarz liturgiczny polskiego Kościoła jest szczególnie bogaty we wspomnienia, święta i uroczystości maryjne. Dla wielu rodaków, również tych mieszkających aktualnie zagranicą, staje się to okazją do przypomnienia lub uświadomienia sobie swoich korzeni. Próbują więc tak organizować czas wypoczynku, by choć na kilka dni wrócić w rodzinne strony i uczestniczyć w parafialnym odpuście lub szczególnie uroczystych, tygodniowych obchodach Dróżek ku czci Zaśnięcia i Wniebowzięcia NMP, celebrowanych w polskich Kalwariach. Obcokrajowcy zgodnie zauważają i podkreślają, że wyjątkowa wrażliwość maryjna bardzo mocno przenika naszą polską tradycję. Znajduje to także swoje odbicie w naszym ojczystym języku, który stanowi fundament naszej narodowej kultury. W żadnym innym kraju Matka Boża nie jest określana tytułem Jagodnej, Zielnej czy Siewnej.

     Sierpień jest również miesiącem liturgicznie związanym z objawieniami w Fatimie. Zapowiadając tragedię II wojny światowej, Matka Boża złożyła pewną obietnicę. Siostra Łucja napisała o tym w liście do papieża Piusa XII:  „Pan nasz obiecał roztoczyć specjalną opiekę nad Portugalią w czasie tej wojny ze względu na poświęcenie narodu Niepokalanemu Sercu Maryi przez biskupów portugalskich, jako dowód łask, które będą udzielone innym narodom, jeżeli – jak Portugalia – poświęcą się Jemu”. Dzięki temu poświęceniu w 1931r. Portugalia została cudownie ocalona przed rewolucją komunistyczną niszczącą sąsiednią Hiszpanię. Nic więc dziwnego, że w obliczu zbliżającej się kolejnej wojny światowej w 1938r., ponowiono poświęcenie sprzed siedmiu lat. Po ludzku, do dziś jest niezrozumiałe, że Portugalia do końca II wojny światowej zdołała zachować neutralność.

    W tym trudnym czasie papież Pius XII, którego historia nazwała „fatimskim”, dostrzegł ratunek dla świata w spełnieniu orędzia Matki Bożej z Fatimy. Zgodnie z Jej prośbą, 31 października 1942r. poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Wiązał z tym aktem ogromne nadzieje, uważnie obserwując co się dzieje na świecie. Diagnoza papieża była ogromnie wymowna. Skreślił ją w liście z 25 kwietnia 1943r.: „Nie wystarczy modlić się, wzywać pomocy Jezusa i pośrednictwa Maryi. Trzeba, by wszyscy poznali i uznali, że ta wojna, która wydaje się największą od początku świata, jest ostatecznie nie czym innym, jak najzasłużeńszą karą z powodu obrażania Bożej sprawiedliwości. Rozum ludzki, zadufany w swoje siły, odmówił należnego Bogu posłuszeństwa. Ludzie zaniedbali religię, całkiem ją zlekceważyli. Boże przykazania odrzucili jako niegodne siebie i swoich czasów. Dążyli jedynie do wygód, do bogactw i rozkoszy. To się zemściło, bo gdy usunie się świętość i religię, następuje w życiu wielkie zamieszanie i gwałtowne zaburzenia. Zbłądzono, dlatego trzeba się nawrócić. Były ciemności, trzeba światła prawdy. Ci, którzy odrzucili religię niech teraz do niej wrócą. Obyczaje muszą być uformowane według nauki Jezusa. Nauka ta ma objąć swoim wpływem jak najszersze obszary życia. Im więcej włożymy w to wysiłku, tym milsze będą Bogu modlitwy”.

     Zło, jak przypomniał Ojciec Święty nie jest abstrakcją, ono staje na naszej drodze i objawia swoją obecność, czasem w przerażający sposób. Nie możemy zapomnieć, że przyczyniamy się do takiej sytuacji przez własny grzech, którego konsekwencje mogą być bardzo bolesne i tragiczne. Obecność zła nie powinna rodzić w nas lęku, lecz uświadamiać potrzebę naszej zdecydowanej odpowiedzi w postaci nieustannego zwracania się ku Bogu. Dostrzegając realne zagrożenia, Pius XII wskazał Kościołowi „fatimską receptę”, widząc w niej ratunek dla świata i Kościoła. Od tego momentu, co jest bardzo znamienne, losy wojny się odwróciły.

     Kolejną konsekwencją tego aktu było wydanie 4 maja 1944 r. dekretu rozszerzającego na cały świat święto Niepokalanego Serca Maryi, „w tym celu, by za przyczyną Najświętszej Bożej Rodzicielki nastał dla wszystkich narodów pokój a dla Kościoła Chrystusowego wolność”. Dekadę później, w encyklice Ad caeli Reginam z 11 listopada 1954r. papież ustanowił święto NMP Królowej, obchodzone dziś 22 sierpnia. Prawda, którą od dawna rozważali wierni w ostatniej tajemnicy chwalebnej różańca świętego, została w liturgii wyakcentowana osobnym wspomnieniem, dokładnie tydzień po uroczystości Wniebowzięcia. Ze świętem NMP Królowej jest związane pewne papieskie wezwanie, które dziś zostało zapomniane, a którego żaden z jego następców nie odwołał. Tego dnia cały Kościół powinien ponawiać poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi. To poświęcenie nie powinno się  wyrażać oczywiście w formie jednorazowego aktu, ale w naszej stałej postawie obecności przy Matce Bożej. Czy dziś pamiętamy o tym zobowiązaniu? Sierpień zadaje nam każdego roku pytanie o naszą wierność.

     Jubileuszowy Rok Fatimski, mija w naszej ojczyźnie również pod znakiem innych, wielkich rocznic. Jubileusze koronacji najbardziej znanych i czczonych wizerunków maryjnych: na Jasnej Górze, Gietrzwałdzie, Licheniu czy Leśniowie, powinny bardziej motywować nas do zadawania pytań o naszą wierność Panu Bogu: indywidualną i narodową. Pielgrzymi, zgromadzeni w Częstochowie na Apelu Jasnogórskim, przypominają nam o tym wypowiadając codziennie słowa Modlitwy Jubileuszowej: „nasze przemienione życie jest żywym diamentem w koronie Maryi”. Jak trafnie zauważył kard. Franciszek Macharski: „My wszyscy jesteśmy przeznaczeni do tego by być diamentami, choć Pan Bóg wie lepiej niż my, ile w nas jest jeszcze pęknięć, skaz i węgla, które trzeba szlifować”.


Katecheza dziewiąta:

„O mój Jezu…zachowaj nas od ognia piekielnego,
zaprowadź wszystkie dusze do nieba”

     W potocznym rozumieniu tajemnica to sekret, którego nie należy ujawniać. Biblijne misterium oznacza niewiadomą, która jednak wraz z upływem czasu staje się jawna. Pan Bóg kocha tajemnice. Mimo rozwoju nauki i techniki, tajemnicą nadal są owiane początki świata i człowieka. Do określonego momentu historii zbawienia, nawet dla aniołów sekretem pozostawał fakt Wcielenia Syna Bożego i sposób Odkupienia rodzaju ludzkiego. Wspólnota Kościoła wyznaje tajemnicę Trójcy Świętej, kapłanów obowiązuje tajemnica spowiedzi, w każdą niedzielę z wiarą przeżywamy tajemnicę Eucharystii. Tajemnicą wiary pozostają również rzeczywistości, które będziemy przeżywać w przyszłości: czyściec, stan wiecznego szczęścia w niebie lub wiecznego potępienia w piekle. Pan Bóg dla utwierdzenia wiary, czasami odsłania zasłonę swoich tajemnic i pozwala doświadczyć wybranym nadprzyrodzonej, cudownej rzeczywistości. Pragnie przez to umocnić nas w przekonaniu, że Jego Słowo jest prawdziwe.

     Motyw tajemnic pojawił się także w objawieniach fatimskich. Pierwsza z nich była przypomnieniem biblijnej prawdy o istnieniu piekła. Siostra Łucja zapisała: „Pani rozłożyła ręce a promień światła zdawał się przenikać ziemię (…) Zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzone były demony i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te wyrzucane były z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy, wywołujących dreszcz grozy. Na ten widok musiałam krzyczeć, bo ludzie to podobno słyszeli. Demony odróżniały się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle. Przerażeni, podnieśliśmy oczy do naszej Pani, szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas: widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je ratować (…) Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych (…) Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: o mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.

     Wizja piekła nie była zwykłą fotografią rzeczywistości pozaziemskiej ale odpowiadała wyobrażeniom i możliwościom poznawczym małych, fatimskich wizjonerów. Objawienie bardzo mocno i sugestywnie potwierdziło dzieciom realność istnienia piekła i przypomniało możliwość takiej konsekwencji życia człowieka. Reakcją na wizję było przerażenie a jednocześnie wzrost gorliwości. Dzieci były przekonane, że zobaczyły upadek dusz po to, aby je ratować. Wynagradzały tzn. „dopełniały w swym ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Od tej chwili żadna modlitwa nie była zbyt długa i żadne cierpienie nie było dla nich zbyt wielkie. Gorące pragnienie ratowania dusz przed wiecznym potępieniem, skłaniało pastuszków do nieustannego ofiarowania się za grzeszników. Żadna okazja do pokuty się nie marnowała. Podejmując rozmaite wyrzeczenia i umartwienia, dzieci jakby chciały wziąć na siebie karę za grzechy innych. Wzbudzały przy tym tylko jedną intencję: „o Jezu czynię to z miłości do Ciebie i za nawrócenie grzeszników…”

     Na wielu krzyżach misyjnych, które znajdują się przed kościołami naszej diecezji, znajduje się tradycyjny napis: zbaw duszę swoją! Ewangelie ukazują krzyż, jako najbardziej wstrząsający dowód miłości Boga do człowieka. Krzyż uświadamia, że Pan Bóg dla naszego zbawienia zrobił już wszystko. „Do końca nas umiłował” (J 13,1), do końca – tzn. że nie dało się bardziej. W tajemnicę krzyża, misterium cierpienia i miłości Boga, wpisuje się również „objawienie fatimskie (…) ma na celu przemianę wewnętrzną człowieka, pokonanie w nim grzechu i umocnienie dobra, pomoc w zdobywaniu świętości (…) tchnie miłością Serca Matki, które jest zawsze otwarte dla dziecka, nieustannie mu towarzyszy, zawsze o nim myśli, nawet wtedy, gdy dziecko schodzi na bezdroża i staje się marnotrawnym synem”.

Już podczas majowego objawienia w Fatimie, Łucja zapytała Matkę Bożą: „czy ja pójdę do nieba?” To było jedno z jej pierwszych pytań, co świadczy o tym, że dla tego 10-letniego dziecka było ono najważniejsze. Czy choć raz w życiu, zadałem już sobie to pytanie?


Katecheza dziesiąta:

Wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce

Ap 12,1

Sześć spotkań z Matką Bożą w Fatimie, zakończyło się jednym z największych cudów, jakie odnotowała historia. Taniec słońca, był najbardziej spektakularną manifestacją mocy Bożej w całych dziejach Kościoła.

Maryja objawiła się w Fatimie jako Niewiasta Apokaliptyczna, Niewiasta obleczona w słońce. To biblijny, tajemniczy obraz opisany przez św. Jana w dwunastym rozdziale Apokalipsy. Około siedemdziesiąt tysięcy ludzi, zgromadzonych 13 października 1917 roku w Fatimie i okolicy, faktycznie zobaczyło i poczuło zbliżającą się apokalipsę. Wielu było przekonanych, że to koniec świata. Świadkowie tego wydarzenia zgodnie relacjonowali, że najpierw byli urzeczeni wizją migotającego słońca, które wirując wokół własnej tarczy  jakby tańczyło, emanując mnóstwo kolorowych świateł. Po chwili jednak słońce jakby wypadło z orbity i zaczęło spadać w kierunku przerażonych tłumów. Ludzie krzycząc padali na kolana i żałując za grzechy bili się w piersi, prosząc o Boże Miłosierdzie. Pielgrzymi stojący przez całą noc w ulewnym deszczu i błocie, ze zdumieniem odkryli że błota już nie ma, a włosy i ubrania są zupełnie suche.

W Piśmie Świętym światło w jest symbolem obecności i działania Boga. Ciemność jest znakiem obecności i działania Złego. Ta biblijna metafora była bardzo często stosowana przez ewangelistów. Bóg  jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności. Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu. Św. Jan sugestywnie zauważył, że była noc, kiedy Judasz wyszedł z wieczernika, by zdradzić Chrystusa. Apostoł, który uległ pokusie wkroczył w mrok. Dlatego św. Paweł zachęca: odrzućcie uczynki ciemności a przyobleczcie się w zbroję światła! Człowiek żyjący w stanie łaski jest dzieckiem światła, każdy grzesznik ciemność niesie w sobie.

Obecność nadzwyczajnego światła w objawieniach fatimskich, jest głębokim, teologicznym przesłaniem. Dzieci wspominały, że bezpośrednim znakiem zapowiadającym objawienie Matki Bożej, był intensywny błysk światła nad skalnym dębem. Cała postać Pięknej Pani promieniowała światłem jaśniejszym od słońca. Kiedy proszono Łucję, aby opisała postać Matki Bożej, twierdziła że Maryja cała była ze światła. Jej postać, szata, nawet złote obszycie płaszcza - wszystko było blaskiem słońca. Jedna tylko rzecz była czarna i wypalona: ostre ciernie, które oplatały i wbijały się w Jej Serce. Po latach siostra Łucja wyjaśniała, że to światło było Bogiem, a obecność w kręgu tego światła oznaczała szczęście przebywania w niebie. Pani umieszczając dzieci w kręgu swego światła, przekazała im łaskę pewności zbawienia. Zachwyciła ich niebem. Dała im poczuć wewnętrznie takie szczęście i pokój, jakich świat dać nie może.

W czasie objawień fatimskich Maryja trzykrotnie otwierała dłonie, z których trysnęły promienie intensywnego światła. Pierwszy raz stało się to 13 maja. Powiedziała wtedy: łaska Boża będzie waszą siłą i wymawiając te słowa – wspomina Łucja – przekazała nam światło tak silne, że dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem. Drugi raz dzieci zobaczyły te dziwne promienie w czerwcu: przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w Bogu. Usłyszałam słowa: Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane serce będzie twoją ucieczka i drogą, która zaprowadzi cię do Boga. Trzeci raz promienie wydobyły się z rąk Matki Najświętszej w lipcu. Rozłożyła ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia. W tym ogniu zanurzone były diabły i dusze w ludzkich postaciach. Tajemnicze światło pojawia się jeszcze w opisie trzeciej tajemnicy fatimskiej. Tam promień światła tryskający z dłoni Maryi, gasi języki ognia, którym płonie miecz anioła, mającego ukarać świat za jego zbrodnie.

Siostra Łucja sama skomentowała znaczenie tych wizji. Zanotowała że promienie światła, które pojawiły się w czasie trzech kolejnych fatimskich objawień były źródłem: umocnienia, poznania i pokochania Boga. Światło z trzeciej tajemnicy, jest dowodem wstawienniczej mocy Maryi przed Bogiem
i Jej macierzyńskiej miłości do ludzi.

Kończąc jubileuszowy rok fatimski, poczuj się spokojny przy Sercu Matki. Pamiętaj, że z woli samego Boga, masz potężną Orędowniczkę. Niech spocznie na tobie Jej światło i macierzyńskie błogosławieństwo. Z Jej pomocą, staraj się coraz bardziej poznawać i mocniej kochać Boga. Tylko przy Nim możesz czuć się naprawdę bezpieczny. Bądź dzieckiem światła. Żyj w stanie łaski. Ciesz się każdym nowym dniem. Nie koncentruj się tylko na tym, co doczesne. Pamiętaj o wieczności. Módl się za innych, bądź wspaniałomyślny. Podejmij pokutę i wyrzeczenia za tych, którzy żyją tak, jakby Boga nie było, by nie trafili tam, gdzie nie sięga Jego światło.